fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Show-biznes

Sławek Świerzyński z Bayer Full i jego chińskie przygody

Sławek Świerzyński, koncert z 2008 roku
Fotorzepa, Michał Walczak Michał Walczak
Jest najlepiej sprzedającym się polskim artystą na świecie. Jego płyty rozchodzą się w astronomicznych ilościach: 63 mln sprzedanych egzemplarzy. Marzy mu się wielkie imperium biznesowe. I pewnie to wszystko osiągnie, bo ma potężnego sojusznika i inwestora – rząd Chin. Sławek Świerzyński, lider discopolowego zespołu Bayer Full, podbija Państwo Środka.
Tekst z miesięcznika Sukces
Oczy uważnie obserwują nas zza każdego straganu. Pieczone mięso skwierczy na kuchence prowizorycznego baru, a kolejka ludzi jak w sztafecie podaje sobie miseczki z parującym jedzeniem. Przy stoliku obok azjatycki biznesmen dobija interesów.
Biały człowiek budzi tu spore zainteresowanie. Ale to nie Pekin. To podwarszawska Wólka Kosowska i ciągnące się wzdłuż ulicy pawilony chińskiego centrum handlowego. Właśnie to miejsce wyznaczył nam na spotkanie Sławek Świerzyński, lider kultowego zespołu disco polo Bayer Full, który podbija chiński rynek. W ostatniej chwili robi korektę planów i zaprasza na pobliskie osiedle eleganckich domków jednorodzinnych. W jednym z nich ma swoje biuro.
Na parterze postawione w poprzek biurko udaje recepcję. Idziemy na piętro, do gabinetu. Po chwili do pokoju wchodzi niewielki, nawet jak na Chińczyka, mężczyzna. Wita się serdecznie. – Aaa! Media, media. I ja media – mówi i ściska mi rękę w geście zawodowej solidarności. – To jest pan Czen Hiun, przedstawiciel chińskiej telewizji, która współpracuje z nami na stałe. – tłumaczy lider Bayer Full. – Robią tu o was jakiś reportaż? – pytam. Niezupełnie – odpowiada Świerzyński. – Mamy wspólne interesy. On jest moim przewodnikiem po chińskim rynku, a ja jego po polskim.
W marcu Sławka Świerzyńskiego odwiedzi delegacja chińskiego rządu. „Nakreślą kierunki i określą zadania" Świerzyńskiemu. Powiedzą mu, co ma dla nich przygotować i z którymi polskimi instytucjami rządowymi ma nawiązać współpracę. W lipcu z kolei przyjmie 200-osobową delegację biznesmenów, a później zajmie się organizacją Międzynarodowego Festiwalu Piosenki Chińskiej. – Moja współpraca z Chińczykami wykracza daleko poza sprawy związane z muzyką – tłumaczy. – Zajmuję się teraz właściwie wszystkim, od eksportu żywności po samoloty. – Zna się pan na samolotach? – Nie, ale moim zadaniem jest wyłącznie kojarzenie, spotykanie ze sobą odpowiednich osób.
W Chinach biznes najlepiej załatwia się przy jedzeniu. To nas łączy. A różni? stosunek do pieniądza. Chińczyk jak zarobi jednego juana, to połowę od razu odłoży. Polak wyda półtora. U nas można powiedzieć „zapłacę ci później". Tam opóźnienia nie wchodzą w grę
Jednak żeby zacząć kojarzyć Chińczyków z Polakami, Świerzyński musiał przejść swoisty test. Na jednej z biznesowych kolacji z przedstawicielami tej nacji pojawiał się zwykły z pozoru facet. – Taki sobie szaraczek, żaden sznyt, żadne garnitury – opowiada. – Ale jak zobaczyłem strach w oczach moich współbiesiadników, samych zresztą dygnitarzy, zrozumiałam, że od oceny tego jednego człowieka zależy przyszłość naszej współpracy i bezpieczeństwo moich chińskich kolegów. Natychmiast przypomniały mi się lata 80. i oficer polityczny w wojsku. Dopiero po kilku godzinach picia wódki, kiedy wycałowałem już po rękach jego żonę i zrobiliśmy z „politycznym" misia, zauważyłem, że moi biznesowi partnerzy odetchnęli z ulgą. Test zdałem.
Sprawdzian się jednak nigdy nie kończy. Wszystkie śpiewane po chińsku piosenki Bayer Full podlegają ostrej cenzurze, nawet te całkiem niewinne. A żeby nie drażnić cenzora, Sławek Świerzyński sam przystosowuje teksty już na etapie tłumaczenia. Wie na przykład, że słowo „wolność" nie przejdzie w żadnym kontekście...

Miód i wódka

Chińczycy wprawdzie pokochali lidera Bayer Full za śpiewanie, ale teraz traktują go też jak furtkę do polskiego świata inwestycji. Przyjeżdżają tu podobno głównie kupować. Co ciekawe, interesuje ich przede wszystkim branża spożywcza.
– Wierzą, że polska żywność jest zdrowa, a polskie laboratoria do badania produktów są najlepsze na świecie. Chcą więc kupować miód, wołowinę, wieprzowinę, drób. I żywe zwierzęta. Na przykład konie – mówi Świerzyński.
Chińscy przyjaciele Bayer Full mają też apetyt na polskie wódki. I to te najmocniejsze – powyżej 50 proc. Niedługo zresztą pan Sławek będzie organizował degustację takich wódek w chińskiej ambasadzie w Warszawie. Alkohol zostanie sprawdzony przy tradycyjnym chińskim jedzeniu. Bo test samej wódki nie wystarczy. Najważniejsze, żeby harmonizowała ze smakiem potraw.
Wszystkie produkty kupione na próbę w Polsce są później badane w Chinach i podobno przechodzą tamtejsze testy bez najmniejszych problemów. – Dlatego Chińczycy mają do nas zaufanie, a na przykład do Niemców nie. Bo ci są wyniośli i traktują inne nacje z wyższością. Z takimi Chińczyk interesów robić nie chce – wyjaśnia lider Bayer Full.
Jakby na potwierdzenie słów o przyjaźni polsko-chińskiej otwierają się drzwi i uśmiechnięty Czen Hiun wnosi ciasteczka. – Sie, sie – mówi Sławek Świerzyński. – Sie, sie – powtarzam za nim w nadziei, że to „dziękuję". Pytam gwiazdę Bayer Full, czy mówi już po chińsku (przecież „Majteczki w kropeczki", przebój polskich wesel, doczekał się swojego tłumaczenia). Nie mówi, ale wciąż szuka odpowiedniej chińskiej nauczycielki. Na razie, gdy pod ręką nie ma tłumacza, porozumiewa się ze swoimi kontrahentami po rosyjsku.
Chwilę później Czen Hiun znowu zagląda do pokoju i łamanym polskim dopytuje, o której skończymy. Chciałby nas zabrać na prawdziwy chiński obiad do pawilonów przy głównej ulicy Wólki. Wiadomo, że biznesy najlepiej załatwia się przy jedzeniu. To akurat uniwersalny zwyczaj. Jakie więc są obyczajowe różnice? – Różni nas przede wszystkim stosunek do pieniądza. Chińczyk jak zarobi jednego juana, to połowę od razu odłoży. Polak wyda półtora – punktuje Świerzyński. – U nas można powiedzieć „zapłacę ci później" i faktury nie płacić tygodniami. Tam opóźnienia nie wchodzą w grę, wszystko jest zaplanowane co do minuty. A tych minut wiecznie brakuje. W Chinach pierwsze biznesowe śniadanie zjada się o 7 rano, ostatnią kolację – o 3 w nocy...

Gwiazda w piwnicy

Kontakty Bayer Full z Chińczykami zaczęły się właśnie w Wólce Kosowskiej. Tam, w halach handlowych, zespół Bayer Full dał Chińczykom swój pierwszy koncert. Później był występ w ambasadzie Chin.
Państwo Środka Sławek Świerzyński zobaczył jednak, gdy w 2010 r. pojechał reprezentować Polskę na targach Expo w Pekinie. Zaskoczyły go wtedy liczba skuterów na ulicach i gigantyczne, puste dworce. Skutery jeździły we wszystkie strony, a ludzie biegali jak w wielkim mrowisku. – W żadnej firmie nie widziałem bumelanctwa, przestoju, lenistwa. To prawdziwe tygrysy Azji – mówi. Brzmi to dobrze, ale co z prawami człowieka, roboczogodziną, która nie ma końca, wykorzystywaniem dzieci do niewolniczej pracy?
– Nie zetknąłem się z tym – odpowiada Świerzyński. – Moje spotkania dotyczyły spraw kultury i biznesu.
Jeśli jednak miałby się do czegoś przyczepić, to pamięta zupełnie inną sytuację: przyjechał do hotelu, podszedł do recepcji, poprosił o pokój. Recepcjonistka zadała dziwne pytanie: „Pokój z oknem czy bez?". Nie zrozumiał, więc na pytanie w ogóle nie odpowiedział. Wziął klucz i zszedł na dół. Okazało się, że jego lokum mieści się w piwnicy. Dostał opcję drugiej kategorii, mimo że zapłacił za pierwszą. – Wracam do recepcjonistki i klnę, na czym świat stoi: ty taka owaka! A ona ze stoickim spokojem, bez cienia zdziwienia wymienia mi klucz – wspomina. Konkluzja jest prosta: – Jeśli się dasz oszukać, to cię oszukają. Bo to znaczy, że jesteś naiwną, białą małpą. Chińczycy nie odróżniają zaradności od cwaniactwa. – Próbowali wykołować gwiazdę? Bo dla nich Sławek Świerzyński jest gwiazdą?
Lider Bayer Full milknie na chwilę, po czym dodaje skromnie: – Wciąż nie mogę się przyzwyczaić do oficjalnych delegacji dziennikarzy, które witają mnie na lotnisku z kwiatami. A jak uzbiera się większa grupa przedstawicieli mediów, wynajmuje się nawet specjalny autokar.
Dokąd tak razem jeżdżą? Chińczycy zabierają go na konferencje prasowe, do szkół na spotkania z młodzieżą albo – co ostatnio zdarza się częściej – na rozmowy z przedstawicielami biznesu. Głównie pytają go, gdzie jest ta Polska. – Bo my dla niech jesteśmy małą prowincją z Zachodu, takim niewielkim plemieniem – tłumaczy. Pewnie dlatego na jednej ze swoich wydanych w Chinach płyt śpiewa: „Gdzie ta Polska? Gdzie te Chiny są?".

Trzy żony

Jak na gwiazdę przystało, Sławek Świerzyński z pokorą znosi zainteresowanie dziennikarzy swoim życiem prywatnym. Chińczycy chcieliby o nim wiedzieć wszystko. A czego się nie dowiedzą – to sobie dopiszą. Ostatnio na przykład przeczytał gdzieś w gazecie, że ma trzy żony. – Chcą mnie wykreować na osobę rodzinną i zaradną w męskim tego słowa znaczeniu. Taki biały Guliwer, który uosabia ich tęsknoty za męską potęgą. A jest za czym tęsknić, bo w Chinach panuje matriarchat – wyjaśnia.
Jest pierwszym Europejczykiem, który zaśpiewał swój repertuar po chińsku
Kobiety się nim zachwycają, a mężczyźni go podziwiają. Idealny materiał na gwiazdę. Ale Świerzyński twierdzi, że przepis na jego sukces jest prostszy. Zwyczajnie jako pierwszy Europejczyk odważył się zaśpiewać swój repertuar po chińsku.
Apetyty lidera Bayer Full wykraczają jednak poza linię estrady. Chciałby, żeby Polska stała się dla Chińczyków furtką do Europy. Żeby każdy Chińczyk, który przyjedzie do naszego kraju, zostawił w nim co najmniej 1000 euro i w ten sposób napędzał polską gospodarkę. Na razie z ostatniej wyprawy do Pekinu przywiózł kilka umów na wymianę studentów. Bo śpiewający biznesmen chce inwestować w edukację muzyczną Chińczyków w Polsce i Polaków w Chinach.
Stąd pomysł na uruchomienie Międzynarodowego Centrum Kształcenia Muzycznego. Szkoły, która podobno już działa, choć szczegóły na temat jej funkcjonowania usłyszeć trudno. – Na razie uczą się w niej Chińczycy stąd, czyli z Wólki. Mamy sześć grup 10-osobowych. Szukamy nauczycieli z Chin i boksujemy się z polską biurokracją – mówi Świerzyński. Szkoła ma być kiedyś kuźnią muzycznych talentów, a za profesorskim biurkiem ma zasiąść Irena Santor. – Tak będzie – obiecuje Świerzyński, chociaż przyznaje, że z Chińczykami łatwo nie jest. Jedni chcą się uczyć polskich pieśni religijnych, a inni jazzu. Program musi być więc urozmaicony. Edukacja w takiej szkole miałaby potrwać rok. Za ile? Tego Sławek Świerzyński powiedzieć nie chce.
Twierdzi, że jego rola będzie się sprowadzała do rekrutacji kandydatów i działań organizacyjnych. Z wykształcenia jest wprawdzie nauczycielem, ale prowadzić zajęć nie ma ochoty. Opracowaniem polskiej części programu zajmie się nauczycielka informatyki z Płocka, a programem chińskim – Czen Zuo. Czyli Marta, bo większość chińskich współpracowników Świerzyńskiego ma, dla ułatwienia, polskie odpowiedniki swoich imion.
Sławek z Baj Fu, bo tak Chińczycy mówią o Bayer Full, stał się polskim towarem eksportowym na skalę, która zaskoczyła jego samego. Przeciętny Chińczyk nie potrafi wskazać Polski na mapie, ale zapytany, z czym mu się kojarzy, odpowiada: – Chopin! I Baj Fu!
Źródło: Sukces
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA