Ogłoszone przez rząd przetargi to na razie postępowania prekwalifikacyjne. Ci, którzy będą spełniać warunki formalne, zostaną zaproszeni do składania ofert cenowych. Kolejne etapy mają się zacząć jeszcze pod koniec tego roku.
W piątek rozpoczął się przetarg na budowę 15 km odcinka drogi S8 między Warszawą a Białymstokiem, a w ostatnich dniach sierpnia – na budowę w sumie 120 km tras ekspresowych S51, S7 i S3. Jak podaje Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, do końca roku zostanie ogłoszonych jeszcze 20 postępowań. Branża sygnalizuje jednak, że choć do pierwszego etapu startuje po kilkunastu chętnych, tak wielu ofert cenowych już nie należy się spodziewać.
Wymagania do poprawki
Przedstawiciele firm budowlanych apelowali o staranniejsze sprawdzanie firm ubiegających się o rządowe kontrakty już na etapie prekwalifikacji, tak by do składania ofert cenowych dopuszczane były tylko te, które faktycznie dysponują potencjałem niezbędnym do realizacji inwestycji.
– Wciąż sprawdzane są tylko referencje chętnych – mówi Dariusz Blocher, prezes Budimeksu. – Wydaje się jednak, że część zmian idzie w dobrym kierunku, tak przynajmniej wynika z zapowiedzi – dodaje.
Chodzi m.in. o dawanie wybranym wykonawcom zaliczek czy zapowiedzi waloryzacji cen kontraktowych. – Negatywnie podchodzę do pomysłu dzielenia inwestycji na jeszcze mniejsze, naszym zdaniem za małe odcinki. To samo w sobie nie byłoby może złe, gdyby nie fakt, że nie można składać ofert cenowych na dwa sąsiadujące ze sobą kawałki tras, tak jak to było np. w przypadku obwodnicy Marek – mówi szef Budimeksu.
To, czy i na ile oczekiwania biznesu spotkały się z pozytywnym odzewem ze strony administracji, okaże się jednak w momencie zaproszenia do składania ofert cenowych, a co za tym idzie – po publikacji Specyfikacji istotnych warunków zamówienia.
Mniej chętnych
Jak zdradzają szefowie firm budowlanych, liczą się z tym, że oferty cenowe złoży ok. 20 – 30 proc. wykonawców mniej, niż poskładało wnioski o dopuszczenie do udziału w przetargu.
– Pokazują to ostatnie postępowania ogłaszane przez zamawiających z sektora publicznego – mówi Piotr Kledzik, prezes Bilfinger Budownictwo. Jak dodaje, jego decyzja o ewentualnym starcie w przetargach zależeć będzie m.in. od tego, jak rozłożone zostaną ryzyka za realizację inwestycji pomiędzy inwestora i wykonawcę, oraz w jaki sposób waloryzowana będzie cena.
Kolejnym powodem malejącej liczby ofert jest trudna sytuacja branży. – Złożenie wniosku o dopuszczenie do przetargu nic nie kosztuje, jednak już przejście do drugiego etapu wiąże się z kosztami, m.in. z wpłaceniem wadium. Wiele firm może nie mieć wystarczających środków – mówi Piotr Kledzik.
Jak mówi Jan Styliński, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa, jednym z palących problemów jest ograniczenie presji cenowej. Wiele ostatnio zakończonych, a obecnie realizowanych drogowych kontraktów zakończyło się stratami. Są to kwoty rzędu miliardów złotych.
masz pytanie, wyślij e-mail do autorki, a.stefanska@rp.pl