Z widzami teatralnymi pożegnał się po królewsku. Jako Stanisław August Poniatowski w „Termopilach Polskich” Micińskiego. Kiedy Jan Klata, obejmując dyrekcję Narodowego, zaproponował mu tę postać, miał świadomość, że Frycz jest osłabiony chorobą. Tym bardziej ucieszył się, że aktor przyjął propozycję. Koledzy z teatru widzieli, jak wiele wysiłku kosztują go próby. Widzowie premiery nie ukrywali zaś wzruszenia i zachwytu. Takiego Frycza dawno nie widzieliśmy. Grając ostatniego króla Polski, pokazał wyraźny rozdźwięk między romantycznym mitem a polityczną bezradnością. Stanisław August w ujęciu Frycza był pełnym wdzięku pięknoduchem, dużym dzieckiem, marzycielem, o szlachetnym sercu, który długo wierzył, że pod jego rządami Polska może stać się „Czarodziejskim ogrodem” i, gdy tak się nie dzieje, przeżywał bolesne rozczarowanie.