Pozew przeciwko Instytutowi Pamięci Narodowej złożył wnuk nieżyjącego już funkcjonariusza bezpieczeństwa. Przeczytał on zapis dotyczący swojego dziadka na stronie internetowej IPN. Dziadek ten był wskazany jako funkcjonariusz posterunku milicji, adnotacja obejmowała jego stopień i stanowisko zajmowane na posterunku.

Wnuk wystąpił o dostęp do pełnych akt. Po zapoznaniu się z nimi uznał, że zapis w internetowym katalogu jest jednostronny i krzywdzący. Dlatego też zażądał sprostowania informacji, wskazując m.in., że dziadek walczył w wojnie obronnej w 1939 r., w trakcie II wojny światowej brał udział w walkach partyzanckich prowadzonych m.in. w obronie miejscowej ludności, a posterunek milicji, w którym pełnił służbę służył ochronie miejscowej ludności. IPN sprostowanie zamieścił wraz ze wskazaniem imienia i nazwiska osoby, która je przesłała.

Czytaj więcej:

Prawo w firmie NSA: Bank i BIK muszą traktować dane przedsiębiorcy tak jak konsumenta

Pro

Wnuk nigdy nie zgodził się na ujawnienie swych personaliów. Co więcej, gdy dowiedział się, że mają być zamieszczone wraz ze sprostowaniem, zaprotestował przeciwko temu. IPN uznał jednak, że nie tylko ma prawo, ale wręcz jest zobligowany wskazać autora sprostowania.

Adnotacja w IPN stawia w złym świetle

W pozwie skierowanym przeciwko Instytutowi wnuk podkreślił, że jest nauczycielem akademickim. Naturalne jest to, że studenci wyszukują informacji o osobie prowadzącej zajęcia w internecie. Wyświetlenie się kogoś w katalogu IPN jest powszechnie postrzegane w sposób nacechowany negatywnie. Na dodatek jego nazwisko jest rzadkie, dlatego łatwo ustalić o kogo chodzi. Podanie go naraziło więc powoda na utratę zaufania wśród uczniów, jak i współpracowników, przedstawiając go „w złym świetle, jako osobę o wątpliwej konduicie”. Wszystko to miało naruszać jego godność i prywatność.

Czytaj więcej

Rekompensata za wyciek z MyDr? Lepiej nie żądać zbyt wiele

IPN nie zgodził się z tymi zarzutami. Jego zdaniem podanie informacji o osobie, która składa wniosek o sprostowanie jest konieczne. Brak tej informacji mógłby bowiem wskazywać, że sprostowania dokonała osoba, której dotyczy zapis w zasobie archiwalnym IPN, co byłoby nieprawdą. Co więcej, prawo do publikacji tych danych, zdaniem Instytutu, wynika z samej ustawy o IPN.

IPN musi przeprosić za ujawnienie danych

Sąd nie podzielił tej argumentacji i uznał, że Instytut złamał prawo, naruszając zarówno dobra osobiste wnuka funkcjonariusza, jak i przepisy RODO. Art. 35 ust. 2 ustawy o IPN wymaga bowiem tylko oznaczenia sprostowań czy innych dokumentów, dołączanych do zbioru, w sposób pozwalający na odróżnienie ich od dokumentów zgromadzonych przez IPN. Oznaczenie takie nie wymaga jednak ujawnienia nazwiska osoby wnioskującej o sprostowanie.

 „Na skutek działania IPN udostępnione zostały (w katalogu internetowym) osobom postronnym dane identyfikujące powoda, w powiązaniu z historią jego przodka, który według wpisu w katalogu IPN pełnił służbę w jednostce aparatu bezpieczeństwa państwa w latach 1944-1945. W wyniku tego powód utracił poczucie anonimowości w tym sensie, że historia bliskiego członka jego rodziny (mogąca być postrzegana w społeczeństwie jako niechlubna ze względu na uwikłanie w budowę niedemokratycznego ustroju organu bezpieczeństwa państwa, w którym pełnił służbę przodek powoda) została powiązana z osobą powoda, który z tamtymi wydarzeniami nie mógł mieć nic wspólnego i nie może za nie ponosić żadnej moralnej odpowiedzialności” – napisał w uzasadnieniu opublikowanego niedawno wyroku Sąd Okręgowy w Warszawie.

Czytaj więcej

Prezes UODO: Jesteśmy jednym z najbardziej atakowanych państw na świecie

Sąd zobowiązał IPN do usunięcia danych osobowych z opisu sprostowania. Dodatkowo nakazał prezesowi Instytutu przekazanie wnukowi oświadczenia z przeprosinami, a także zasądził 1 tys. zł zadośćuczynienia (tyle żądał powód). Uznał natomiast, że nie ma już potrzeby zasądzania 3 tys. zł na rzecz wskazanej fundacji.

Sygnatura akt: XXV C 1335/24