fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

W sieci opinii

Mistewicz: Ziobro zbyt pokorny. Chwedoruk: Ziobro zbyt niepokorny

W Sieci Opinii
Medialny festiwal "ziobrystów" trwa. Zbigniew Ziobro, Tadeusz Cymański i Jacek Kurski stają się ulubieńcami salonowych mediów. Z troską nad europosłami PiS pochyla się dziś nawet Monika Olejnik
"Ziobrzyści" tu, "ziobrzyści" tam, aż strach pomyśleć co będzie, gdy człowiek otworzy lodówkę. Jednak zanim to uczyni, powinien zobaczyć mistrza drugiego planu, specjalistę od sztuczek magicznych i szybkiej jazdy, czyli europosła Jacka Kurskiego. Tym razem zagościł on w programie "Kropka nad i".
Oto kilka jego złotych myśli:
Jesteśmy razem ze Zbigniewem Ziobro patriotami PiS, samą solą tej partii. Prowadziliśmy zwycięskie kampanie wyborcze dla tej partii. Wyciągnięcie ręki polegało na zaproponowaniu nam dosyć upokarzającej procedury wycofywania się z naszych szlachetnych zamiarów.
Nie jestem przywiązany, podobnie jak Ziobro, do stanowiska i funkcji. (...) Jarosław Kaczyński nie powinien i nie musi odchodzić. Chcemy, by był szefem PiS, ale chcemy też, żeby PiS się zmieniło. I chcemy, żeby Jarosław Kaczyński też chciał. Chcemy partnerskich zasad, które uwolnią energię. Na wyciągniętą rękę, z naszej strony, spotkało nas postępowanie ze strony rzecznika dyscyplinarnego PiS. Liczę na to, że ta nieszczęsna decyzja zostanie wycofana.
 
Opowieść "ziobrystów" na łamach "Faktu" podsumowuje Eryk Mistewicz.
"Stać za starcem i czekać. Albo już teraz szybko wbić szpadę” – to głośny dylemat Nicolasa Sarkozy’ego stojącego za plecami Jacquesa Chiraca. I dylemat Zbigniewa Ziobry za Jarosławem Kaczyńskim. Sarkozy wyczekał swój czas, wbił szpadę - i zwyciężył. Dziś jest prezydentem i mentorem rządzącej Francją prawicy. Nadał formacji niezbędną energię Opowieść o Zbigniewie Ziobro jest podobna. Jest on dziś najsilniejszym, obok Kaczyńskiego, „brandem” prawicy. Jedynym, który mógłby realnie zagrozić władztwu prezesa PiS, ale - co ważniejsze - który mógłby nadać energię całej polskiej prawicy.
Polityka to także sztuka opowiadania dobrych historii. W tych dniach Zbigniew Ziobro próbuje nam zaserwować opowieść o PiS-ie zwycięskim. O PiS-ie z liderem, który nie otacza się potakiewiczami; jednoczącym skłócone odłamy prawicy; rozumiejącym, jak uprawia się politykę w czasach, w których wybory wygrywa marketing. Emocje i dobre opowieści rządzą polityką. Gdy Kaczyński trzyma klucz do emocji z przeszłości (związanych z katastrofą smoleńską), to Ziobro trzyma dziś klucz do emocji i energii dla prawicy przed kolejnymi wyborami. Wcześniej musi jednak w Kaczyńskiego wbić szpadę. Tak jak Sarkozy wbił ją w Chiraca. Nie ma innej drogi.
Z kolei politolog Rafał Chwedoruk w "SE" komentuje:
To, co robi ostatnio Ziobro, to podcinanie gałęzi, na której siedzi. Gubi go niecierpliwość. Uznał, że Kaczyński jako lider PiS teraz jest najsłabszy i - mówiąc kolokwialnie - jak nie teraz, to nigdy. Tym samym postanowił zmienić układ wewnątrz partii i stać się naturalnym numerem dwa, liderem opozycji wewnątrznej. Tyle że jego diagnoza okazała się nietrafna. Obecnie PiS wybrał taktykę na przeczekanie i dotrwanie do przesilenia związanego z kryzysem gospodarczym w Polsce. I przy takim podejściu partii będą potrzebni ludzie lojalni i skłonni do ciężkiej pracy u podstaw, a nie polityczni fighterzy.
On wciąż ma szansę na sukces! W PiS również musi dojść do pewnej naturalnej wymiany pokoleń, która w wypadku tej partii będzie się wiązała z "aksamitnym odchodzeniem" Kaczyńskiego do jego Sulejówka. I tu jest pies pogrzebany - gra toczy się na warunkach dyktowanych nie przez Zbigniewa Ziobrę, a przez Jarosława Kaczyńskiego. W wypadku Ziobry to pokora mogłaby się okazać kluczem do sukcesu. I skupienie się nie na tym, jak się mówi, ale co się mówi. Bo na razie wciąż nikt nie wie, jakie tak naprawdę poglądy ma Ziobro. A bez przedstawienia realnej alternatywy o sukcesie nie może być mowy.
Jak widać "ziobryści" w dziedzinie snucia bajek o miłości i jedności nie są wcale gorsi od samego premiera Tuska. Obawiamy się jednak, że za swoja rewoltę mogą słono zapłacić. Skrytobójcze "wbijanie szpady w króla" może okazać się dla "delfina" i jego gromady początkiem końca kariery politycznej.
 
Źródło: ROL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA