Reklama
Rozwiń
Reklama

Na Wschodzie straty

Od funduszy operujących w Rosji lepiej trzymać się z daleka. I to nie tylko z powodu Ukrainy.

Publikacja: 13.03.2014 06:03

Na Wschodzie straty

Foto: Bloomberg

Trwa fatalna passa na rynkach wschodzących. Złożyło się na to wiele spraw. W Turcji wybuchła afera korupcyjna. Kłopoty przeżywa Argentyna, co doprowadziło do dewaluacji peso. Fed ogranicza program skupu aktywów, a to powoduje odpływ pieniędzy z rynków wschodzących. Teraz bardzo niebezpieczny jest konflikt między Rosją a Ukrainą, który zresztą stał się w pewnym stopniu konfliktem międzynarodowym. Wszystko to w naturalny sposób przekłada się na wyceny akcji, obligacji i walut nie tylko w tych krajach, które bezpośrednio są dotknięte kryzysem.

Na własnej skórze odczuwają to osoby posiadające jednostki uczestnictwa w funduszach operujących na rynkach wschodzących; głównie dotyczy to rynku rosyjskiego. Od początku roku  wartość jednostek spadła prawie o 7 proc. Niestety, nic nie wskazuje na to, by koniec nerwówki był bliski.

Sytuacja na Ukrainie, a zwłaszcza na Krymie, jest niezmiernie napięta. W niedzielę ma się odbyć referendum nieuznawane przez Kijów. Trudno przewidzieć, jak na jego wyniki zareaguje Moskwa. Pewne jest natomiast to, że będziemy świadkami wyraźnie podwyższonej zmienności na rynkach. Kiedy to się skończy, tego nikt nie wie. Analitycy są bardzo wstrzemięźliwi w prognozowaniu rozwoju wypadków.

Lepiej spać spokojnie

Co zatem mają robić inwestorzy? Ci, którzy nie inwestowali dotąd poprzez fundusze na rynku rosyjskim czy innych rynkach wschodzących, nadal powinni trzymać się od nich z daleka. Nie warto szarpać nerwów. Wystarczy sobie wyobrazić, co będzie, gdy dojdzie do eskalacji konfliktu, gdy na Rosję zostaną nałożone sankcje (o możliwych działaniach zbrojnych już nie wspominamy).

Ludzie akceptujący wysokie ryzyko inwestycyjne mogą oczywiście postawić pytanie: czy nie warto kupować teraz fundusze operujące na rynku rosyjskim, skoro są tak przecenione. Przy założeniu, że konflikt ukraiński zostanie rozwiązany pokojowo, można by liczyć na solidne odbicie.

Reklama
Reklama

Problem polega jednak na tym, że stan rosyjskiej gospodarki jest obecnie najgorszy od 2009 roku, a więc od ostatniego kryzysu. Spadają inwestycje. Obniża się poziom płac, a co za tym idzie, maleje spożycie indywidualne. Część ekonomistów sugeruje wręcz, że rosyjska gospodarka już znajduje się w recesji. I choć jej potencjał jest znaczący, rozruszanie jej może zabrać dużo czasu.

W związku z tym na zyski z inwestycji w tamtym regionie trzeba będzie długo poczekać. Niestety, dla posiadaczy jednostek funduszy lokujących na rynku rosyjskim oznacza to, że czas potrzebny na odrobienie strat będzie długi.

Niedoszacowane ryzyko polityczne

Do tej pory najbardziej stracili posiadacze jednostek funduszu Quercus Rosja. Od początku roku wartość jednostki spadła o ponad 21 proc., z czego połowa to strata tylko z ubiegłego tygodnia. Jak wskazuje nazwa, fundusz inwestuje w akcje rosyjskie. Punktem odniesienia dla niego są akcje tworzące indeks rosyjskiej giełdy RTS. Spośród 50 firm wchodzących w skład tego indeksu, w tym roku tylko sześć jest na plusie. Reszta znajduje się pod kreską. W przypadku niektórych papierów straty sięgają blisko 40 proc.

Według stanu na koniec stycznia 99 proc. portfela funduszu stanowiły akcje (w tym kwity depozytowe ADR i GDR). Od początku roku zarządzający zwiększał zaangażowanie na rynku rosyjskim. Z jednej strony nie ma się co dziwić, ponieważ akcje rosyjskie są najtaniej wyceniane w porównaniu z innymi rynkami wschodzącymi. Z drugiej strony można mieć zastrzeżenia, że ryzyko polityczne, które istnieje w tym regionie od miesięcy, zostało najwyraźniej niedoszacowane.

Znacznie, bo blisko o 19 proc., uszczupliły się też od początku roku kapitały posiadaczy jednostek Arka Prestiż Akcji Rosyjskich. Jest to fundusz dla zamożnych, z pierwszą wpłatą w wysokości co najmniej 250 tys. zł. Zatem  minimalna strata to 46 tys. zł.

O kilkanaście procent potaniały też jednostki funduszy: Investor Rosja oraz Caspar Akcji Rosyjskich.

Reklama
Reklama

Bardzo dużo na rynku rosyjskim zainwestował też Pioneer Akcji Europy Wschodniej. Wartość jego jednostki spadła w tym roku o ponad 15 proc.

Szymon Borawski-Reks, zarządzający funduszami Arka BZ WBK TFI

Na początku marca w reakcji na rosyjską okupację Półwyspu Krymskiego i groźbę interwencji zbrojnej w innych częściach Ukrainy wszystkie giełdy regionalne zanotowały silne spadki. Wpływ wcześniejszych wydarzeń z kijowskiego Majdanu był ograniczony w zasadzie tylko do spółek ukraińskich. Tym razem dołączyły inne giełdy, z rosyjską na czele.

Dopóki sytuacja na Ukrainie jest tak bardzo niepewna, na rynkach finansowych mogą być duże wahania. Jeżeli nie dojdzie do poważniejszej konfrontacji między Zachodem a Rosją, kapitał prawdopodobnie powróci na rynki środkowoeuropejskie. Choć akurat na rynku rosyjskim może się przez dłuższy czas utrzymywać podwyższona premia za ryzyko, zwłaszcza że gospodarka rosyjska od jakiegoś czasu wyraźnie spowalnia. Dodatkowym czynnikiem ryzyka są ewentualne sankcje gospodarcze ze strony USA czy Unii Europejskiej. Przy założeniu kontynuacji ożywienia na świecie, na konflikcie krymskim mogą zyskać inne kraje regionu, takie jak Polska czy Turcja. Środki, które są w tej chwili wycofywane przez inwestorów z Rosji, mogą częściowo zostać ulokowane właśnie w tych krajach. Ciekawy wydaje się zwłaszcza kierunek turecki, gdzie sporo kapitału zostało wycofane już w ubiegłym roku.

Materiał Promocyjny
Lokaty mobilne: Nowoczesny sposób na oszczędzanie
Ekonomia
KGHM optymalizuje zagraniczny portfel
Ekonomia
Apelują do Orlen Termika. Chodzi o zamówienia dla dostawców spoza UE
Ekonomia
PGE odstąpiła od ważnej umowy. Naliczono wysokie kary
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama