fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Brazylia nie jest krajem przyjaznym dla przedsiębiorców

Bloomberg
Firmy z państw rozwijających się, w tym z Chin, dopiero na ten rynek wchodzą, nie mają wielkiej przewagi nad firmami z Polski – mówi w rozmowie z „Rz” Andre Loes, główny ekonomista ds. Ameryki Łacińskiej banku HSBC
Kilkadziesiąt polskich firm uczestniczyło zorganizowanej przez MSZ misji gospodarczej do Brazylii i Kolumbii. Dlaczego akurat te dwa kraje są dla polskich przedsiębiorców interesujące?
Kolumbia w ostatnich latach dość szybko się rozwijała. Tamtejsza gospodarka rosła w tempie zbliżonym do potencjalnego, czyli o około 4-5 proc. rocznie. Kraj ten jest też interesujący pod tym względem, z jednej strony bazuje na eksporcie surowców, podobnie jak Chile i Peru, ale z drugiej strony ma mniej otwartą gospodarkę i większy rynek wewnętrzny, niż te państwa. To upodabnia Kolumbię do Brazylii, która też ma prężny rynek wewnętrzny, i do tego znacznie większy. Brazylia w II połowie minionej dekady rozwijała się bardzo szybko. Nawet po kryzysie finansowym odnotowała tylko dwa kwartały recesji. Niestety, ostatnio zaniedbała reformy, które prowadziła od lat 90. W efekcie, produkcja w Brazylii stała się droższa, co wraz z aprecjacją reala sprawiło, że zmalała konkurencyjność jej gospodarki. Trwające od połowy ub.r. spowolnienie gospodarcze w Brazylii można tłumaczyć w dużej mierze właśnie z osłabieniem w dziedzinie inwestycji.
Rząd próbuje jednak rozruszać gospodarkę. Czy te zabiegi będą skuteczne?
Według mnie polityka stymulacyjna rządu była dotąd źle wycelowana. Skupia się głównie na pobudzaniu popytu, podczas gdy problemy Brazylii sytuują się głównie po stronie podażowej. Chodzi o nadmierną biurokrację i inne bariery, które sprawiają, że produkcja jest mniej opłacalna, niż była dawniej. Od kilku miesięcy rząd stara się obniżyć koszty produkcji w kraju, na przykład promując partnerstwo publiczno-prywatne w inwestycjach, ale na efekty będzie trzeba trochę poczekać. Spodziewamy się, że w przyszłym roku tempo wzrostu PKB przyspieszy do około 3 proc., z około 1,1 proc. w tym roku, ale brazylijska gospodarka i tak będzie się rozwijała wolniej, niż w II połowie minionej dekady.
W ostatniej edycji rankingu „Doing Business", który szereguje gospodarki pod względem łatwości prowadzenia działalności gospodarczej, Brazylia zajęła odległe 130. miejsce. Czy to zestawienie dobrze oddaje jej konkurencyjność?
Brazylia nie jest krajem przyjaznym dla przedsiębiorców, ale dotyczy to w równym stopniu firm zagranicznych, jak i krajowych. Innymi słowy, zagraniczne spółki nie są dyskryminowane pod względem prawnym czy podatkowym. Stąd większość globalnych koncernów jest tu obecnych od dawna, a społeczeństwo nie jest temu przeciwne. Ale Brazylia jest krajem bardzo zbiurokratyzowanym i ma skomplikowaną strukturę podatków. Myślę, że ranking „Doing Business" to odzwierciedla.
Wspomniał Pan o spowolnieniu w inwestycjach. Czy to nie jest uboczny skutek walki brazylijskich władz z napływem zagranicznego kapitału spekulacyjnego, który windował kurs reala?
Ograniczenia napływu kapitału były potrzebne, bo zahamowały aprecjację reala, która groziła dezindustrializacją niektórych sektorów. Według mnie jednak rząd posunął się trochę za daleko. Wprawdzie starał się ograniczyć tylko inwestycje portfelowe, a nie bezpośrednie, ale część inwestycji pierwszego rodzaju ma charakter długoterminowy i też może wesprzeć produkcję. Rząd ryzykował więc utratę tych wpływów i ryzyko to się w pewnym stopniu zmaterializowało. Wydaje mi się jednak, że władze mają świadomość, że te ograniczenia mogą być tylko tymczasowe, podobnie jak pewne środki protekcjonistyczne.
Brazylia jest ostatnio za ten protekcjonizm ostro krytykowana, m.in. w USA. Zarzuty są uzasadnione?
WTO dopuszcza pewne działania protekcjonistyczne, na przykład tymczasowe podwyżki ceł importowych na pewne produkty. Brazylijski rząd może się w ten sposób bronić przed krytyką, ale w praktyce posunął się nieco dalej, niż pozwala WTO. Nie tylko podwyższył cła, ale też na przykład opodatkował wyżej samochody, które nie są co najmniej w 65 proc. wyprodukowane w krajach Mercosuru (południowoamerykańska strefa wolnego handlu – red.). Takie dyskryminujące działania są szczególnie niepokojące w kontekście protekcjonistycznej tradycji w Brazylii. To duży kraj, więc politycy mają skłonność do myślenia, że może być samowystarczalny. Ten pogląd powraca co jakiś czas, zwłaszcza gdy szybko umacnia się real. Nie wierzę jednak, żeby protekcjonizm stał się znów tak silny, jak bywał w przeszłości.
W niedawnym raporcie, opracowanym wspólnie z firmą Oxford Economics, wskazywali państwo, że Polska jest na liście państw, z których import Brazylii będzie w najbliższych latach rósł najszybciej. Dlaczego?
Model, na którym opierają się te prognozy, przygotowali eksperci Oxford Economics, więc trudno powiedzieć, jakie dokładnie będą przyczyny wzrostu wartości brazylijskiego importu z Polski. Z pewnością jednak gospodarka Brazylii będzie się nadal rozwijała, a wraz z nią rósł będzie import. Nie należy oczekiwać, że eksport surowców stanie się tak ważny, że zamierały będą inne sektory gospodarki. Taki model rozwoju mogą stosować mniejsze kraje. Ale mimo to, Brazylia pewnie pozostanie eksporterem netto surowców i importerem netto dóbr przetworzonych.
Na jakie produkty i usługi zapotrzebowanie będzie rosło najszybciej? Eksporterzy z jakich branż mają największe szanse na sukces w Brazylii?
W Brazylii dobrze rozwinięte są sektory motoryzacyjny, mechaniczny, metalurgiczny i petrochemiczny, więc zapotrzebowanie na import tego typu jest ograniczone. Największe szanse będą miały firmy działające w sektorach, które w Brazylii są słabiej rozwinięte, np. chemia, elektronika. Spodziewam się też szybkiego wzrostu popytu na usługi, na przykład związane z budową infrastruktury przed mistrzostwami świata w piłce nożnej.
W ostatnich latach dynamicznie rozwijają się stosunki handlowe Brazylii z Chinami. Czy spółki z Państwa Środka nie mają już dużej przewagi w walce o brazylijski rynek nad firmami z naszego regionu?
Wieloletnią obecnością w Brazylii pochwalić się mogą raczej spółki z krajów rozwiniętych, przy czym w ostatnich 15 latach głównie z Hiszpanii. Firmy z państw rozwijających się, także z Chin, dopiero na ten rynek wchodzą, także nie mają wielkiej przewagi nad firmami z Polski.
Jak inne latynoamerykańskie gospodarki radzą sobie na tle Brazylii?
Zdrowe fundamenty makroekonomiczne mają wszystkie trzy państwa andyjskie: wspomniana już Kolumbia, Chile i Peru. To ostatnie rozwija się w imponującym tempie około 6 proc. rocznie. Inwestycje mają tam około 25 proc. udział w PKB. Tak szybki rozwój był dotąd głównie domeną państw Azji, a nie Ameryki Łacińskiej. Zagrożeniem dla Chile i Peru jest jednak ich koncentracja na eksporcie surowców. Dużą część tego eksportu kupują Chiny, więc jeśli tamtejsza gospodarka mocno zwolni, kraje te będą miały kłopoty. Obecnie jednak się na to nie zanosi, a państwa andyjskie prowadzą bardzo roztropną politykę fiskalną, co pozwoli im złagodzić ewentualne szoki. Meksyk także radzi sobie coraz lepiej. Na tyle poprawił konkurencyjność, że może znów rywalizować z Chinami w eksporcie do USA.
Źródło: ekonomia24
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA