fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Firma

Wieczysta licencja na oprogramowanie jest dopuszczalna

Rzeczpospolita
Niestabilność praw licencyjnych oznaczałaby wyłączenie Polski z globalnego systemu gospodarki informacją. A tego chyba nie chcemy
Zajmując się od 15 lat doradztwem prawnym związanym z technologią informacji, oprogramowaniem i komputerami, od czasu do czasu spotykam rozbieżności pomiędzy prawnikami w ocenie możliwości udzielenia trwałej (niepodlegającej wypowiedzeniu) licencji na okres dłuższy niż pięć lat.

Jest pytanie

Sprawa wydawać by się mogła oczywista, bo art. 66 i 68 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych oddają wprost decyzję o długości i warunkach licencji stronom umowy licencyjnej. Rozumieć więc należy, że strony mogą postanowić, że licencja nie podlega wypowiedzeniu.
Niektórzy jednak kwestionują dosłowną treść wymienionego przepisu, powołując się na pogląd, że zobowiązania bezterminowe o charakterze ciągłym nie mogą trwać w nieskończoność, gdyż pozbawiałyby prawo własności jego podstawowej treści (stąd art. 3651 kodeksu cywilnego wprowadzony kilka lat temu).
W związku z tym pojawia się pytanie, na które odpowiedź ma konsekwencje, które idą w miliardy złotych i mają wpływ na ocenę konkurencyjności polskiego prawa względem innych systemów prawnych: czy na gruncie polskiego prawa dopuszczalna jest licencja wieczysta?

Skutki gospodarcze

Z pełnym przekonaniem od zawsze bronię stanowiska o dopuszczalności licencji „wieczystej”. Wychodzę przy tym z założenia, że ustawodawca – oddając stronom umowy licencyjnej możliwość określenia warunków i czasu trwania licencji – nie chciał powiedzieć: „my tylko żartowaliśmy”, a ewentualne graniczenia zawarł bezpośrednio w prawie autorskim.
Niezależnie jednak od tego, w jakim nastroju pozostawał ustawodawca uchwalając ustawę o prawie autorskim i prawach pokrewnych, poniżej przedstawiam analizę zagadnienia z różnych perspektyw, prowadzącą w każdej z nich do tego samego wniosku. Wniosku, że polskie prawo dopuszcza udzielenie licencji „na zawsze”, czyli że przepis art. 68 należy rozumieć tak, jak dosłownie został napisany.
Rynek produkcji i licencjonowania oprogramowania wart jest wiele miliardów złotych. W dziesiątkach i setkach milionów złotych liczone są nakłady firm na „zakup” oprogramowania, pod czym na ogół kryje się nabycie licencji. Inwestycje w oprogramowanie są zaplanowane na wiele lat. Systemy informatyczne wykorzystuje się przez kilka, kilkanaście, czasem nawet kilkadziesiąt lat.
Przyjęcie w takiej sytuacji, że licencja na oprogramowanie może w każdym przypadku zostać „cofnięta” z upływem sześciu lat od jej udzielenia (pięć lat okresu podstawowego plus rok wypowiedzenia), wydaje się absurdalne i sprzeczne z potrzebami gospodarki, nie mówiąc już nawet o potrzebach gospodarki opartej na wiedzy.
Nawiasem mówiąc przyjęcie teorii szybkiego „wypalenia” licencji niweczyłoby także (w Polsce) podstawy idei wolnego oprogramowania, gdyż ruch wolnego oprogramowania opiera się – paradoksalnie – na zasadzie trwałości licencji.
Trudno wyobrazić sobie argumenty natury gospodarczej, które zaprzeczałyby tej logice.

Logika systemu prawa cywilnego

Teoretycy prawa, osadzeni zapewne jeszcze w systemie prawa rzymskiego (skądinąd spójnym wewnętrznie), wskazują, że prawo zobowiązaniowe (np. najem) nie może trwać wiecznie, bo wtedy własność rzeczy najętej pozbawiona jest treści. Tę logikę wyraża wspomniany art. 3651 kodeksu cywilnego. Logikę tę próbuje się czasami rozciągnąć na prawa na dobrach niematerialnych i w tym miejscu popełnia się błąd.
Różnica między krzesłem a utworem (np. powieścią) i oprogramowaniem (czy kontentem zdygitalizowanym) jest fundamentalna i polega na tym, że na jednym krześle w tym samym czasie siedzieć może co do zasady tylko jedna osoba, a powieść może czytać w tym samym czasie wiele osób (nie należy mylić powieści – utworu, z jej egzemplarzem – fizycznym utrwaleniem).

Wielu użytkowników

Podobnie dowolna liczba użytkowników może korzystać równocześnie z oprogramowania czy z treści cyfrowych. Różnica między „własnością” oprogramowania/utworu a licencją polega na tym, że o ile licencjobiorca może robić tylko to, na co mu pozwala licencjodawca (zwykle tylko samemu korzystać z oprogramowania/utworu), to licencjodawca może także dysponować oprogramowaniem/utworem, czyli np. licencjonować je wielu osobom równocześnie.
Dysponent praw wyłącznych (właściciel oprogramowania) udzieliwszy licencji na korzystanie z oprogramowania danemu podmiotowi, może z powodzeniem udzielić takiej samej (lub innej) licencji każdemu innemu podmiotowi.
Dzieląc włos na czworo można byłoby zastanawiać się, czy ta logika sprawdza się w odniesieniu do licencji wyłącznych, a jeśli tak, to czy w odniesieniu do wszystkich licencji wyłącznych, czy tylko w odniesieniu do takich licencji wyłącznych, które zabraniają właścicielowi dobra niematerialnego korzystania z niego (pozostawiając taką możliwość tylko licencjobiorcy).
Jednak ze względu na cel tego tekstu, jakim jest zwrócenie uwagi na zagadnienie prawne istotne dla gospodarki opartej na przetwarzaniu informacji, nie ma konieczności wgłębiać się w podprzypadki.
Większość ludzi, ale także większość prawników, nie zadaje sobie pytania, na jakiej zasadzie działa cały wirtualny świat – Internet, komputery, wymiana i przetwarzanie informacji. Dalej, nie zadajemy sobie pytania, jakie są prawne podstawy tego świata.

Zasady ery informacji

Otóż cały wirtualny świat opiera się na oprogramowaniu. Oprogramowanie powoduje, że dostarczane są nam zrozumiałe dla nas sygnały (obrazy na ekranie, dźwięki, wydruki). Oprogramowanie nie jest jednorodne z punktu widzenia funkcjonalnego. Istnieją już miliony programów. Relacje między nimi są relacjami piętrowych i wieloelementowych zależności. Producenci oprogramowania często korzystają z licencjonowanych elementów, do których dodają własny kod.
W takiej sytuacji, gdyby uznać za możliwe krótkoterminowe jednostronne niweczenie praw licencyjnych (bez względu na uzgodnienia umowne), wydaje się, że cały ekosystem oprogramowania mógłby z łatwością się załamać z przyczyn prawnych.
W rzeczywistości jednak ekosystem oprogramowania ma solidne podstawy prawne istnienia na całym świecie. Zatem jedynym skutkiem przyjęcia nieprawidłowej, moim zdaniem, teorii „niestabilności” praw licencyjnych byłoby wyłączenie Polski z globalnego systemu gospodarki informacją. A tego chyba byśmy nie chcieli.
 
Komentuje Maciej Gawrońskiradca prawny, partner zarządzający kancelarii Bird & Bird Maciej Gawroński sp.k.
System dba o to, aby zwykły obywatel nie miał większych szans dobrze prawa zinterpretować. Nie wolno jednak zapominać, że prawo ma służyć obywatelom. Prawnicy zaś powinni pełnić rolę służebną, nie uzurpując sobie władzy poprzez kreowanie z prawa wiedzy tajemnej.
Wzajemnej interpretacji wymagają następujące przepisy: art. 66 i 68 prawa autorskiego oraz art. 3651 kodeksu cywilnego.
Skracając, zdecydować należy, czy przepis kodeksu cywilnego określający ogólną zasadę, że zobowiązanie bezterminowe o charakterze ciągłym podlega wypowiedzeniu, stanowi uzupełnienie prawa autorskiego mówiącego, że strony umowy licencyjnej mogą dowolnie określić jej treść w odniesieniu do czasu trwania licencji i wyłączenia możliwości jej wypowiedzenia, czy też przeciwnie – szczegółowy przepis prawa autorskiego wyraźnie pozwalający stronom licencji zdecydować, czy będzie można wypowiedzieć tę umowę, stanowi konkretne uregulowanie, tzw. lex specialis względem ogólnej normy kodeksowej.
Dosłowne zastosowanie przepisów wskazuje na drugą interpretację. Art. 68 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych mówi bowiem: „Jeżeli umowa nie stanowi inaczej, a licencji udzielono na czas nieoznaczony, twórca może ją wypowiedzieć z zachowaniem terminów umownych, a w ich braku na rok naprzód, na koniec roku kalendarzowego”.Podobny wynik osiągniemy, porównując zakres zastosowania kodeksu cywilnego i prawa autorskiego.
Prawo autorskie dotyczy znacznie węższej klasy sytuacji niż kodeks cywilny, a zatem jest unormowaniem szczegółowym. Pogląd powyższy ulega dodatkowemu wzmocnieniu, gdy zauważamy, że art. 3651 kodeksu cywilnego przewidujący możliwość natychmiastowego wypowiedzenia zobowiązań ciągłych jest wyjątkiem (ograniczeniem) od art. 3531 kodeksu cywilnego statuującego zasadę swobody umów, a jako taki nie powinien być interpretowany rozszerzająco.
Jaki wniosek? Prawo polskie umożliwia wyłączenie w drodze umowy prawa wypowiedzenia licencji przez licencjodawcę, czyli umożliwia udzielenie tzw. licencji wieczystej.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA