Z tego artykułu się dowiesz:

  • Jakie administracyjne bariery napotykają polskie firmy eksportujące usługi transgraniczne?
  • Jak obecne regulacje wpływają na możliwość delegowania pracowników oraz na przychody polskich firm?
  • Co leży u podstaw systemowych problemów związanych z zatrudnianiem i delegowaniem cudzoziemców?
  • Jakie są ekonomiczne i prawne konsekwencje obecnej sytuacji dla polskich eksporterów usług?

Prawie 661 tys. pracowników, w tym głównie fachowców i specjalistów oddelegowały w 2025 r. polskie firmy do świadczenia usług za granicą. Co czwarty z nich był cudzoziemcem z paszportem któregoś z państw trzecich, czyli spoza Unii – wynika z danych Europejskiego Instytutu Mobilności Pracy (ELMI), który reprezentuje interesy eksporterów usług.

– Jako Polska jesteśmy jednym z głównych eksporterów usług w Europie, a wiele firm działa w wyspecjalizowanych, często niszowych segmentach – podkreśla Stefan Schwarz, prezes ELMI, zaznaczając, że bariery administracyjne zaczynają podcinać fundament tego sukcesu. Jego potwierdzeniem są statystyki ZUS wykazujące rosnącą po pandemii liczbę pracowników delegowanych za granicę (w 2024 r. przekroczyła 761 tys.), a także dane GUS o eksporcie usług związanych z obecnością osób fizycznych w innych krajach Unii.

W 2024 r. wartość transgranicznej sprzedaży usług przekroczyła 31,7 mld zł, czyli była prawie o połowę większa niż rok wcześniej. Danych za 2025 r. jeszcze nie ma, ale już wiadomo, że kolejnego rekordu nie będzie. Pokazał to pierwszy od lat, i to aż 13-proc. spadek liczby pracowników delegowanych do innych krajów Unii, których liczba zmniejszyła się w porównaniu z 2024 r. aż o ponad 100 tys.

Systemowy problem

Jak twierdzą przedstawiciele ELMI, a także sami eksporterzy, za tym spadkiem liczby delegowanych pracowników, który przełożył się na mniejsze możliwości realizacji usług, stoi zaostrzenie przepisów dotyczących zatrudniania cudzoziemców, a także – i to w jeszcze większym stopniu – praktyka administracyjna. Problemy zaczęły się wraz z wejściem w życie ustawy z 20 marca 2025 r. o warunkach dopuszczalności powierzania pracy cudzoziemcom na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, którą urzędnicy interpretują jako możliwość pracy wyłącznie w Polsce.

Marcin Kiełbasa, radca prawny, ekspert ds. prawa europejskiego i ekspert ELMI, zaznacza, że chociaż w ustawie nie ma formalnego zakazu delegowania cudzoziemców, to organy administracji publicznej traktują to jak coś podejrzanego. W rezultacie odmawiają wydawania zezwoleń na pracę i wiz pracownikom, jeśli istnieje przypuszczenie, że będą oni mogli być delegowani do realizacji kontraktów w innych krajach Unii. Jak zaznacza Stefan Schwarz, w rezultacie każda firma zajmująca się usługami transgranicznymi staje się podejrzana.

Czytaj więcej

Skromne wsparcie dla polskiego eksportu żywności wartego 58 mld euro

– To nie odosobniony przypadek, lecz systemowy problem dotykający obecnie tysiące polskich eksporterów usług. Każda kolejna odmowa to utracony kontrakt, zwolnieni polscy pracownicy i uszczuplone wpływy do budżetu państwa – podkreślali przedstawiciele ELMI i Koalicji Polskich Eksporterów Usług, którzy wraz z ekspertami ds. prawa zaapelowali do premiera Tuska o rozwiązanie tego problemu, zwracając też uwagę, iż praktyka urzędów narusza też zapisy Traktatu o Funkcjonowaniu UE. Według danych ELMI, odmowy na złożone wnioski o zezwolenia na pracę i wizy dla cudzoziemców dostają przedsiębiorcy zajmujący się eksportem usług w różnych branżach: budowlanej, transportowej, remontowej, opiekuńczej, a także firmy montażowe czy zajmujące się relokacją fabryk i linii produkcyjnych.

Rykoszet afery wizowej

Zdaniem Marcina Kiełbasy, walka z patologiami w zatrudnianiu cudzoziemców nagłośnionymi przez wybuch afery wizowej w 2023 r., uderzyła rykoszetem w legalnie działających eksporterów usług. I jest to bardzo kosztowny rykoszet – dodaje ekspert ELMI. Instytut szacuje, że gdyby spadek liczby delegowanych pracowników przełożył się proporcjonalnie na wpływy z eksportu usług wymagających delegowania, oznaczałoby to ich spadek o ok. 4,2 mld zł.

– Cierpimy przez szarą strefę na rynku migracyjnym – ocenia Piotr Rajski, prezes firmy Pol-Inowex, która od 35 lat zajmuje się relokacją fabryk i linii produkcyjnych (głównie za granicą), wspomina ubiegłoroczne problemy ze ściągnięciem 40 spawaczy z zaprzyjaźnionej indyjskiej firmy. Mieli przez pół roku pracować w Szwecji przy montażu dużej linii do produkcji papieru jako część ponad 100-osobowej ekipy Pol-Inoweksu, delegowanej do tego projektu. – Nasz plan runął, bo choć pracownicy z Indii dostali zezwolenia na pracę, to nie zdołali uzyskać wiz – wspomina Piotr Rajski, który ratując kontrakt, musiał sięgnąć po szwedzkiego podwykonawcę. Ten również sięgnął po fachowców z Indii, tyle że zatrudnił ich poprzez litewską spółkę, co znacznie podwyższyło koszty projektu.

Po tym doświadczeniu Piotr Rajski zastanawia się, czy ryzykować próbę zatrudnienia fachowców z Indii przy kontrakcie na relokację instalacji chemicznej z Holandii do Azji. Na miejscu będą montować ją Hindusi, więc byłoby dobrze, gdyby ci sami fachowcy zajęli się też demontażem w Holandii. Jednak szef Pol-Inoweksu woli już nie narażać na ryzyko wizowe kolejnego projektu. Do Holandii deleguje więc polskich pracowników, choć konieczność zatrudnienia dwóch różnych ekip obniży rentowność kontraktu.

Grzegorz Marciniszyn, właściciel firmy GMK, która specjalizuje się w usługach montażowych i spawalniczych w energetyce (działa w Polsce, Norwegii i Francji) twierdzi, że w tej branży praktycznie nie ma możliwości delegowania krajowych pracowników. Doświadczonych fachowców z uprawnieniami na polskim rynku po prostu nie ma i raczej nie będzie, bo młodzi ludzie nie garną się do pracy wykonywanej często w trudnych warunkach. W rezultacie ponad 80 proc. stuosobowej załogi GMK stanowią cudzoziemcy, a głównie Hindusi, którzy wcześniej pracowali przy instalacjach energetycznych na Bliskim Wschodzie.

Czytaj więcej

Polski sukces w Azji. Producenci wołowiny i drobiu mogą się szykować do Japonii

Bez transgranicznych projektów

Większość z nich firma zatrudnia już od kilku lat, ale poważne bariery pojawiły się w zeszłym roku, gdy część indyjskich fachowców musiała wrócić do Polski, by odnowić swoje karty pobytu. Niektórzy czekają na to już prawie rok. W tym czasie nie mogą być delegowani do pracy za granicą, ani pojechać do domu, bo wtedy musieliby ponownie ubiegać się o polską wizę. Przykład kilku pracowników, którzy musieli z przyczyn rodzinnych wyjechać do Indii, pokazał, że szanse na jej uzyskanie są dziś niewielkie.

Jak zaznacza Grzegorz Marciniszyn, pracownicy pracują w kilkuosobowych ekipach dobranych pod kątem specjalizacji, więc brak jednego czy dwóch fachowców może sparaliżować pracę całego zespołu. Szef GMK obawia się, że w połowie maja, gdy kończy się ważność kart pobytu pozostałych pracowników z Indii, będzie musiał wygasić transgraniczne projekty, które zapewniały 20-30 proc. przychodów jego firmy.

Ze spadkiem przychodów liczy się też Ada Zaorska, współwłaścicielka firmy Egida, która świadczy transgraniczne usługi opieki domowej dla seniorów. Szacuje, że zapewniają one ok. 70 proc. przychodów Egidy, która – obok Polek – deleguje za granicę Ukrainki i Mołdawianki. Ada Zaorska obawia się, że jeśli stracą ważność ich karty pobytu i wizy, to próba ich odnowienia skończy się odmową. – Sprawa stała się więc nie tylko alarmującym głosem branży, ale kwestią polityki państwa – twierdzi Stefan Schwarz, prezes ELMI.