Punktem wyjścia do dyskusji podczas panelu „Nowy cykl inwestycyjny w Polsce: jak uruchomić skalę i stworzyć realne bodźce dla firm?” w trakcie Europejskiego Kongresu Finansowego w Sopocie były badania Związku Polskiego Leasingu na temat roli leasingu w finansowaniu inwestycji sektora MŚP. Wynika z nich, że ponad połowa firm uznaje leasing za kluczowe lub istotne wsparcie przy realizacji inwestycji, a brak tej formy finansowania skłoniłby znaczącą część przedsiębiorców do ograniczenia projektów lub odłożenia ich w czasie.

– Leasing to wciąż trochę niedoceniony motor polskiej gospodarki – mówiła Monika Constant, prezeska Związku Polskiego Leasingu. Jak przypominała, ponad 70 proc. klientów leasingowych to mikro-, małe i średnie firmy, których głos jest słabo słyszalny. – W 2025 r. leasing sfinansował prawie 120 mld zł inwestycji. Co roku rośniemy w dwucyfrowym lub w prawie dwucyfrowym tempie – wskazywała, dodając, że branża liczy na utrzymanie wzrostu w bieżącym roku.

To, dlaczego firmy nie inwestują więcej, najmocniej wybrzmiało w wypowiedzi Andrzeja Krzemińskiego, prezesa Pekao Leasing. – Polscy mali przedsiębiorcy są bardzo zachowawczy i to jest w moim przekonaniu największy nasz problem – ocenił. Powołał się na dane NBP, według których skłonność do inwestycji waha się w granicach 21–23 proc., a wskaźnik optymizmu inwestycyjnego nie przekracza 35 proc. Małe i średnie firmy w ok. 70 proc. finansują inwestycje z własnych pieniędzy, z zatrzymanego zysku, a w obszarach rozwojowych i innowacyjnych odsetek ten rośnie nawet do 85 proc. Zdaniem Krzemińskiego kluczowe jest budowanie w przedsiębiorcach przekonania, że warto inwestować i korzystać z dostępnych form finansowania rozwoju. – Nie trzeba wkładać wszystkich pieniędzy, całych oszczędności w rozwój – tłumaczył.

Tomasz Bogus, prezes PKO Leasing, zwracał uwagę, że strumień środków z KPO i funduszy krajowych sięga w sumie 300–400 mld zł, co wręcz musi pobudzić gospodarkę. Problem w tym, że nie przekłada się to szybko na decyzje mniejszych firm. – Finansujemy głównie inwestycje odtworzeniowe – przyznał, opisując mechanizm, w którym przedsiębiorcy łatwiej decydują się na wymianę starej maszyny czy samochodu na nowy egzemplarz niż na zmiany w modelu biznesowym.

Wśród barier wymieniał ostrożność, jeśli chodzi o ryzyko, niepewność regulacyjną i koszty energii. Dodał, że jedno wahnięcie koniunktury może istotnie zagrozić stabilności małej firmy, podczas gdy duże korporacje, w trudnych warunkach, mogą sobie na pewne błędy pozwolić.

O tym, że kluczem do decyzji inwestycyjnej jest jakość przygotowania projektu, mówiła Dominika Żelazek, członkini zarządu Orlen Kolej. – Decyzja o finansowaniu to nie jest decyzja o inwestowaniu – podkreślała. Wskazywała, że projekt jest wykonalny, gdy równolegle adresuje potrzebę operacyjną, ryzyko i finansowanie – a precyzyjne zdefiniowanie wymagań i dialog z rynkiem dostawców bezpośrednio wpływają na dostępność finansowania i poziom ryzyka. Jako przykład podała zakup przez Orlen Kolej 40 lokomotyw od polskich producentów finansowanych leasingiem – inwestycję wartą prawie miliard złotych, gdzie wybór krajowych dostawców wynikał z oceny dostępności serwisu i stabilności łańcucha dostaw przez cały cykl życia taboru.

Krzemiński zwracał też uwagę na rozdrobnienie sektora. Z zarejestrowanych w ZUS firm 95 proc. zatrudnia do dziewięciu osób. Jego zdaniem branża finansowa nie może jednak naciskać na konsolidację.

Robert Pikuła, dyrektor obszaru restrukturyzacji w Erste Bank Polska, przekonywał, że prawdziwą przewagą branży leasingowej nie jest ani cena, ani szybkość, lecz relacja z dostawcą sprzętu. – To jest tak ogromne ograniczenie ryzyk, że bank nigdy w życiu do tego nie doskoczy – mówił, tłumacząc, że spółki leasingowe lepiej znają finansowane aktywa i w razie kłopotów potrafią je odzyskać. Właśnie dlatego, jak przekonywał, leasing powinien działać „tak blisko banku, jak tylko się da”, bo obsługuje tego samego klienta, a jego największym atutem jest bezpieczeństwo, które daje przedsiębiorcy.

Paneliści szukali też odpowiedzi, jak przekonać przedsiębiorców do inwestycji i jak skierować je ku rozwojowi, a nie tylko wymianie sprzętu. Przez całą rozmowę przewijało się w tym kontekście hasło „edukacja”. Krzemiński przekonywał, że celem powinno być uczynienie procesów biznesowych niezauważalnymi dla klienta i przekształcenie doradców leasingowych w realnych doradców inwestycyjnych. – Najcenniejszym, co możemy zaoferować, jest zaszczepienie w ludziach wiary w to, że mogą zainwestować, czyli odsunięcie od nich lęku – mówił.

Constant zwracała uwagę na potrzebę stabilności legislacyjnej. Jako przykład skutecznego wsparcia wskazała programy „Mój elektryk” czy „NaszEauto”, w których dzięki ścieżce leasingowej i pracy doradców prawie 80 proc. dotacji trafiło na pojazdy w leasingu. Jednocześnie skrytykowała szybkie kończenie się programów. – Co to jest za polityka wspierania, która kończy się po kilku miesiącach? – pytała.

Pikuła przekonywał natomiast, że Polacy mają pieniądze, ale nie potrafią ich inwestować i trzymają je na rachunkach bieżących oraz lokatach. – Klient musi chcieć to zrobić i rozumieć benefit, który otrzyma – mówił, dodając, że to zadanie dla całego rynku finansowego. Bogus do „pracy u podstaw” dołożył budowę systemu zachęt i ulg na wzór elektromobilności. – Bez tej ręki państwa się nie obejdzie, bo my nie budujemy gospodarki opartej na tak liberalnym rynku jak w USA – mówił, proponując, by mechanizmy ulg rozszerzyć z elektromobilności i OZE także na inne branże czy AI.

Żelazek zwróciła uwagę, że finansowanie jest niezbędne, ale samo nie wywoła decyzji inwestycyjnej. – My nie możemy nikogo zmusić do decyzji o inwestycji – mówiła. Podkreśliła, że inwestycja musi wynikać ze strategii i z potrzeby, a instytucje finansowe, które rozumieją cały cykl życia projektu – nie tylko moment jego uruchomienia – mogą być realnym partnerem w procesie dochodzenia do decyzji, a nie tylko dostawcą kapitału.

Partner relacji: Związek Polskiego Leasingu