Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:
- codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
- pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Tomaszowi Manowi zdarzało się już pisać, a potem reżyserować sztuki pokazujące historię z perspektywy zwykłych ludzi. Przypomnę „Idę, tylko zimno mi w stopy”, słuchowisko, a potem spektakl o zamordowaniu przez milicję Grzegorza Przemyka w 1983 r. czy „Małą piętnastkę – legendy pomorskie”, też zrealizowaną dla radia, potem dla teatru opowieść o zatonięciu w 1948 r. grupy harcerek na jeziorze Gardno.
Miewałem do nich zastrzeżenia, ale trudno było odmówić autorowi wyczucia dramatyzmu ludzkich losów i plastyczności słów, którymi je malował. Na te jego pasje nałożyła się determinacja miasta Poznania, aby w tym roku upamiętnić 70. rocznicę rozruchów z Czerwca ’56, którą niektórzy uznają za powstanie narodowe przeciw peerelowskiej władzy. W uchodzącym za legalistyczne, wyzbyte romantycznych odruchów mieście, robotnicy zakładów Cegielskiego, w tamtym czasie imienia Stalina, wyszli na ulice, a protest ekonomiczny stał się wolnościowym buntem przeciw systemowi komunistycznemu. Spacyfikowano go przy pomocy czołgów i represji. Upamiętnienie po 70 latach przybrało różne formy. Pośród wielu imprez Teatr Muzyczny w Poznaniu wystawił musical „Rewolta”, a Teatr Nowy – sztukę „Zdzisiek”, autorstwa i w reżyserii Tomasza Mana. Co jest ewenementem, zważywszy na to, że polski teatr bywa raczej odwrócony tyłem do rodzimej historii. „Rewolta” próbuje syntezy tamtych zdarzeń. Za to Man spojrzał na nie przez konkretną anegdotę, poniekąd środowiskową, chodzi bowiem o znakomitego aktora Zdzisława Wardejna. Ale w 1956 r. nie był on artystą, a szesnastoletnim chłopcem.
Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji: