Ożywienie polskiej gospodarki słabsze od oczekiwań. To nie jest zła wiadomość

Wstępny szacunek PKB w 2023 r. sugeruje, że w IV kwartale ożywienie było znacznie słabsze, niż można było oczekiwać. To nie jest wcale zła wiadomość.

Aktualizacja: 01.02.2024 06:13 Publikacja: 01.02.2024 03:00

Ożywienie polskiej gospodarki słabsze od oczekiwań. To nie jest zła wiadomość

Foto: Adobe Stock

Jak oszacował wstępnie GUS, produkt krajowy brutto Polski – szeroka miara aktywności w gospodarce – wzrósł w 2023 r. realnie (tj. w cenach stałych) o 0,2 proc., po zwyżce o 5,3 proc. w 2022 r.

Nie licząc pandemicznego 2020 r., gdy PKB zmalał o 2 proc., ubiegłoroczny wynik był najniższy od 1991 r. Ale świadczy to bardziej o słabości samego wskaźnika niż gospodarki. Inne dane, które opublikował w środę GUS, pokazały, że w III kwartale 2023 r. liczba pracujących w Polsce była najwyższa w historii, o 1,1 proc. większa niż rok wcześniej, zaś stopa bezrobocia wyniosła 2,7 proc. – mniej niż kiedykolwiek wcześniej w tym punkcie roku. Mocno kontrastuje to z obrazem gospodarki pogrążonej w stagnacji, który maluje PKB.

Jedną z przyczyn tego kontrastu jest to, że PKB był w ub.r. pod wyjątkowo silnym wpływem zaburzeń o charakterze czysto statystycznym. Spadek konsumpcji w 2023 r. o 1 proc. był w dużej mierze skutkiem wysokiej bazy odniesienia sprzed roku, gdy popyt podbił napływ uchodźców z Ukrainy. Na to nałożył się jeszcze tzw. efekt przeniesienia: głęboki spadek PKB w IV kw. 2022 r. sprawił, że choć w 2023 r. aktywność ekonomiczna w Polsce konsekwentnie rosła z kwartału na kwartał, to do połowy roku była wciąż niższa niż rok wcześniej.

Dodatkowo, część ubiegłorocznego popytu w gospodarce została zaspokojona produkcją z poprzedniego roku. Wtedy firmy na potęgę budowały zapasy, aby w 2023 r. ostro je ograniczyć. Można powiedzieć, że w 2022 r. polska gospodarka urosła (o 5,3 proc.) na kredyt, który w 2023 r. był spłacany. Z tych powodów w grudniu 2022 r. przeciętnie oczekiwano, że w minionym roku PKB zwiększy się o 0,5 proc. Analitycy mocno się nie pomylili.

Historia PKB Polski wciąż nieznana

Patrząc z tej perspektywy, w środowych danych GUS najciekawsze jest to, że wzrost PKB w 2023 r. okazał się niższy, niż wskazywały szacunki sprzed zaledwie miesiąca. W noworocznej ankiecie „Rzeczpospolitej” z grudnia ekonomiści oceniali bowiem przeciętnie, że PKB w 2023 r. wzrósł o 0,5 proc.

Choć na pierwszy rzut oka różnica jest niewielka, może wskazywać na to, że rozczarowała koniunktura w samym IV kwartale. Przed publikacją wstępnych danych o PKB w całym 2023 r. ekonomiści przeciętnie szacowali, że w ostatnich miesiącach roku wzrost gospodarczy przyspieszył do około 2 proc. rok do roku z 0,5 proc. w III kwartale.

Obecnie wydaje się, że przyspieszenie było znacznie skromniejsze, do 1 proc. rok do roku.

To są oczywiście szacunki formułowane przy założeniu, że pierwsze trzy kwartały minionego roku wyglądały tak, jak pokazywały dane GUS. To nie jest zaś pewne, bo rachunki narodowe po pandemii podlegają dużym rewizjom. Jest więc wciąż możliwe, że polska gospodarka na przestrzeni minionego roku konsekwentnie przyspieszała, a IV kwartał był udany.

Czytaj więcej

Produkcja przemysłowa. Złe dane GUS z większości sektorów

Popyt wyhamował

Przyjmując, że znaczących rewizji ścieżki PKB jednak nie będzie, a wzrost w IV kwartale był niemrawy, źródła rozczarowania można upatrywać w popycie konsumpcyjnym.

Zniżka konsumpcji w 2023 r. (o 1 proc.), w świetle środowych danych GUS, była sporo większa, niż szacowali w grudniu ekonomiści (o 0,5 proc.). To sugeruje, że w IV kwartale popyt konsumpcyjny był bliski stagnacji, podczas gdy w III kwartale wzrósł o 0,8 proc. rok do roku. Taki wynik byłby w sprzeczności z wyraźną poprawą nastrojów konsumentów, związaną ze spadkiem inflacji przy szybkim wciąż wzroście płac.

W IV kwartale siła nabywcza przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw wzrosła o 4,4 proc. rok do roku po zwyżce o 1,1 proc. w III kwartale i zniżkach w poprzednich trzech kwartałach. To, że tego zastrzyku gotówki gospodarstwa domowe nie przeznaczyły na wydatki, może wskazywać, że próbują odbudować nadszarpnięte przez wysoką inflację oszczędności. Gdyby ten proces miał się utrzymywać, prognozy solidnego odbicia konsumpcji w 2024 r. należałoby zrewidować.

Czytaj więcej

Choć ceny wciąż rosną, inflacji boimy się coraz mniej

Demokratyczny wzrost PBK

W grudniu ekonomiści przeciętnie przewidywali, że popyt konsumpcyjny w 2024 r. zwiększy się o 3,8 proc., ale część z nich nie wykluczała skoku konsumpcji o ponad 5 proc. Byłby to boom konsumpcyjny z prawdziwego zdarzenia. W takim scenariuszu wzrost PKB w tym roku prawdopodobnie byłby zbliżony do 4 proc.

Co do tego, że w 2024 r. przyspieszy wzrost realnych dochodów gospodarstw domowych – a do tego rozleje się szerzej niż pod koniec 2023 r., bo płace nie będą rosły szybko tylko w sektorze przedsiębiorstw, ale też m.in. w oświacie i administracji publicznej, a dodatkowo wzrośnie wysokość świadczeń wychowawczych z 500 do 800 zł na dziecko – panowała w zasadzie zgoda. Różnice w ocenach perspektyw konsumpcji wynikały właśnie z odmiennych założeń co do tego, w jakim stopniu gospodarstwa domowe będą chciały te dodatkowe dochody wydać, a w jakim zaoszczędzić.

To, że jak dotąd wykazywały się zapobiegliwością, nie przekreśla jeszcze całkowicie scenariusza boomu konsumpcyjnego. Odbudowa oszczędności prędzej czy później dobiegnie końca. Znaczenie może mieć również sytuacja na rynku nieruchomości. Pod koniec ub.r. na rynku tym panował bardzo duży ruch, co mogło ograniczać bieżące wydatki części gospodarstw domowych.

Wyjście z dylematu

Dalsza odbudowa oszczędności, tłumiąca wzrost konsumpcji, nie byłaby jednak wcale scenariuszem niepokojącym. Przeciwnie. Zbyt ostre odbicie popytu konsumpcyjnego w gospodarce, która zmaga się z ograniczeniami podaży – przede wszystkim w związku z sytuacją demograficzną i pogłębiającym się deficytem pracowników – niosło ze sobą ryzyko podwyższonej presji inflacyjnej. Nie w tym roku, ale w dalszej perspektywie. To ryzyko było tym większe, że w krótkim okresie w Polsce oczekiwać można wyhamowania inwestycji, które w 2023 r. były zaskakująco prężne (wzrosły o 8 proc., w dużej mierze dzięki temu, że kończył się okres na wykorzystanie funduszy z budżetu UE na lata 2014–2020). Innym zagrożeniem związanym ze zbyt raptownym odbiciem konsumpcji byłoby pogorszenie salda wymiany handlowej w sytuacji, gdy główni partnerzy handlowi Polski zmagają się z przedłużającą się stagnacją gospodarczą.

Łagodniejsze odbicie konsumpcji zapewni również większy komfort decyzyjny Radzie Polityki Pieniężnej. Boom rodziłby dylemat, co robić ze stopami procentowymi w Polsce w sytuacji, gdy inflacja wyraźnie maleje, a główne banki centralne rozluźniają politykę pieniężną, a jednocześnie popyt konsumpcyjny stwarza ryzyko przegrzania gospodarki.

Jak oszacował wstępnie GUS, produkt krajowy brutto Polski – szeroka miara aktywności w gospodarce – wzrósł w 2023 r. realnie (tj. w cenach stałych) o 0,2 proc., po zwyżce o 5,3 proc. w 2022 r.

Nie licząc pandemicznego 2020 r., gdy PKB zmalał o 2 proc., ubiegłoroczny wynik był najniższy od 1991 r. Ale świadczy to bardziej o słabości samego wskaźnika niż gospodarki. Inne dane, które opublikował w środę GUS, pokazały, że w III kwartale 2023 r. liczba pracujących w Polsce była najwyższa w historii, o 1,1 proc. większa niż rok wcześniej, zaś stopa bezrobocia wyniosła 2,7 proc. – mniej niż kiedykolwiek wcześniej w tym punkcie roku. Mocno kontrastuje to z obrazem gospodarki pogrążonej w stagnacji, który maluje PKB.

Pozostało 89% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Dane gospodarcze
Gospodarka USA rozczarowała. Słaby wzrost PKB w pierwszym kwartale
Dane gospodarcze
Lepsze nastroje w niemieckiej gospodarce. Najgorsze już minęło?
Dane gospodarcze
Węgrzy znów obniżyli stopy procentowe
Dane gospodarcze
Mniejsza szara strefa. Ale rynku alkoholi to nie dotyczy
Dane gospodarcze
GUS: płace wciąż rosną. Z zatrudnieniem nie jest tak dobrze