Pandemia spowodowana globalnym rozprzestrzenianiem się wirusa Covid-19 uwidoczniła wagę strategii komunikacyjnych podejmowanych przez instytucje międzynarodowe. To one wprowadzają do medialnej agendy tematy i decydują o języku, w jakim inni będą o nim opowiadać. To na nich spoczywa odpowiedzialność za skutki spowodowane upowszechnianymi informacjami. Zatem warto, aby używane sformułowania były jak najbardziej neutralne, rzeczowe i przede wszystkim – oparte o wyniki badań naukowych.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) w związku z pandemią zaleciła stosowanie dystansu społecznego (ang. social distancing). Terminem tym określane są wszelkie metody ograniczające częstotliwość i stopień bliskości kontaktu między ludźmi w celu zmniejszenia ryzyka transmisji choroby. Dystans społeczny jest skuteczny w przypadku chorób rozprzestrzeniających się drogą kropelkową (kichanie, kaszel), przez bezpośredni kontakt fizyczny (w tym seksualny). WHO zaleciła utrzymywanie odległości co najmniej dwóch metrów między jednostkami i zaniechanie organizacji spotkań w dużych grupach.

Większość państw uwzględniło zalecenie WHO w swoich strategiach walki z koronawirusem.

Bardzo szybko hasztagi wzywające do zachowania odległości pomiędzy jednostkami (ang. #socialdistancing) i pozostania w domu (#stayhome) zdominowały portale społecznościowe, a w akcje ich promowania zaangażowali się politycy i celebryci. Znane twarze spowodowały, że przekaz ten trafił natychmiastowo do opinii publicznej.

Dystans czy wykluczenie społeczne?

Na konferencji prasowej z 20 marca 2020 roku WHO wezwało do zmiany terminologii i zamiany hasła „dystans społeczny” na „dystans fizyczny” (ang. physical distancing). Zachowano zatem samą ideę izolowania w przestrzeni, ale zrezygnowano z przymiotnika „społeczny” zastępując go „fizycznym”.

Współpracująca z WHO epidemiolożka Dr Maria Van Kerkhove uzasadniała celowość zmiany terminu koniecznością utrzymywania kontaktów międzyludzkich. Dystans fizyczny – jak mówiła – nie oznacza, że musimy się odizolować społecznie od naszych najbliższych, od naszych rodzin”.

Co więcej, po raz pierwszy na taką skalę mamy możliwość wykorzystania zaawansowanej technologii do realizacji naszych aktywności zawodowych i towarzyskich. Mediatyzacja wszelkich sfer życia staje się faktem.

Decyzja WHO o zmianie stosowanej terminologii w odniesieniu do idei dystansu jest zatem jak najbardziej zasadna. Z punktu widzenia epidemiologii, u podstaw zachowania dystansu leży zmniejszenie liczby zarażonych w krótkim czasie.

Nawoływanie do utrzymywania dystansu społecznego można jednak uznać za niewłaściwe z socjologicznej perspektywy. Wezwanie do dystansu społecznego może być rozumiane jako wezwanie do alienowania się, co w dłuższej perspektywie przyczyni się do osłabienia więzów społecznych. W przypadku jednostek i grup pozbawionych dostępu do technologii, może prowadzić do ich wykluczenia społecznego. Taka strategia jest tym bardziej niebezpieczna, im dłużej trwa. Zważywszy na informacje dotyczące czasu potrzebnego dla naukowców na opracowanie i dopuszczenie do użycia skutecznej szczepionki, pewne grupy społeczne, seniorzy i osoby z grup ryzyka, mogły zostać wykluczone.

Kolejnym rezultatem utrzymania społecznego dystansu jest wzrastające poczucie samotności, co – jak podkreślają psychologowie – skutkować może obniżeniem samopoczucia, stresem, lękiem czy depresją. Dotyczy to tzw. grup ryzyka, do których zalicza się osoby chorujące już wcześniej czy seniorów. Warto przypomnieć sytuację długotrwałych upałów dotykających Europę latem 2003 roku. Wysokie temperatury, we Francji przekraczające 44 stopnie, spowodowały falę zgonów. Byli nią dotknięci przede wszystkim seniorzy z Paryża, którzy pozostali osamotnieni i uwięzieni w swoich mieszkaniach, a służby publiczne okazały się niewydolne wobec skali problemu.

Dodatkowo warto podkreślić, że dla młodych ludzi izolacja społeczna staje się wręcz wydarzeniem generacyjnym. Pokolenie „cyfrowych tubylców” zadziwiająco łatwo poddało się zaleceniu pozostania w domach. Bunt przeciwko zakazom, tradycyjnie przypisywany młodości, został wyparty przez strach przed zachorowaniem. Jednocześnie jest to grupa najlepiej radząca sobie w świecie technologii, zatem „życie w sieci” nie stanowi dla nich problemu.

Komunikat globalny

Nie możemy zapominać, że Światowa Organizacja Zdrowia jako organizacja międzynarodowa adresuje swoje komunikaty do świata zróżnicowanego kulturowo. Zatem język komunikatów, użyte sformułowania, są niesłychanie istotne, gdyż dopiero w konkretnym kontekście kulturowym są one wprowadzane w życie. Poszczególne państwa różnią się między innymi stopniem zaufania społecznego, znaczeniem kontekstu kulturowego, postawami indywidualizmu versus kolektywizmu. Te wszystkie wskaźniki nabierają znaczenia w sytuacjach kryzysowych, do których należy sytuacja pandemii.

Apelowanie o zachowanie dystansu społecznego w przypadku państwa o niskiej kulturze zaufania (w stosunku do instytucji oraz ludzi między sobą) ma inne skutki niż w przypadku państwa o wysokiej kulturze zaufania w obu wspomnianych wcześniej wymiarach. W państwach o wysokiej kulturze zaufania do instytucji jednostka liczy, że w sytuacji kryzysowej sprawnie zarządzane instytucje poradzą sobie z problemem. Zaufanie do państwa owocuje m.in. brakiem paniki. Panika w czasie pandemii w początkowych dniach przybierała formę wykupywania artykułów higienicznych czy żywności bez zważania na to, że nadmierne zapasy u jednych skutkują brakiem możliwości zakupów przez pozostałych.

Człowiek jest istotą społeczną, zatem potrzebuje interakcji międzyludzkich, obecności innych, by móc normalnie żyć i zdrowo się rozwijać. Potrzebuje czuć się częścią większej wspólnoty. W warunkach pandemii nie można zapomnieć o wzajemnej odpowiedzialności i empatii, które są potrzebne dla zachowania równowagi społecznej. Obywatelska aktywność czy też ludzka solidarność – jak pokazują doświadczenia ostatniego miesiąca w Polsce i wielu innych krajach – są w stanie wypełniać luki tam, gdzie instytucje państwowe sobie nie radzą. Bezprecedensowa skala pandemii spowodowała, że nawet zasobniejsze państwa, z bardziej niż Polska dofinansowaną służbą zdrowia, nie radzą sobie.

Razem dla medyków

Liczne dowody sympatii i uznania dla środowiska medycznego przyjmujące formę spontanicznych akcji w postaci oklasków, koncertów balkonowych lokalnych społeczności we Włoszech, Hiszpanii, są dowodem na istotność tego, co pomiędzy ludźmi – tego co społeczne właśnie.

W Polsce, wobec zaniechań rządowych i ogromniej skali niedofinansowania sektora ochrony zdrowia, po raz kolejny sami obywatele wzięli na siebie szereg działań – od szycia maseczek ochronnych, organizacji zbiórek na odzież ochronną dla personelu medycznego, czy też dowożenia posiłków dla medyków przez właścicieli barów i restauracji. Także sektor organizacji pozarządowych, mimo obostrzeń, wspomaga szpitale i grupy wykluczone. Obywatele i organizacje samoorganizują się, by zadziałać wobec niewydolności instytucji państwowych.

Wskazane przykłady są najlepszą ilustracją wagi tego, co społeczne i nieadekwatności hasła o dystansie społecznym w sytuacji kryzysu.

Podsumowując zatem: utrzymanie dystansu w fizycznej przestrzeni – tak, ale z naciskiem na pielęgnowanie relacji społecznych i społecznej solidarności.

 

Autorka jest profesorem Szkoły Głównej Handlowej. Pracuje w Instytucie Studiów Międzynarodowych i zajmuje się komunikowaniem politycznym. Ostatnie 2,5 roku kierowała Biurem Promocji Nauki PolSCA PAN w Brukseli.