W opublikowanym niedawno spocie PiS-u ukazane zostały kilkuosobowe grupy ciemnoskórych mężczyzn, sfilmowanych lub sfotografowanych w przypadkowych sytuacjach, np. na stacji kolejowej, przystanku autobusowym czy przejściu dla pieszych, na którym stoją z bagażami. Pojawił się też wykonany z oddali fragment nagrania z interwencji policji, na którym jedna osoba zanoszona jest do radiowozu, a także urywek przedstawiający kolejną, skaczącą po dachu samochodu. Na dole ekranu zamieszczone zostały nazwy miejscowości, w których dokonane miały zostać rejestracje. Niektóre z widocznych w spocie osób mają oczy zasłonięte czarnym paskiem, twarze innych widoczne są z profilu, zaś jeszcze inni spoglądają na wprost obiektywu. Obrazy przeplatane są oficjalnymi wypowiedziami premiera Donalda Tuska, który zapewnia, że „Polska będzie beneficjentem paktu migracyjnego” i że „nie będziemy za nic płacić”. „Dlaczego się nie uśmiechacie?” – pyta na koniec z off-u głos lektora.
Spot PiS z migrantami. Konieczna zgoda na wykorzystanie wizerunku
Zdaniem ekspertów taki sposób ukazania migrantów może naruszać ich prawo do wizerunku. Maciej Ślusarek, adwokat z kancelarii SKP, przypomina, że wykorzystanie tego ostatniego do działalności politycznej wymaga specjalnej zgody. Samo pojęcie wizerunku sądy rozumieją szeroko – to nie tylko dokładnie widoczna twarz, ale też uczesanie czy części stroju, a zwłaszcza połączenie tych charakterystycznych elementów.
Mecenas zwraca też uwagę na kontekst, w jakim ukazano migrantów. - Z pewnością sąd inaczej spojrzałby na kwestię wykorzystania wizerunku osoby skaczącej po dachu samochodu, a inaczej osób, które po prostu gdzieś przechodziły lub brały udział w większym zgromadzeniu, ale nie naruszyły porządku prawnego – zauważa.
- Zohydzanie i pokazywanie w sposób dyskryminujący przedstawicieli innej rasy, byłoby okolicznością obciążającą dla twórców spotu również w świetle przepisów prawa karnego – komentuje ekspert. - Moim zdaniem śledztwo w tej sprawie powinno zostać wszczęte przez prokuraturę z urzędu – dodaje.
Według mec. Ślusarka postępowanie można byłoby zainicjować na podstawie przepisów zabraniających nawoływania do nienawiści na tle rasowym. - Zebranie razem kilku nagrań oraz zestawienie ich z narracją, że osoby o ciemnym kolorze skóry prowadzą przestępczy tryb życia i stanowią zagrożenie dla polskiego społeczeństwa, niewątpliwie może być traktowane jako nawoływanie do nienawiści i znieważanie tej grupy społecznej – ocenia. Według adwokata, w spocie zastosowano tak znaczącą generalizację, że może ona prowadzić do naruszenia dóbr osobistych każdej ciemnoskórej osoby.
Czytaj więcej
Nowy spot PiS to montaż ujęć arcywroga Prawa i Sprawiedliwości Donalda Tuska i materiałów wideo przedstawiających migrantów. To wyłącznie ciemnoskó...
Przyjmowanie migrantów tylko w niekorzystnym świetle
Również w ocenie radcy prawnego Magdaleny Maruszczak, prezesa firmy FORIGI, zajmującej się m.in. walką z hejtem, „wykorzystanie” w spocie osób o ciemnym kolorze skóry może godzić w ich godność osobistą, cześć i dobre imię. Według ekspertki film ma bowiem na celu przedstawienie odbiorcom kwestii przyjmowania migrantów tylko w niekorzystnym świetle.
- Negatywnie nacechowany przekaz oraz dobór osób przedstawionych w spocie wydaje się jednoznaczny, a niektóre zdjęcia wybrane do tego spotu, przedstawiające wizerunek osób o ciemnym kolorze skóry, mogą nosić w tej sytuacji znamiona propagowania nienawiści na tle rasowym – ocenia mec. Maruszczak.
Czytaj więcej
PiS Jarosława Kaczyńskiego odwołuje się do rasizmu i populizmu, bo wie, że na podsycaniu antyimigranckich lęków może zyskać. Nawet jeśli punktów je...
Do Trybunału za spot?
Konstytucja zabrania zarówno działalności partii, które w swoich programach odwołują się do totalitarnych metod oraz praktyk działania, jak i dopuszczających w nich nienawiść rasową i narodową. - Trudno wprost wyrokować, czy publikacja spotu PiS-u powinna zostać jednoznacznie uznana za takie naruszenie, choć niewątpliwie wykorzystane w nim materiały nie powinny się tam znaleźć – wskazuje konstytucjonalista Maciej Serowaniec, prof. Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.
Wyjaśnia, że kontrolę nad działalnością partii pełni Trybunał Konstytucyjny, który – na wniosek m.in. prezydenta, marszałka Sejmu lub Senatu, prokuratora generalnego, rzecznika praw obywatelskich albo grupy 50 posłów lub 30 senatorów – może wszcząć postępowanie w sprawie danego ugrupowania. A to może skończyć się wydaniem przez TK orzeczenia o niezgodności działalności ugrupowania z konstytucją oraz jego wykreśleniem z ewidencji partii politycznych i poddaniu go postępowaniu likwidacyjnemu. - Jednak biorąc pod uwagę obecną sytuację w TK trudno sobie wyobrazić, że podjąłby on tak daleko idące działania nawet, gdyby wniosek do niego trafił – konkluduje prof. Serowaniec.
Czytaj więcej
Sąd Apelacyjny w Warszawie nakazał prawomocnym wyrokiem telewizji TVP przeprosić Khedi Alievę.