Zakład Hydrometeorologii i Monitoringu Środowiska Ob-Irtysz (UGMS) dwa dni temu stwierdził 4,2-krotne przekroczenie maksymalnego dopuszczalnego stężenia (MPC) formaldehydu w powietrzu nad Omskiem (1,1 mln ludzi).

Dane dotyczące emisji zostały przekazane do Rosprirodnadzor (inspekcja ochrony środowiska) w celu zidentyfikowania źródła emisji gazu i przeciwdziałania poważnemu zatruciu mieszkańców miasta, poinformowała agencja TASS. Wiadomo, że najwięcej gazu skupiło się nad dzielnicą mieszkalną położoną niedaleko dzielnicy przemysłowej, gdzie znajdują się zakłady petrochemiczne i chemiczne. To tam mieszkańcy skarżyli się na problemy z oddychaniem.

W 2014 roku władze rosyjskie mocno obniżyły normy zawartości formaldehydu w powietrzu. Maksymalny dopuszczalny poziom stężenia wzrósł z 0,035 do 0,05 mg/m3. W tym samym czasie średnia dzienna objętość MPC wzrosła trzykrotnie – z 0,003 do 0,01 mg/m3. m.

Omsk to jedno z pięciu najbrudniejszych i najbardziej zanieczyszczonych miast Rosji. W 2020 r w powietrzu Omska wykryty został etylobenzen, fenol i siarkowodór z nadmiarem MPC 1,07-2,2 razy. Ponadto co najmniej sześć razy inspekcja znalazła chlorowodór - trujący gaz, który po rozpuszczeniu w cząsteczkach wody tworzy kwas solny.

Według dotychczasowych przepisów w miastach, w których przekroczono stężenie formaldehydu, mieszka ok. 50 mln Rosjan. Potem władze Rosji zamiast inwestować w instalacje chroniące środowisko, obniżyły normy MPC. Statystyki od razu się „poprawiły się": teraz pokazują, że mniej miast jest zagrożonych, a „tylko" 20 milionów ludzi może być dotkniętych zwiększonym stężeniem substancji rakotwórczej, szacują eksperci Greenpeace.

Według nich „poziom ryzyka przy stężeniu formaldehydu według „nowej" obowiązującej obecnie normy, nie spełnia ani standardów ryzyka przyjętych w Rosji, ani zdrowego rozsądku.

Wiele syberyjskich zakładów chemicznych i petrochemicznych powstało jeszcze w czasach sowieckich, kiedy życie ludzkie nie miało w Rosji żadnej wartości. Oligarchowie czy państwowe giganty, które przejęły przemysł Syberii po 1991 r, także nie inwestowali w instalacje chroniące środowisko.

Stare, nie modernizowane fabryki trują więc coraz mocniej, a mieszkańcy syberyjskich miast muszą przy nich żyć, bo nie mają, dokąd i za co uciec.