[b]Rz: Czy warto przy decyzjach inwestycyjnych kierować się tym, co robią tuzy giełdy?[/b]
Marek Mikuć: Na pewno można próbować. Jest to strategia często stosowana przez inwestorów indywidualnych. Rzadziej przez fundusze inwestycyjne czy emerytalne. Zazwyczaj drobni inwestorzy wybierają modnych w danym momencie wielkich graczy. Jednak w wielu spółkach, gdzie są obecne tuzy, tak naprawdę niewiele się dzieje, jest niewielka zmienność kursu, także względem całego rynku, niewiele pojawia się komunikatów. Szczególnie gdy mówimy o takich inwestorach jak Leszek Czarnecki czy Michał Sołowow.
[b]Czyli jeśli już, to wybierać te bardziej aktywne wzorce do naśladowania?[/b]
W zasadzie tak się też zazwyczaj dzieje. Inwestorzy indywidualni najczęściej szukają spółek, na których mogą w miarę szybko i ponadprzeciętnie zarobić. A na przykład w Getinie Leszka Czarneckiego nie dzieje się nic spektakularnego ani w jedną, ani w drugą stronę.
[b]I rzeczywiście naśladowanie tuzów daje efekty inwestycyjne?[/b]
Chyba jednak częściej się na tej strategii traci, niż zyskuje, lub zarabia poniżej przeciętnej, a nie powyżej. Problemem jest czas reakcji. Można podążać za decyzjami wielkich inwestorów w momencie, gdy oni już je zrealizują. Wszystko zależy zatem od tego, jak wielu jeszcze kolejnych inwestorów przyłączy się do ruchu i pociągnie rynek w danym kierunku.
[b]Nie ma więc tutaj metody: jak dobrze wykorzystać obserwację ruchów znanych inwestorów?[/b]
Nie ma. Prawie wszystko zależy od innych. My w zasadzie możemy zdecydować jedynie, żeby w odpowiednim momencie wyjść z inwestycji. To też jest niezmiernie istotne. Przykład to FON Mariusza Patrowicza. Inwestując szybko w ślad za Patrowiczem, można było ponadprzeciętnie zarobić. Jednak od momentu podziału akcji kurs najpierw stał w miejscu, a potem poszedł w dół.
[b]Czego pan się spodziewa po warszawskim parkiecie w 2011 r.?[/b]
Nie chcę wskazywać na konkretną skalę zmiany indeksów. Mogę jedynie powiedzieć, że spodziewam się dużej zmienności. Wiele jest bowiem spraw do rozstrzygnięcia. Mogą się pojawić kolejne odsłony kryzysu w krajach południa Europy. Druga runda dodruku pieniądza na razie nie jest zbyt skuteczna. Złoty miał się umacniać, a na razie raczej słabnie. Jest sporo czynników ryzyka.