W 2012 roku do ruchu oddanych zostało 716 km nowych tras i autostrad. Plany przewidywały zakończenie budowy 966 km nowych dróg. Wyremontowano kolejne 950 km dróg. Wydatki na nowe trasy i remonty przekroczyły 22 miliardy złotych. Na początku roku planowano wydać ok. 30 mld zł.

Wiele z inwestycji zakończonych w 2012 roku zrealizowano za kwoty niższe, niż planowane w kosztorysach.  Budowa  obwodnicy Mińska Mazowieckiego w ciągu autostrady A2 została wykonana za 65,1 proc. kosztorysu, czyli za 304 mln zł mniej. Oszczędności na budowie trasy S8 z Wrocławia do Sycowa wyniosły 1,2 mld zł, inwestycja została zrealizowana za 50 proc. kosztorysu.

10 mld zł z Unii

W ubiegłym roku poziom unijnych refundacji wyniósł niemal 10 mld zł. Do Krajowego Funduszu Drogowego z tytułu opłat pobieranych od kierowców za korzystanie z dróg i autostrad trafiło około 1 mld zł.

W tym roku, zgodnie z zapowiedziami premiera Donalda Tuska, wydatki na drogi mają wynieść 19 mld zł. – W 2013 roku rząd chce utrzymać możliwie wysokie tempo inwestycji infrastrukturalnych. Zakładamy blisko 19 mld zł na drogi, zarówno nowe, jak i remonty – powiedział wczoraj Donald Tusk.

To, czy branża będzie mogła liczyć na nowe przetargi, stoi jednak pod znakiem zapytania. W planach jest na pewno dokończenie już rozpoczętych inwestycji.  W budowie i przebudowie jest obecnie ponad 600 kilometrów dróg krajowych.

W  ciągu najbliższych dwóch lat ma zakończyć się m.in. budowa 65-km odcinka autostrady A1 z Torunia do Kowala, fragmenty trasy A4, tak by była przejezdna na całej długości do wschodniej granicy Polski. Prace mają zakończyć się na ok. 200 km dróg. W ostatnich dniach grudnia 2012 roku Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad wybrała najkorzystniejszą ofertę na dokończenie budowy Autostrady A4 na rzeszowskim odcinku  i otworzyła koperty w postępowaniu na zakończenie prac na autostradzie A1 między Toruniem a Kowalem.

W 2012 roku GDDKiA podpisała umowy ze 133 firmami. Ubiegły rok był czasem spektakularnych upadłości w branży budowlanej (upadło 8 firm). Według GDDKiA to 6 proc. wykonawców, z którymi zawarto drogowe umowy.  – W tym roku trzeba liczyć się z kolejnymi upadłościami, choć już nie tak spektakularnymi jak w roku 2012 – mówi Marek Michałowski, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.

19 mld zł ma zostać w tym roku wydane na budowę nowych dróg i remonty istniejących tras. W planach jest remont ok. 1000 km.

Autopromocja
#NowaRp.pl

Znacznie więcej niż wiedza

ZAPRENUMERUJ

Słabe prognozy

Branża jest zgodna co do tego, że nadchodzący rok będzie ciężki, na poprawę można liczyć dopiero w II połowie roku 2014, kiedy do Polski trafią kolejne unijne dotacje dostępne w ramach budżetu na latach 2014–2020.

– Można liczyć, że będzie lepiej. Jeżeli jednak zasady rozstrzygania i realizacji kontraktów się nie zmienią, sytuacja może skończyć się tak samo lub jeszcze gorzej jak w obecnej perspektywie – uważa Piotr Kledzik, prezes Bilfinger Berger Budownictwo.

Jak dodaje Dariusz Blocher, prezes Budimeksu, prognozy na przyszły rok przewidują spadek produkcji budowlano–montażowej o około 16 proc. Zeszły rok przyniósł spadek o 1 proc.

– Zleceń będzie dużo mniej niż w roku 2012, z naszych analiz wynika, że rok 2013 będzie bardzo ciężki dla branży budowlanej. Kontrakty, które pojawiają się na rynku, są ogłaszane na dotychczasowych warunkach – dodaje Michałowski.

To,  jak wyjaśnia Piotr Kledzik, powód, dla którego o dokończenie budowy A1 po Irlandczykach ubiegało się tylko dwóch wykonawców – włoska Salini i konsorcjum  z Budimeksem i Strabagiem.

– Myśmy nie startowali w tym przetargu, bo warunki określone przez GDDKiA były zaprzeczeniem równości stron kontraktu – mówi prezes Kledzik.

– W dalszym ciągu nie widać stabilizacji cen na kontraktach, w dalszym ciągu są one relatywnie niskie – mówi Blocher.

Szacunki branży przewidują, że w nadchodzących latach Polska może liczyć na unijne wsparcie na infrastrukturę w wysokości 19–23 mld zł.

Drogi na siebie zarabiają

Wraz z wprowadzeniem elektronicznego systemu poboru opłat sieć nowych dróg zaczęła na siebie zarabiać. Wpływy od kierowców za korzystanie z tras ekspresowych i autostrad zasilają Krajowy Fundusz Drogowy (KFD), z którego finansowana jest budowa nowych dróg.

Z końcem ubiegłego roku sieć płatnych dróg wynosiła 1,86 tys. km tras. Kolejne rozszerzenie zostało zaplanowane na 12 stycznia tego roku. Elektroniczny system poboru opłat obejmie kolejne 139 km, m.in. 83 km autostrady A1 z Pyrzowic do Sośnicy, nowo wybudowany odcinek trasy S8 czy warszawski odcinek tej drogi  Modlińska – Marki.

Na bieżący rok zaplanowano cztery rozszerzenia sieci dróg objętych elektronicznym systemem poboru opłat. W sumie mają kosztować ok. 234 mln zł. Wpływy do Skarbu Państwa z opłat tylko w całym 2012 r.  przekroczyły 1,04 mld zł.

Od tego roku  system ma zacząć na siebie zarabiać. Wpływy do KFD w 2013 r. z tytułu opłat pobieranych od kierowców mają wynieść ok. 1,88 mld zł.

Kolejne rozszerzenie sieci płatnych dróg zaplanowano na 30 marca 2013 r.

Wówczas kierowcy będą płacić za korzystanie z kolejnych 160 km dróg i autostrad. Będzie to m.in. obwodnica Elbląga w ciągu drogi ekspresowej S7, 94 km trasy S8 na odcinku Piotrków Trybunalski – Radziejowice czy fragment drogi krajowej nr 79 z Jaworzna do Modlniczki.

Zaplanowane na styczeń rozszerzenie będzie drugim od czasu uruchomienia w lipcu 2011 roku systemu elektronicznego poboru opłat na polskich drogach. Wówczas system objął ok. 1,56 tys. km dróg i autostrad.

Wojciech Malusi, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa

Patrząc na budżet przeznaczony na rozwój infrastruktury drogowej, prognozy na nadchodzący rok są dla branży bardzo złe. W budżecie została zapisana kwota 3 mld zł, ale to środki głównie na utrzymanie administracji drogowej.  Rząd mówi o wydatkach na poziomie ok. 19 mld złotych, ale z moich analiz wynika, że na inwestycje drogowe nie znajdzie się więcej niż ok. 10 mld zł. Plany nie dają jednak gwarancji wydania nawet takiej kwoty. W 2013 roku wydatki miały sięgnąć ok. 30 mld zł, wydanych zostało, po licznych korektach, ok. 20 mld zł. Trzeba się liczyć z kolejnymi upadłościami, ale tym razem nie dotkną one głównych wykonawców, tylko podwykonawców, którzy prace faktycznie realizują.