Reklama

Jan Bończa-Szabłowski: Jan Frycz kochał teatr. W karierze filmowej był wręcz nieobliczalny

Jan Frycz miał oblicze amanta, duszę buntownika, niski głos, który wydawał się dojrzalszy niż utrzymująca się długo młodzieńcza uroda.
Jan Frycz

Jan Frycz

Foto: PAP/Jerzy Uklejewski

Z widzami teatralnymi pożegnał się po królewsku. Jako Stanisław August Poniatowski w „Termopilach Polskich” Micińskiego. Kiedy Jan Klata, obejmując dyrekcję Narodowego, zaproponował mu tę postać, miał świadomość, że Frycz jest osłabiony chorobą. Tym bardziej ucieszył się, że aktor przyjął propozycję. Koledzy z teatru widzieli, jak wiele wysiłku kosztują go próby. Widzowie premiery nie ukrywali zaś wzruszenia i zachwytu. Takiego Frycza dawno nie widzieliśmy. Grając ostatniego króla Polski, pokazał wyraźny rozdźwięk między romantycznym mitem a polityczną bezradnością. Stanisław August w ujęciu Frycza był pełnym wdzięku pięknoduchem, dużym dzieckiem, marzycielem, o szlachetnym sercu, który długo wierzył, że pod jego rządami Polska może stać się „Czarodziejskim ogrodem” i, gdy tak się nie dzieje, przeżywał bolesne rozczarowanie.

Pozostało jeszcze 83% artykułu

Zabookuj najlepsze treści na wakacje!

Skorzystaj z promocji wakacyjnej i zyskaj dodatkowe drukowane magazyny: Nauka i Historia.

Twoje rzetelne i obiektywne źródło najważniejszych informacji z Polski i ze świata.

Promocja dotyczy subskrypcji RP.PL na rok.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama