Z najnowszych danych Krajowego Rejestru Długów wynika, że polski przemysł motoryzacyjny zalega z płatnościami na kwotę 306 mln zł. Choć to znacznie mniej niż przed rokiem, gdy niespłacone długi sektora były wyższe o 140 mln zł, prawie 12 tys. przedsiębiorstw ma poważne kłopoty z utrzymaniem płynności finansowej i nie płaci faktur wystawianych przez kontrahentów. Największe problemy ma handlowa część branży, gdzie zadłużenie sięga 283 mln zł. Za to w lepszej kondycji są firmy produkcyjne.

Czytaj więcej

Wymęczony wzrost sprzedaży nowych aut. Toyota w Polsce poza konkurencją

Niepokojący jest zwłaszcza fakt, że duża część przedsiębiorstw przestała spłacać zobowiązania już dawno temu. – Blisko połowa wszystkich długów branży motoryzacyjnej, bo 136,6 mln zł, to zobowiązania mocno przeterminowane, o których odzyskanie walczą wtórni wierzyciele, czyli firmy windykacyjne i fundusze sekurytyzacyjne – stwierdza KRD w przygotowywanym raporcie. Niemal 100 mln zł to długi wobec instytucji finansowych: banków, firm leasingowych i faktoringowych oraz towarzystw ubezpieczeniowych. Na kolejnych miejscach wśród wierzycieli są firmy handlowe (25,7 mln zł) oraz telekomy (15,3 mln zł).

Sytuacje może jednak poprawiać dalszy wzrost obrotów: w pierwszej połowie 2022 r. wartość produkcji sprzedanej branży sięgnęła prawie 94 mld zł, co w porównaniu z tym samym okresem rok wcześniej daje wzrost o 2,2 proc. Całkiem niezły, zważywszy że polskim firmom udało się go wypracować przy słabnącej produkcji samochodów w europejskich fabrykach, a także problemach z łańcuchami dostaw i niedoborze półprzewodników. Poprawił się także eksport. A zwiększanie produkcji samochodów, zwłaszcza w Niemczech, dla których jesteśmy jednym z najważniejszych poddostawców, daje szanse na utrzymanie obecnego wzrostowego trendu.

– Wobec niezłych obrotów obecne zadłużenie branży wydaje się nie stanowić większego problemu i w najbliższym czasie jego spora część powinna zostać uregulowana – uważa Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego. – Nawet mając na uwadze obecną inflację i wstrzymywanie się części klientów z zakupami, można ocenić sytuację części sprzedażowej jako stabilną – dodaje.

Czytaj więcej

Inflacja zagląda do salonów samochodowych. Coraz mniej klientów

Ale zdaniem części ekspertów spadek popytu na nowe samochody z powodu rosnących cen może hamować powrót do wyników sprzed kryzysu. – Zarówno konsumenci, jak i przedsiębiorcy nie palą się dziś do zakupu nowych aut czy wymiany samochodów na lepsze modele. Te kosztowne wydatki zostały przesunięte w czasie, głównie z powodu inflacji i związanej z tym niepewności – stwierdza Emanuel Nowak, ekspert firmy faktoringowej NFG.

Według Instytutu Samar w sierpniu 2022 r. na zakup nowego samochodu trzeba było przeznaczyć średnio 33 miesięczne pensje, o 2 więcej niż w styczniu 2018 r.