Sztuczne diamenty błysną w Polsce

Syntetyczne kamienie oferują światowe potęgi, jak De Beers i Alrosa. U nas ich sprzedaży chce spróbować sieć W.Kruk.

Aktualizacja: 29.01.2019 07:36 Publikacja: 28.01.2019 20:00

Sztuczne diamenty błysną w Polsce

Foto: Adobe Stock

Syntetyczne kamienie to obecnie wciąż mniej niż 1 proc. wartości sprzedaży diamentów – podaje Morgan Stanley. Jednak rynek ma ogromne perspektywy, za rok wart ma być już nawet 1 mld dol.

Dlatego jubilerzy coraz śmielej zerkają w tym kierunku. Jak ustaliła „Rzeczpospolita", jest wśród nich także polska sieć W.Kruk. – To ciekawe zjawisko, na świecie w branży jubilerskiej dużo się o tym mówi, dlatego nas również to zainteresowało – mówi nam Grzegorz Pilch, prezes VRG, właściciela sieci. – Podchodzimy do tego ostrożnie, w tym roku spróbujemy z taką ofertą, a o jej przyszłości będziemy decydować w oparciu o to, jak polski rynek zareaguje na ten produkt – dodaje.

Czytaj także: Pierwszy taki proces. Inwestorzy nabrani na diamenty 

Cuda z laboratorium

Syntetyczne kamienie mają takie same właściwości jak naturalne, powstają w wyniku tych samych procesów, czyli wielkiego ciśnienia i wysokich temperatur oddziałujących na grafit. Mają jednak znacznie mniej zanieczyszczeń i skaz. Gdy kilka lat temu pierwsze pojawiły się na rynku, wcale nie były tańsze od naturalnych i kosztowały 5–6 tys. dol. za karat. Teraz ich cena jest ok. 30–40 proc. niższa od naturalnych, choć zależy też od rodzaju kamienia i jego wielkości. Wynosi jednak zazwyczaj 3,5–4 tys. dol. za karat, choć pod koniec 2018 r. na rynku pojawiły się kamienie spółki z grupy De Beers w cenie ok. 800 dol. za karat. Syntetyczne diamenty nie mają oczywiście nic wspólnego ze znanymi już od dawna cyrkoniami. De Beers to największy producent biżuterii z brylantami na świecie. Alrosa, lider ich wydobycia, także działa już na rynku syntetycznych kamieni.

– Dla konsumentów, którzy chcą minimalizować środowiskowe skutki wydobycia diamentów, jest to idealna alternatywa – mówi Kathryn Money, wiceprezes firmy Brilliant Earth, zajmującej się sprzedażą kamieni. Tylko ok. 20 proc. naturalnych diamentów nadaje się do wykorzystania w jubilerstwie, a ich kopalnie nie dość, że są bardzo niebezpieczne, to jeszcze dewastują środowisko naturalne.

Na nowości najbardziej otwarci są ludzie młodzi – z badania MVI Marketing wynika, że aż 70 proc. milenialsów rozważyłoby zakup takiego kamienia jako alternatywy dla naturalnego.

Liczy na to należąca do De Beers i działająca od maja 2018 r. spółka Lightbox Jewelry, która ma ambitne plany związane z rynkiem laboratoryjnych kamieni. – Widzimy ogromne możliwości zwłaszcza w grupie młodych kobiet, które docenią przystępną cenę tych kamieni, nieustępujących jakością naturalnym – mówi Steve Coe, dyrektor generalny Lightbox Jewelry. – Wśród starszych klientów, właścicieli biżuterii z naturalnymi kamieniami, też liczymy na wzbudzenie ciekawości taką nowością – dodaje.

Kolor będzie hitem

Kamienie powstają głównie w wersji standardowej, czyli bezbarwnej, przejrzystej. Jednak przygotowywane są też wersje kolorowe – w wersji czerwonej czy niebieskiej wywołują ogromne zainteresowanie w sklepach.

Na rynku na razie trwa sondowanie, Alrosa wprowadziła już nawet rodzaj specjalnego wykrywacza, który jest w stanie wychwycić sztuczny kamień. – Potrzeba przynajmniej kilku lat, aby móc w pełni ocenić wpływ tego trendu na światowy rynek – ocenia Paul Zimnisky, niezależny analityk rynku diamentów.

Także Tiffany&Co. uważnie obserwuje sytuację, choć pierwsze laboratoryjne kamienie firma już wprowadziła do sklepów. Wszystkie muszą być oznaczone jako produkt inny niż naturalny kamień, ponieważ są niemal nie do odróżnienia. Tiffany&Co. w ogóle mocno zmienia swoje podejście do diamentów i wprowadza też oznaczenia kraju, skąd dany produkt pochodzi. To efekt presji konsumentów, którzy chcą mieć pewność, że nie kupują kamieni z regionów ogarniętych konfliktami zbrojnymi, czyli tzw. krwawych diamentów. Często z ich sprzedaży głównie w Afryce lokalni dyktatorzy finansowali prowadzenie działań zbrojnych, a mimo zakazu handlu kamieniami z takich regionów trafiają one nadal na globalny rynek.

W Polsce dominuje jednak bardzo ostrożne podejście do syntetycznych kamieni, inne polskie sieci jubilerskie nie mają planów takich jak W.Kruk. – W naszych salonach diamentów syntetycznych nie ma, oferujemy tylko naturalne – mówi Helena Palej, rzecznik Apart (na pytanie, czy firma analizuje taki krok lub planuje wejście w oferowanie kamieni syntetycznych, firma już nie odpowiedziała).

– Nie planujemy takich działań jak wprowadzanie do oferty kamieni syntetycznych – zapewnia też Karolina Kocińska, rzecznik sieci YES.

W Polsce sprzedaż biżuterii z diamentami rośnie, ale jest to wciąż niewielka część rynku. Rynek jubilerski to już niemal 3 mld zł, z czego segment premium i luksusowy (razem z zegarkami) to nieco ponad 600 mln zł.

Zmiany w modzie

To co dzieje się na rynku diamentów, jest elementem szerszego trendu, w ramach którego producenci bardziej zwracają uwagę na kwestie etyczne czy związane z ochroną środowiska. Czołowe domy mody ogłaszają kolejno wycofywanie z kolekcji futer, Chanel niedawno podał, że przestaje też wykorzystywać w produkcji skóry zwierząt egzotycznych, np. krokodyli czy węży.

Taki trend najmocniejszy jest w Europie i Stanach Zjednoczonych, szczególnie młodsze generacje klientów są wyczulone na tego rodzaju kwestie i chętniej na nie odpowiadają, zmieniając zwyczaje konsumenckie. Dla marek luksusowych milenialsi są przyszłością, dlatego firmy muszą już coraz mocniej w swoich strategiach odpowiadać na ich potrzeby.

Opinia dla „rz"

Paweł Jaworski, prezes Michelson Diamonds

Patrząc na strategie marketingowe firm sprzedających biżuterię z syntetycznymi diamentami, oceniam, że jest to produkt kierowany głównie do generacji 20-latków. Niektóre firmy, wykorzystując nośny obecnie temat ekologii i zanieczyszczenia planety, nazywają diamenty syntetyczne ekodiamentami. Globalnie sprzedaż biżuterii z syntetycznymi diamentami rośnie, jednak na polskim rynku jest to jeszcze zjawisko incydentalne. Ale w przyszłości również polski konsument skieruje uwagę na taką biżuterię, głównie z powodu ceny.

Ceny wciąż się zmieniają

Zarówno kamienie naturalne jak i syntetyczne charakteryzują się ogromną zmiennością cen. Cena 1-karatowego naturalnego diamentu jeszcze na początku 2016 r. wynosiła niemal 7 tys. dol., po roku spadła do 6,5 tys. dol., ale pod koniec 2018 r. znów zaczęła rosnąć. Producenci są skazani na robienie zapasów i bardzo rozważne dostarczanie kolejnych kamieni na rynek, aby nie dopuścić do zbyt dużych spadków cen. W przypadku kamieni syntetycznych zmienność cen też jest duża. Dwa lata temu karat kosztował ponad 5 tys. dol., obecnie jest to już nieco ponad 4 tys. Dodatkowo pojawiają się nowi producenci z cenami nawet jeszcze sporo niższymi. Można uznać, że w tym przypadku spadek cen jest nieunikniony, ponieważ z czasem stanieje technologia produkcji.

Syntetyczne kamienie to obecnie wciąż mniej niż 1 proc. wartości sprzedaży diamentów – podaje Morgan Stanley. Jednak rynek ma ogromne perspektywy, za rok wart ma być już nawet 1 mld dol.

Dlatego jubilerzy coraz śmielej zerkają w tym kierunku. Jak ustaliła „Rzeczpospolita", jest wśród nich także polska sieć W.Kruk. – To ciekawe zjawisko, na świecie w branży jubilerskiej dużo się o tym mówi, dlatego nas również to zainteresowało – mówi nam Grzegorz Pilch, prezes VRG, właściciela sieci. – Podchodzimy do tego ostrożnie, w tym roku spróbujemy z taką ofertą, a o jej przyszłości będziemy decydować w oparciu o to, jak polski rynek zareaguje na ten produkt – dodaje.

Pozostało 89% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Biznes
Przyszłość prawa w świecie transformacji biznesu – relacja z Forum Legal Transformation 2024
Biznes
Ekonomista oszacował „moc” reprezentacji na Euro 2024. Która najsilniejsza?
Biznes
System kaucyjny u bram, lobbing odpocznie. Jest trzeci wniosek operatora
Materiał Promocyjny
Jaki jest proces tworzenia banku cyfrowego i jakie czynniki są kluczowe dla jego sukcesu?
Biznes
Renasansu atomu już nic nie zatrzyma. Efekt? Wielka hossa na zapomnianym rynku
Biznes
Euro 2024 to emocje nie tylko sportowe. Spółki giełdowe wydają krocie na sponsoring