Według policyjnych statystyk kolizje ze zwierzętami stanowią niewielką część wypadków drogowych (0,5 proc. wszystkich zarejestrowanych w 2013 r.). Ale ich skutki mogą być poważne – mówi Bartłomiej Behnke z Superpolisa.pl. – Dotyczy to zwłaszcza zderzeń z dużymi zwierzętami, np. dzikiem czy sarną, przy znacznej prędkości samochodu, a więc najczęściej poza miastem.
Miejsca, w których zwierzęta pojawiają się stale albo okresowo, powinny być oznakowane.
– Zaniechanie lub wadliwe wypełnienie tych obowiązków może prowadzić do powstania odpowiedzialności odszkodowawczej po stronie zarządcy drogi – tłumaczy Agnieszka Rosa z PZU. Aby dochodzić odszkodowania od zarządcy drogi, trzeba zgromadzić dowody potwierdzające jego zaniedbania. Może to być np. notatka policji wezwanej na miejsce zdarzenia, zdjęcia potwierdzające brak znaków drogowych ostrzegających przed dzikimi zwierzętami, zeznania świadków, informacje z Systemu Ewidencji Wypadków i Kolizji Drogowych potwierdzające, że na tym odcinku drogi dochodziło wcześniej do kolizji z udziałem dzikich zwierząt.
Jeżeli zwierzę wybiegnie na jezdnię, gdyż koło łowieckie zorganizowało polowanie z nagonką, to roszczenia możemy skierować do koła łowieckiego.
W razie kolizji samochodu ze zwierzęciem odszkodowanie od ubezpieczyciela można dostać tylko z polisy autocasco. Na OC w tym przypadku nie ma co liczyć, gdyż chroni ono poszkodowanych z naszej winy. Natomiast autocasco działa wtedy, gdy pojazd zostanie całkowicie lub częściowo uszkodzony w wyniku zderzenia z innym pojazdem lub przeszkodą (np. drzewo, ogrodzenie, budynek, zwierzę) i winy za to nie ponosi inny uczestnik ruchu drogowego (gdyby ponosił, odszkodowanie byłoby wypłacone z jego OC). Na ogół autocasco obejmuje także ryzyko kradzieży samochodu.