Unijny Sąd Pierwszej Instancji w Luksemburgu unieważnił decyzję Komisji Europejskiej z 2007 roku o przydziale limitów emisji dwutlenku węgla dla polskich firm na lata 2008 – 2012. To pierwszy sukces Polski w sporze z Unią Europejską i przełomowy wyrok w sprawie ustalania przydziałów emisji CO2 przez Komisję Europejską. – Sąd uwzględnił polskie argumenty, że Komisja przekroczyła swoje uprawnienia: nie odniosła się do naszej metody wyliczania emisji, tylko zastosowała własną. Narzuciła z góry limit emisji CO2 – tłumaczy Mikołaj Jarosz, pełnomocnik Polski.
W skardze argumentowaliśmy, że wdrożenie przyznanych limitów emisji spowoduje „poważną i nieodwracalną szkodę dla polskiego przemysłu” i „prawdopodobnie zmusi wiele przedsiębiorstw do zakończenia działalności”.
W „Krajowym planie rozdziału uprawnień do emisji na lata 2008 – 2012 „(KPRU II) rząd starał się o prawa do 284 mln ton CO2 dla polskich firm. Ale Bruksela podważyła dane dotyczące m.in. tempa wzrostu naszego PKB i obcięła limit do 208,5 mln ton. Było to szczególnie bolesne zwłaszcza dla elektrowni opalanych węglem. – Paliwo to, nawet przy stosowaniu nowocześniejszych technologii, sprawia, że elektrownie emitują stosunkowo duże ilości CO2. Nasza branża jeszcze długo będzie potrzebować dużych ilości limitów na emisję tego związku – przekonuje wiceprezes Tauron Polska Energia Stanisław Tokarski.
W ubiegłym roku wielu przedsiębiorstwom rzeczywiście zabrakło praw. – Dotyczyło to głównie sektora energetycznego. Tu firmom zabrakło ok. 10 mln ton, ale innym, głównie z powodu spowolnienia gospodarczego, zostało niewykorzystanych 6 mln ton – mówi Wojciech Jaworski, szef Krajowego Administratora Systemu Handlu Uprawnień do Emisji (KASHUE).
Dodaje, że polski rząd ma teraz dwa miesiące, by poważnie się przygotować do negocjacji z Komisją Europejską, która w tym czasie może złożyć odwołanie od wyroku sądowego do trybunału. – Możemy skorygować obecne KPRU i wysłać nowy plan do KE po notyfikację. Potem zmienimy krajowe rozporządzenie, ale o takiej decyzji teraz nie mogę mówić – zastrzega Wojciech Jaworski.
Jak zauważają eksperci, przyszłość polskiego planu nie jest jasna. – Sąd stwierdził, że KE nie ma prawa wyznaczać limitów, bo to jest kompetencja państwa członkowskiego. Ale nie podważył samej formuły zawartej w dyrektywie – mówi „Rz” Christian Egenhofer z instytutu CEPS w Brukseli.
A ta formuła uzależnia krajowy limit emisji m.in. od projektowanego wzrostu gospodarczego. Dziś prognozy są znacznie gorsze, niż w były w momencie sporządzania planu pierwotnego. Jak nieoficjalnie mówią przedstawiciele KE, sprawa może nawet zakończyć się dla Polski mniejszym limitem. – Werdykt dotyczy sprawy historycznej. Polska nie potrzebuje dziś takich uprawnień do emisji – twierdzi Egenhofer.