Irański atak na Izrael był co prawda spodziewany, jednak wielu ekspertów sądziło, że Iran nie podejmie takiego ryzyka w obawie przed izraelskim odwetem. 181 rakiet balistycznych (wcześniej podawano, że 200), mimo iż w większości przechwyconych przez izraelską obronę powietrzną, spowodowało niemałe straty.

Jak piszą media, w jednej miejscowości Hod HaSzaron w centralnej części Izraela została uszkodzona setka domów. Pełnych strat Izrael nie podaje, aby – jak oświadczył rzecznik sił zbrojnych – nie ujawniać wrogowi informacji.

Czytaj więcej

Ekspert ws. Bliskiego Wschodu: Wojna regionalna jest mało prawdopodobna

Atak nie wpłynął jednak na tok działań wojennych w Libanie. Doszło tam do bezpośrednich starć z bojownikami Hezbollahu. W drugim dniu inwazji na południu Libanu zginęło ośmiu izraelskich żołnierzy.

Równocześnie wojska państwa żydowskiego kontynuowały działania w Strefie Gazy. W Chan Junis zginąć miało 51 Palestyńczyków.

Netanjahu: reżim w Iranie zrozumie naszą determinację

Równocześnie izraelski rząd zaakceptował działania odwetowe wobec Iranu. Do uzgodnienia pozostawiono jeszcze ich szczegóły.

Podobnie jak w czasie poprzedniego irańskiego ataku, w kwietniu, siły USA oraz innych państw sojuszniczych wsparły system obronny Izraela. Wystrzelona w kwietniu w kierunku Izraela plejada rakiet i dronów miała zdecydowanie mniejszą siłę rażenia, co skutkowało także umiarkowanym odwetem państwa żydowskiego.

Czytaj więcej

Jerzy Haszczyński: Izrael przed epokową decyzją. Jak bardzo może ukarać Iran?

Tym razem irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej użył do ataku znacznie groźniejszych rakiet balistycznych. A to diametralnie zmienia sytuację, pozostawiając rządowi w Jerozolimie wolną rękę.

– Reżim w Iranie nie rozumie naszej determinacji w obronie i naszego zdecydowania na odwet. Zrozumie to jednak – oświadczył premier Beniamin Netanjahu, zapowiadając druzgocący odwet.

Szef MSZ Iranu: atak na Izrael miał charakter obronny w rozumieniu Karty Narodów Zjednoczonych

– W takiej sytuacji nasza odpowiedź będzie wielokrotnie potężniejsza – twierdzi szef irańskiej dyplomacji Abbas Arakczi. Przekonywał, że atak na Izrael nastąpił po serii zamachów na przywódców ruchu oporu, w tym jednego na ziemi irańskiej. Tym samym miał charakter wyłącznie obronny, w rozumieniu art. 51 Karty Narodów Zjednoczonych. W artykule tym mowa jest o prawie państwa do obrony w przypadku napaści zbrojnej.

– Iran może powoływać się na prawo do obrony, biorąc pod uwagę dotychczasowe działania Izraela względem tego kraju, jak szereg zabójstw naukowców, wojskowych czy polityków, np. przywódcy Hamasu Ismaila Haniji w Teheranie – mówi „Rzeczpospolitej” Richard Dalton, były brytyjski ambasador w Iranie oraz ekspert Chatham House. Co innego jednak prawne uwarunkowania, a co innego, czy takie działania jak wtorkowy zmasowany atak są zgodne ze zdrowym rozsądkiem. Można mieć co do tego wątpliwości, gdyż – jak zwraca uwagę Dalton – dotychczasowa praktyka działania Izraela wskazuje jednoznacznie, że nie ma tu mowy o stosowaniu zasady oko za oko, lecz oko za dziesięć oczu. Wniosek z tego oczywisty, że rewanż Izraela będzie dewastujący dla państwa ajatollahów.

Czy celem może być najwyższy przywódca Iranu?

Nie sposób wykluczyć żadnego scenariusza, łącznie z tym, iż celem izraelskiego odwetu mogą być najważniejsze osoby w państwie, nie wyłączając najwyższego przywódcy ajatollaha Alego Chameneiego. O ile Izrael dysponuje takimi możliwościami jak w przypadku zabicia na terenie Libanu ukrytego w podziemnym bunkrze przywódcy Hezbollahu Hasana Nasrallaha.

Generał Wesley Clark, były dowódca sił NATO w Europie, jest zdania, że celem izraelskiego ataku odwetowego będą irańskie instalacje nuklearne oraz główne porty przeładunkowe ropy.

Foto: rp.pl

Eksport tego surowca osiągnął w tym roku apogeum i wyniósł 1,5 mln baryłek dziennie. Jest to główne źródło dochodu kraju borykającego się z sankcjami gospodarczymi USA. Nadzieja na ograniczenie sankcji sprawiła, że niedawno Iran złożył ofertę wznowienia negocjacji w ramach porozumienia znanego pod akronimem JCPOA, przewidującego rezygnację m.in. z dalszego wzbogacania uranu. Nie jest to bez znaczenia, gdyż jak twierdził amerykański sekretarz stanu Antony Blinken, Iran jest w stanie w ciągu jednego, dwóch tygodni wytworzyć wystarczającą ilość materiału nadającego się do produkcji broni nuklearnej. Było to w lipcu tego roku. Rakiety do transportu głowic atomowych Iran ma od dawna.

W obecnej chwili o żadnych negocjacjach nie ma mowy. Jak twierdzi były premier Naftali Bennett, Izrael powinien wykorzystać obecną sytuację, aby cofnąć w czasie irański program nuklearny.

Wszystko to uniemożliwić może realizację programu nowo wybranego szefa rządu, prezydenta Masuda Pezeszkiana. Prezentował plan poprawy gospodarczej i zwiększenia swobód obywatelskich, zwłaszcza kobiet, co spotkało się z sprzeciwem establishmentu religijnego. Izraelski odwet zniweczy bez wątpienia nadzieje znacznej grupy obywateli oczekujących od dawna reform.