– Jesteśmy bliscy finalizacji umowy na taką polisę z dużą spółką energetyczną – chwali się “Rz” Marat Nevretdino, szef oddziału amerykańskiej firmy Genworth Financial w Polsce. Nie chce zdradzić nazwy.

– Ten rynek w Polsce dopiero się rodzi – przyznaje Maciej Wiszniewski z Allianz. Jego zdaniem to nie tylko ubezpieczyciele składają oferty, ale i dostawcy usług dla klientów masowych dopytują o taką ochronę. – Zabezpiecza ich należności od klientów, którzy stracili pracę – dodaje. Ujawnia, że ostatnio dwie firmy usług masowych zwróciły się do Allianz o przedstawienie oferty.

W Polsce nie można indywidualnie kupić polis od bezrobocia. Próbowały je już kilkakrotnie wprowadzać organizacje pracownicze (OPZZ czy “Solidarność”), jednak bez powodzenia. Ubezpieczyciele bali się zbyt dużego ryzyka zwolnień w jednej branży.

Polisy te są jednak dołączane do kredytów. Przeciętna cena takiej polisy sprzedawanej łącznie z kredytem lub kartą kredytową waha się od 1 do 3 procent sumy ubezpieczenia, czyli spłacanych rat. Najbardziej aktywne w ich oferowaniu są: Europa, Cardif, Allianz, Generali oraz oddziały europejskich firm w Polsce niepodlegające rodzimemu nadzorowi (między innymi Genworth Financial).

Polisy te mają zagwarantować pokrycie rat kredytu czy innych płaconych regularnie należności (rachunki za prąd, telefon, telewizję kablową) zazwyczaj przez 6 – 12 miesięcy, w razie gdy kredytobiorca stanie się bezrobotny. Utrata pracy musi jednak wynikać z przyczyn leżących po stronie pracodawcy. Polisa nie działa przy rozwiązaniu umowy za porozumieniem stron, nie mówiąc o zwolnieniu dyscyplinarnym.

Nie ma jednak szczegółowych danych pokazujących, ile składek zbierają towarzystwa za polisy od utraty pracy. Komisja Nadzoru Finansowego gromadzi jedynie dane dotyczące ubezpieczenia różnych ryzyk finansowych, w tym ryzyka utraty pracy.