Reklama
Rozwiń
Reklama

Podatki w Polsce są za niskie

Zwolennicy prof. Leszka Balcerowicza nie mają racji w kwestii poziomu opodatkowania w naszym kraju

Aktualizacja: 12.11.2010 01:10 Publikacja: 12.11.2010 00:21

Leon Podkaminer

Leon Podkaminer

Foto: Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski

Red

Na początku października „Rz” opublikowała moją opinię krytycznie oceniającą pogląd prof. Leszka Balcerowicza, który wystąpił z twierdzeniem, że „podatki i tak mamy wysokie”.

Stwierdziłem wówczas – powołując się na niedawny raport Eurostatu (Taxation Trends in the European Union. 2010 edition) – że w porównaniu z innymi krajami Unii podatki mamy raczej niskie. Zwróciłem też uwagę na postepującą od 1998 r. barbaryzację polskiego systemu finansów publicznych. Przejawia się ona malejącą progresywnością podatków dochodowych, rosnącym ciężarem podatków pośrednich i tendencją do ograniczania wydatków na ważne zadania społeczne.

Jednym z efektów tej polityki jest imponujący rozwój nowobogackich fortun i luksusowej konsumpcji na pokaz. Drugim efektem jest utrzymywanie się rozległej sfery biedy, dziesiątków, jeśli nie setek tysięcy głodnych dzieci, rzesz chorych, których nie stać na leczenie.

[srodtytul]*[/srodtytul]

Na reakcje wyznawców prof. Balcerowicza nie trzeba było długo czekać. Na łamach „Rz” głos zabrali p. Wiktor Wojciechowski i p. Michał Zieliński.

Reklama
Reklama

Ten pierwszy powołał się na dawne doświadczenia krajów wysoko rozwiniętych, które – jego zdaniem – zbierały z podatków i obowiązkowych składek jeszcze mniej niż Polska w latach ostatnich. Dane przytoczone przez p. Wojciechowskiego zdają się jednak odzwierciedlać jego subiektywne przekonania – ale nie porównywalne statystyki.

Przykładowo, twiedzi on, że w 1965 r. „Holandia zbierała z podatków i obowiązkowych składek 32,8 proc. PKB”. Jednak liczba ta nie pochodzi z Eurostatu.

Eurostat raportuje udział podatków i składek w PKB krajów członkowskich, generalnie począwszy dopiero od 1995 r. Tylko dla kilku krajów – Francji, Włoch, Finlandii, Austrii i Wielkiej Brytanii – Eurostat podaje wartości tego wskaźnika dla lat wcześniejszych, nie sięgając wszakże dalej w przeszłość niż maksymalnie do 1976 r.

Przyczyna tego jest prozaiczna: nieporównywalność – w większości wypadków – dawnych statystyk narodowych. Najwcześniejszy porównywalny wskaźnik dla Holandii wynosi, wg. Eurostatu, 40,3 proc. ( w 1995 r.) – niewiele więcej niż ostatnio (39,3 proc.).

Zarzut nieporównywalności dyskwalifikuje także pozostałe liczby podawane przez p. Wojciechowskiego. Możemy za to powołać się na najwcześniejsze dane Eurostatu dla innych krajów UE. Tak więc udział podatków i składek wynosił 42,3 proc. w Finlandii (w 1976 r.); 38,5 proc. we Francji (w 1978 r.) i 51,1 proc. we Włoszech (w 1990 r.).

Warto dodać, że w 1995 r. omawiany wskaźnik wahał się od 40 do prawie 50 proc. w większości krajów starej UE – wyjąwszy jednak te słabiej (tak jak Polska) rozwinięte. Kraje te to: Grecja (udział podatków i składek wynosił w 1995 r. 30,2 proc.), Portugalia (31,1 proc.), Irlandia (33,7 proc.) i Hiszpania (32.9 proc.). Nie jest wcale przypadkiem, że te właśnie kraje balansują obecnie na krawędzi bankructwa.

Reklama
Reklama

[srodtytul]*[/srodtytul]

Relatywnie wysokie podatki od niepamiętnych czasów obciążające gospodarki skandynawskie nie są tam żadną barierą szybkiego (i trwałego!) wzrostu. Z kolei niskie podatki wcale nie warunkują szybkiego (a zwłaszcza trwałego) wzrostu. Niskie podatki zaowocują – prędzej czy później – kryzysem finansów publicznych i stagnacją wzrostu.

Krótkiego komentarza wymaga też uwaga p. Wojciechowskiego sławiąca szybko rosnące Indie i Chiny – kraje, gdzie, jak zauważa, podatki są średnio dwukrotnie niższe niż w Polsce. Ale co tam Indie! Może lepiej wogóle zrezygnować z poboru podatków? Wtedy dopiero będziemy doświadczać dynamicznego rozwoju ... jak, nie przymierzając, Haiti albo inna Papua-Nowa Gwinea.

Uwagę tę dedykuję też p. M. Zielińskiemu, drugiemu obrońcy prof. Balcerowicza. P. Zielinski nie kryje moralnego oburzenia: „pogląd o korzyściach z zaboru indywidualnego mienia wydaje się nietrafny ekonomicznie i barbarzyński”.

Rozumiem, że ideałem obu panów (tak jak i ich intelektualnego guru) jest system, w którym państwo wogóle nie „zabiera cudzego mienia” – i nie finansuje żadnych celów społecznych. Pozostaje tylko wyjaśnić, czy „system” taki warto jeszcze nazywać cywilizacją.

[i]Autor pracuje w Wiedeńskim Instytucie Międzynarodowych Porównań Gospodarczych (WIIW) i jest profesorem w Wyższej Szkole Administracji w Bielsku-Białej[/i]

Materiał Promocyjny
Lokaty mobilne: Nowoczesny sposób na oszczędzanie
Ekonomia
KGHM optymalizuje zagraniczny portfel
Ekonomia
Apelują do Orlen Termika. Chodzi o zamówienia dla dostawców spoza UE
Ekonomia
PGE odstąpiła od ważnej umowy. Naliczono wysokie kary
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama