fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kultura

Koniec ogłupiania w kinie

Róża reż. Wojciech Smarzowski | Wstrząsający, pełen goryczy obraz powojennych Mazur, ale też portret dwojga ludzi zniszczonych przez wojnę, którzy dzięki rodzącemu się uczuciu próbują ocalić własną godność i odnaleźć w świecie odrobinę nadziei. Na zdjęciu: Marcin Dorociński i Agata Kulesza
Monolith
Polskie kino staje się coraz bardziej wyraziste, odważne. Śmiało podejmuje trudne tematy historyczne i współczesne - rok 2012 podsumowuje Barbara Hollender
W rodzimym kinie nastąpiła zmiana warty. Staremu mistrzowi Andrzejowi Wajdzie wyrośli następcy. Ludzie, którzy tworząc w wolnym kraju, mogą oderwać się od romantycznej tradycji i spojrzeć na Polskę krytycznie, z dystansu. Pokazać to, co boli. Co zostało w nas po komunizmie i co nam przyniosły nowe czasy. Hity i kity 2012
Tę postawę artystów szczególnie wyraźnie czuje się w filmach o naszej niedalekiej, XX-wiecznej przeszłości. Reżyserzy przestali robić dzieła ku pokrzepieniu serc, pokazując hart narodu niedającego się zrusyfikować, tęskniącego za wolnością. Nierzadko odzierają naszą historię z patetyzmu, próbują dotrzeć do prawdy o meandrach dziejów. Czasem gorzkiej. Zobacz fotosy z filmów

Trudna przeszłość

Nasze intensywne rozliczenia z przeszłością wpisują się w światowe trendy artystycznego kina, które dalekie jest dziś od powielania czarno-białych schematów i ferowania łatwych wyroków. Już w poprzednich latach w niesztampowy sposób o czasach komunizmu mówili Borys Lankosz („Rewers") czy Jan Kidawa-Błoński („Różyczka"), a Wojciech Smarzowski pokazał moralne bagno PRL w mocnym „Domu złym". W mijającym roku Smarzowski znów zaszokował publiczność. W „Róży" – najlepszym obrazie sezonu – w tle historii dwojga wypalonych przez wojnę ludzi sportretował Mazury, gdzie wszystko miesza się jak w tyglu. Autochtoni zmuszani są do opuszczenia własnych domów i wysiedlani z Polski. Swojego miejsca szukają traktowani jak intruzi przesiedleńcy ze Wschodu, żołnierze rosyjscy plądrują wsie i gwałcą kobiety, a swoje porządki krwawo i bezwzględnie zaprowadza nowa, ludowa władza. Takich obrazów jeszcze w polskim kinie nie było.
Do czasów II wojny światowej wrócił Marcin Krzyształowicz. W precyzyjnie, achronologicznie zbudowanej „Obławie" pokazał, jak zabijanie, strach, codzienne obcowanie ze śmiercią wypalają ludzi i jak trudno myśleć o normalności w świecie, który zachwiał wszelkimi kodeksami moralnymi. Nikt nie jest tu bohaterem bez skazy i nikt nie jest odrażającą kanalią.

Polacy i Żydzi

Ważnym nurtem historycznych rozliczeń stała się fala filmów o stosunkach polsko-żydowskich. Zapoczątkowali ją już w 2011 roku Agnieszka Holland nominowanym do Oscara „W ciemności" i Anka i Wilhelm Sasnalowie w „Z daleka widok jest piękny". Teraz niełatwych epizodów historii: pogromów, jakie sąsiedzi zgotowali sąsiadom – dotknęli Przemysław Wojcieszek i Władysław Pasikowski. Aluzyjny „Sekret" i walące w łeb „Pokłosie" – choć pochodzą z odmiennych biegunów kina – mają w sobie tę samą potrzebę odsłonięcia prawdy. I ten sam ból niepamięci. Sukcesem realizatorów jest to, że nie pozwalają wstydliwych momentów naszych dziejów zamieść pod dywan. Po premierze „Pokłosia" w Polsce rozpętała  się dyskusja podminowana, niestety, polityczną nienawiścią. Ale to już nie jest wina kina.
Coraz krytyczniej artyści przyglądają się też nowym czasom. „Jesteś Bogiem" Leszka Dawida czy „Supermarket" Macieja Żaka to próby uchwycenia zmian, jakie zaszły w okresie transformacji w mentalności Polaków i ich stosunku do świata. Cena, którą jako naród zapłaciliśmy za przemiany ustrojowe, nie była niska.
Reżyserzy nowej generacji, podobnie jak ich równieśnicy w innych krajach, opowiadają też o kryzysie uczuć, samotności i zagubieniu współczesnych. Są w tych filmach bardzo odważni. Bartosz Konopka w bolesnym „Lęku wysokości" tworzy przejmujący portret młodego dziennikarza, który musi zmierzyć się z chorobą psychiczną ojca. Pyta: Jakie uczucia gubimy w codziennym pędzie? Ile zrobimy dla tych, którzy nas potrzebują?
Pokłosie - zwiastun filmu
 
 
Pokolenie 40-latków nie unika tematów tabu. W „Sponsoringu" Małgorzaty Szumowskiej historia studentek sprzedających własne ciało jest pretekstem do opowiedzenia o pustce życia, wygasaniu miłości zamieniającej się w rutynę i zagadce seksualności. Filip Marczewski w fabularnym debiucie „Bez wstydu" pokazał sugestywnie jak nikt dotąd w polskim kinie miłość kazirodczą – złą, zakazaną, ale będącą dla bohaterów odtrutką na ciosy, jakie dostają od życia. O dramatycznym łaknieniu uczuć opowiadał też młodszy o dekadę Tomasz Wasilewski w uniwersalnym obrazie „W sypialni".
Ale potrzebujemy też nadziei: ze smutku i niepokoju wyłamali się Piotr Trzaskalski, który w „Moim rowerze" zakopuje przepaść między pokoleniami, i Jerzy Domaradzki w „Piątej porze roku" przywracający ludziom starszym prawo do przeżywania uczuć.

Brawo, widzowie

Gdyby jednak ktoś spytał mnie o największy tegoroczny sukces polskiego kina, odpowiedziałabym: publiczność. Widzowie odwrócili się od prymitywnej rozrywki i ruszyli do kin, by oglądać filmy, których autorzy chcą z nimi rozmawiać na poważne tematy, prowokować do dyskusji i przemyśleń. Tegorocznymi rodzimymi hitami nie były kicze w stylu „Kac Wawa" czy rozreklamowana ponad miarę, żenująca superprodukcja „Bitwa wiedeńska", której wyniki oglądalności nabiły tylko szkolne wycieczki. Polacy chodzili na „Jesteś Bogiem", „W ciemności", „Różę", a w ostatnich tygodniach na „Mój rower" czy „Obławę". To znak, że nie chcą być już traktowani jak idioci bez smaku. I dobrze.

Kity 2012

Supermarket - zwiastun filmu
 
Róża - zwiastun filmu
 
Piąta pora roku - zwiastun filmu
 
Mój rower - zwiastun filmu
 
Jesteś› Bogiem - zwiastun filmu
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA