O zwolnieniach nie ma na razie mowy w produkującym silniki okrętowe poznańskim Cegielskim, jednej z największych firm współpracujących z oboma zakładami. – Zarząd nie informował nas o takich planach – mówi „Rz” Marek Tyliński, wiceprzewodniczący zakładowej „S”.
– Na razie nie przeprowadzaliśmy redukcji zatrudnienia, szukamy możliwości cięcia kosztów gdzie indziej – podaje Bogdan Klepacz, pełnomocnik zarządu Cegielskiego. Spółka w ostatnich latach ograniczyła sprzedaż silników na potrzeby krajowych stoczni. W tym roku stanowi ona zaledwie 15 proc. produkcji. W przeszłości sięgała nawet 50 proc. – Szukamy nowych zastosowań silników, mniejsze mogą być wykorzystywane np. jako agregaty, i nowych rynków – mówi Klepacz. – W 2009 r., mimo kryzysu w branży stoczniowej, jesteśmy optymistami. Kłopoty mogą się zacząć przy ustalaniu portfela zamówień na 2010 r. Dlatego trudno wykluczyć zwolnienia w dalszej perspektywie. Jednak nigdy nie jest tak, że gdy jakaś gałąź przemysłu upada, kooperanci też zamykają bramy. Raczej rozglądają się za lepszymi rozwiązaniami.
Podobnego zdania jest Andrzej Sielski, prezes i dyrektor finansowy Radpolu, innej firmy z listy kontrahentów stoczni w Gdyni i Szczecinie (kupowały od niej m.in. izolatory pod kable). – Problem likwidacji stoczni nas nie dotknie. Bo zdając sobie sprawę z tego, że oba zakłady mają trudności z regulowaniem zobowiązań, od dwóch lat ograniczaliśmy współpracę. Znaleźliśmy w Azji bardzo dobrego odbiorcę towarów sprzedawanych wcześniej stoczniom i teraz handlujemy z nim – mówi. – Co prawda to tylko 0,5 proc. naszej produkcji, ale zależy nam na tym przemyśle. Utrzymujemy też wciąż kontakt z klientami stoczniowymi, bo zawsze istnieje szansa na większe jednorazowe zamówienia.
Według Sielskiego dostawcy i poddostawcy polskich stoczni (związkowcy szacują, że takich krajowych firm jest ok. 1000) co najmniej od trzech lat wiedzieli, że ich działalność jest krótkoterminowa, i szukali możliwości przebranżowienia lub nowych odbiorców.
– Nikt racjonalnie myślący nie opierał przyszłości na stoczniach. Najwyżej można było liczyć na wykorzystanie sytuacji, gdyby odzyskały dobrą kondycję, a w branży panowała akurat koniunktura – mówi „Rz” Jacek Łęski, rzecznik ISD Polska, spółki, która jest właścicielem Stoczni Gdańsk i Huty Częstochowa (obie firmy współpracują ze stoczniami w Gdyni i Szczecinie). Huta dostarczała blachę do zakładów, jednak – jak twierdzi Łęski – sprzedaż dla przemysłu stoczniowego stanowiła zaledwie kilka procent jej rocznych obrotów. – Likwidacja obu zakładów nie będzie mieć wpływu na bieżącą sytuację huty ani na stan zatrudnienia – zapewnia.