Komisja Europejska pokaże w najbliższą środę 30 listopada projekt rozporządzenia, który zmieni gospodarkę odpadami po opakowaniach we wszystkich krajach Unii Europejskiej naraz. To wyraz zniecierpliwienia Brukseli na kraje członkowskie, które, jak Polska, mają już dwuletnie opóźnienia we wdrażaniu dyrektyw odpadowych czy SUP i końca prac nie widać.

Sprawa jest ważna, dotyczy obiegu wszystkich opakowań w Europie, obowiązkowych poziomów ich zbiórek. Zmienią się też same opakowania, które mają się – wreszcie – nadawać do recyklingu w ekonomiczny sposób. Bruksela chce walczyć z zalewającymi rynek jednorazowymi opakowaniami, a także z przerzucaniem kosztów utylizacji odpadów z opakowań, ostatecznie wprowadzanych na rynek przez biznes – na konsumentów, bo dziś to oni płacą większą część kosztów gospodarki odpadami. Biznes się mocno sprzeciwiał.

Jedno dla wszystkich

Po pierwszym „kontrolowanym przecieku” tego dokumentu w październiku, starcie z lobbingiem europejskich producentów było tak duże, że Komisja Europejska wprowadziła w nim spore zmiany, Wiemy to, ponieważ „wyciekł” też drugi projekt rozporządzenia, który łagodzi nieco początkowe wytyczne. W ten sposób Bruksela, za pomocą nieformalnego udostępniania dokumentów, przeprowadziła szybko i skutecznie konsultacje ważnego dokumentu. Trzeba jednak podkreślić, że mimo przecieków, ostateczny kształt rozporządzenia rynek pozna 30 listopada, gdy pokaże go Komisja Europejska.

Czytaj więcej

Nadchodzi rewolucja na lotniskach. Koniec 100-mililitrowych buteleczek?

Bruksela postawiła na rozporządzenie, bo ma dość czekania kolejne dwa lata, aż kraje wdrożą, lub jak Polska – nie wdrożą, dyrektyw. Polska jest świetnym przykładem, bo już po dwa lata spóźniamy się z wdrożeniem dyrektywy Single Use Plastic, odpadowych, resort środowiska 1,5 roku temu zatrzymał się w pisaniu ustawy o rozszerzonej odpowiedzialności producenta, w budowie systemu kaucyjnego też mamy opóźnienie, na pewno ustawa nie wejdzie w życie w styczniu 2023 r., bo jeszcze – tu nie będzie niespodzianki – nie powstała. Nie jesteśmy jednak sami na rynku europejskim, takich spóźnialskich jest więcej. – Uważam, że to, co robią niektóre państwa, w tym Polska, to omijanie tych zapisów z dyrektywy, UE ma tego świadomość, że kraje sobie z nią igrają, więc przyjęła inny model – mówi Konrad Nowakowski, prezes Polskiej Izby Odzysku i Recyklingu Opakowań. Wskazuje, że korzyścią z wydania rozporządzenia, a nie dyrektywy, będzie bezdyskusyjnie standaryzacja sytuacji na rynku unijnym.

Ślimaczące się wdrażanie dyrektyw odpadowych, połączone z rozpędzającym się rynkiem opakowań, zaczyna być wyzwaniem dla środowiska. W ciągu ostatniej dekady roczna produkcja wzrosła o 20 proc., co oznacza – 80 mln ton opakowań rocznie, które, już w formie odpadów, często dłużej pozostają na rynku niż są używane. O skali problemu świadczy choćby fakt, że to opakowania zużywają połowę europejskiej produkcji papieru rocznie i 40 proc. tworzyw sztucznych, stanowią też 36 proc. stałych odpadów komunalnych.

Eksperci wskazują w rozmowie z „Rzeczpospolitą”, że rozporządzenie, wprowadzając identyczne regulacje dla krajów, które mają już różne systemy zbiórki i recyklingu, może doprowadzić do chaosu i konieczności zbyt dużych zmian. – Teraz będziemy od razu po publikacji rozporządzenia znać cele, poziomy zbiórek czy recyklingu, nie będziemy czekać na wdrożenia przez państwo. Czy to nas przybliży do GOZ, to jest dobre pytanie. Wzrosną cele recyklingu, ale cele a możliwość ich realizacji to są dwie różne rzeczy. Wzrośnie tu ryzyko kreatywnej księgowości, na wzór ukrywania wydatków budżetowych wyprowadzanych poza budżet – dodaje.

Rozporządzenie uruchomi wręcz rynek dla opakowań wielorazowych, wprowadzi obowiązek stworzenia systemu kaucyjnego z jednym operatorem, wyznaczy obowiązkowe poziomy zbiórek odpadów i recyklingu.

Więcej w poniedziałkowym wydaniu „Rzeczpospolitej”