Ze względu na obecną koniunkturę wartość nieruchomości pozostaje pod znakiem zapytania, stąd klienci koncentrują się na niewielkich, kompatybilnych lokalach, wymagających co najwyżej odświeżenia. Chyba, że oferta jest wyjątkowo tania. Jak jednak zaznacza Joanna Lebiedź, właścicielka biura nieruchomości Lebiedź, rzadko trafia się mieszkanie po okazyjnej cenie. Łatwiej kupić na rynku pierwotnym lokal w stanie deweloperskim, jeśli projekt jest na etapie dziury w ziemi, a deweloper znacznie obniża cenę, by złapać pierwszych klientów.
Za drogo
Średnio przyjmuje się, że koszty poniesione na kupno mieszkania na wynajem zwracają się w ciągu 10 – 15 lat. - Niestety, w Polsce obecnie czas ten znacznie się wydłużył i tylko w przypadku niebywałych okazji jest możliwe, aby, uwzględniając wszelkie koszty, nakłady na remont oraz opodatkowanie przychodu z wynajmu, uzyskać 10-letni okres zwrotu z takiej inwestycji – tłumaczy Joanna Lebiedź
Również zdaniem Grzegorza Dobrowolskiego, właściciela sopockiej Agencji Obrotu Nieruchomościami "Grzegorz Dobrowolski", trudno dziś sprzedać lokum powyżej wartości poniesionych nakładów. - Trzeba naprawdę zaproponować "dizajnerski" projekt, materiały na poziomie grubo powyżej Praktikera czy Castoramy i kilka snobistycznych gadżetów, żeby zadziwić i zainteresować potencjalnego nabywcę – opowiada Grzegorz Dobrowolski.
Z drugiej jednak strony rzadko trafia się na wtórnym rynku mieszkanie, nawet z wyższej półki, z którego nowy właściciel czy też jego najemca niemal od razu może zacząć korzystać. - W praktyce, im mieszkanie bardziej "gołe", tym szybciej można znaleźć nabywcę – mówi Dobrowolski.
Tymczasem, według Klaudiusza Pomykały, dyrektora zarządzającego we wrocławskiej spółce Jot-Be Nieruchomości, osoby zainteresowane mieszkaniami tańszymi, do remontu, mają spore szanse odsprzedać je potem z zyskiem. - Dzisiaj jest czas kupujących, to oni dyktują warunki transakcji – zapewnia Pomykała.