„Wiemy, że afrykańscy koledzy nie popierają nieskrywanych prób uzyskania przewagi przez USA i ich europejskich satelitów” – napisał rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow w artykule opublikowanym równocześnie w gazetach czterech afrykańskich krajów.

Szef kremlowskiej dyplomacji wyruszył do Afryki – do Egiptu, Etiopii, Ugandy i Konga – szukać sojuszników w wojnie w Ukrainie, którą przedstawia jako wojnę obronną przed agresją Zachodu. Wśród przywódców państw afrykańskich i azjatyckich silna jest niechęć wobec Zachodu i na to liczy Ławrow.

Czytaj więcej

Ławrow: Pomożemy Ukraińcom pozbyć się antyludowego reżimu

Nowe idee

Dotychczas ta niechęć niewiele jednak dała Kremlowi. Na przykład w marcowym głosowaniu w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ o potępieniu rosyjskiej agresji na Ukrainę jedynie pięć państw wypowiedziało się po stronie Rosji. Ale w Moskwie zauważyli, że już miesiąc później, gdy Kreml usuwano z oenzetowskiej Rady Praw Człowieka, aż 24 państwa były przeciw i zwiększyła się liczba wstrzymujących się od głosu (z 35 do 54).

Zmiany w postawach przywódców państw pozaeuropejskich zachęciły Kreml do rozpoczęcia dyplomatycznej ofensywy na innych kontynentach.

Nowy świat właśnie się rodzi, a Rosja jest na pierwszej linii walki o niego

Carlos Faria, szef MSZ Wenezueli

– Dlaczego ten „złoty miliard”, który jest tylko częścią światowej populacji, powinien dominować nad innymi (…). To, co ma, osiągnął głównie rabując ludy Azji i Afryki – mówił w zeszłym tygodniu Władimir Putin o krajach Zachodu („złoty miliard” to jego określenie na mieszkańców krajów rozwiniętych). Rosyjski przywódca w ten sposób próbuje stanąć na czele antyzachodniej krucjaty i znaleźć sojuszników na świecie.

– Nowy świat właśnie się rodzi, a Rosja jest na pierwszej linii walki o niego. Dzisiaj przybrała ona formę rosyjskiej operacji specjalnej, by powstrzymać ekspansję NATO – pompatycznie opisał nową ideę polityczną Kremla wenezuelski minister spraw zagranicznych Carlos Faria, który był w Moskwie na początku lipca.

Boliwia, ale nie Kuba

Wenezuela jest jednym z niewielu krajów, które otwarcie popierają politykę Kremla. Na kontynencie amerykańskim Moskwa może jeszcze liczyć prawdopodobnie tylko na Boliwię, którą rządzą następcy Evo Moralesa. Tak przynajmniej sądzi szef rosyjskiego Komitetu Śledczego Aleksandr Bastrykin, który chciałby powołać przedstawicieli Limy do „międzynarodowego trybunału”, jaki będzie sądził „zbrodnie ludobójstwa kijowskiego reżimu”.

Charakterystyczne, że Bastrykin nie wymienił najstarszego rosyjskiego sojusznika na drugiej półkuli, Kuby. Mimo że rosyjscy politycy od czasu do czasu grożą rozmieszczeniem rosyjskich rakiet na wyspie, Hawana dystansuje się od polityki Kremla, cały czas szukając porozumienia z administracją prezydenta Joe Bidena.

Podobny dystans zachowują przywódcy afrykańscy połączeni z Kremlem więzami gospodarczymi i wojskowymi. W ciągu ostatniej półtorej dekady z ponad połową państw kontynentu Moskwa podpisała umowy o współpracy wojskowej i dostarcza im broń. – Przewidujemy, że będą mieli naprawdę duży problem w dostarczeniu sprzętu (wojskowego), biorąc pod uwagę tempo, w jakim tracą go w Ukrainie – powiedział amerykańskiemu portalowi Foreign Policy anonimowy urzędnik amerykańskiego wywiadu.

Czytaj więcej

Osetia Południowa przyłączy się do Rosji? W lipcu "referendum"

Ogromne straty już odbijają się na zaplanowanych wcześniej dostawach. „Eksperci zauważają, że afrykańscy przywódcy i urzędnicy są coraz bardziej zaniepokojeni przyszłością dostaw, w tym części zamiennych” – pisze Foreign Policy.

Cios wojskowy zadany w ukraińskich stepach jest tym dotkliwszy, że eksport broni utrzymywał nie tylko rosyjską „zbrojeniówkę”. – To jest jedna z ich głównych dźwigni wpływów na kontynencie – mówiła jeszcze w maju o rosyjskim eksporcie broni Kathleen Hicks z departamentu obrony USA.

Ani dolara

Na miejsce opuszczone na afrykańskim rynku przez Rosję już pretendują USA oraz Chiny. Te ostatnie nie zważają na to, że Rosja jest ich „strategicznym partnerem”. Niezależnie od propagandowych wystąpień chińskich polityków z wyrazami poparcia dla Moskwy od początku roku Pekin nie zainwestował ani jednego dolara w Rosji w swój sztandarowy projekt Inicjatywa Pasa i Szlaku, co ze zdziwieniem zauważył „Financial Times”. Chiny najwyraźniej uznały, że w warunkach wojny w Ukrainie byłaby to strata pieniędzy.

Podobne problemy ma Kreml w krajach Zatoki Perskiej. Wszystkie tamtejsze państwa uchyliły się wcześniej w ONZ od potępienia rosyjskiej agresji na Ukrainę. Jeszcze w zeszłym roku Rosja miała nadzieję na wciągnięcie Zjednoczonych Emiratów Arabskich do wspólnej produkcji tzw. myśliwca piątego pokolenia.

Teraz nikt już nie wspomina tego wspólnego projektu. Ale do Abu Zabi pojechał Mike Hammer, specjalny wysłannik departamentu stanu, by upewnić się, że nikt tam nie zamierza narażać się na nieuchronne amerykańskie sankcje w przypadku podjęcia wojskowej współpracy z Rosją. Stamtąd ruszył śladem Ławrowa do Etiopii i Egiptu.

– Na kontynencie afrykańskim są nadal elity, które łączą z Rosją studia na sowieckich uczelniach, utrzymuje się też lojalność grup wspieranych przez Związek Sowiecki w walce z apartheidem na południu kontynentu. No i dostawy broni do licznych krajów – w rozmowie z „New York Times” wymienia silne punkty Moskwy w Afryce Murithi Mutiga z International Crisis Group.

– Ale Moskwa będzie bardzo rozczarowana, jeśli spodziewa się, że rządy afrykańskie zaoferują jej pełne wsparcie. Na kontynencie dominuje instynktowne trzymanie się na dystans od konfrontacji Rosji z Zachodem – dodaje.