O ile podwyżka ukraińska została uzgodniona z stroną rosyjską, to białoruską już nie. Podniesienie ceny na tranzyt gazu przez Ukrainę pozwoli w pięć lat zarobić Naftogazowi ponad 7 mld dol. Zgodnie z 5-letnią umową z końca grudnia 2019 r, jeżeli dostawy przekroczą liczby zapisane w kontrakcie (65 mld m3 w 2020 r i 45 mld m3 w kolejnych czterech latach) stawka za tranzyt skoczy o 45 proc. Jest to bardzo prawdopodobny scenariusz, w sytuacji, kiedy na dobre stanęła budowa Nord Stream-2.

Czytaj także: Rosja wstrzymała dostawy ropy na Białoruś

Inaczej przedstawia się sprawa podniesienia opłat za tranzyt rosyjskiej ropy przez Białoruś. Oba kraje nie potrafią porozumieć się w sprawie sprzedaży rosyjskiego surowca dla Mińska. Białoruskie finanse są w opłakanym stanie i Aleksander Łukaszenko próbuje przymusić sąsiada, do sprzedaży - tak jak dotychczas, po zaniżonej cenie. Białoruś od 2012 r płaciła 83 proc. rynkowej ceny marki Urals i zarabiała (wraz z rosyjskimi koncernami) na marży. To się skończyło w tym roku, po wprowadzeniu przez Rosję tzw. manewr podatkowego.

Od 1 września 2019 r Białoruś podniosła stawkę tranzytową dla rosyjskiej ropy o 3,7 proc. Dziś białoruski operator rurociągu Przyjaźń ogłosił, że od 1 lutego opłata za tranzyt rosyjskiej ropy została podniesiona o kolejne 6,6 proc. Wcześniej Mińsk zapowiedział, że w 2020 r stawka tranzytowa dla rosyjskiej ropy wzrośnie o 16,6 proc.

Czytaj także: Jest umowa gazowa Rosja-Ukraina, ale…

Ma to częściowo zrekompensować straty poniesione przez sektor naftowy Białorusi w wyniku zanieczyszczenia przez Rosję rurociągu Przyjaźń brudną ropą. Białoruś poniosła tutaj największe straty. Przez dwa miesiące nie pracowały rafinerie, wstrzymany został eksport produktów naftowych - główne źródło dewiz do białoruskiego budżetu.