fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Telewizja

Telewizyjna gra o ślub z obywatelem USA

Kolejny kontrowersyjny reality show. Uczestnicy to imigranci, a wygraną jest szansa na małżeństwo z Amerykanką lub Amerykaninem i otrzymanie zielonej karty
Pomysł jest prosty i wcale nie nowy: randka w ciemno. Niezamężna kobieta przepytuje trzech kawalerów. Wybiera tego, który odpowiada jej najbardziej. Jest tylko jedna drobna różnica. Dziewczyna to obywatelka USA, a kandydaci to imigranci, którym niebawem skończy się amerykańska wiza.
Zabiegają oni nie o zwykłą randkę, ale o coś znacznie cenniejszego: wybraniec wygrywa szansę na poślubienie Amerykanki i otrzymanie zielonej karty, która pozwoli mu pozostać w USA. Tak właśnie wygląda scenariusz najnowszego telewizyjnego reality show „Kto chce poślubić obywatela USA” („Who Wants to Marry a U.S. Citizen?”), który wzbudził kontrowersje, zanim zrealizowano pierwsze odcinki.
Producentem jest spółka Morus Media z Los Angeles. – Chcemy udowodnić ludziom, że miłość nie zna granic – mówi twórca programu Adrian Martinez. – Taka zresztą jest Ameryka: to kulturowa mieszanka.
Wielu komentatorów pyta jednak, czy granice znają autorzy nowego reality show. Chodzi o granice dobrego smaku i przyzwoitości. Morus Media próbuje wykorzystać nie tylko emocje, jakie w trakcie amerykańskiej kampanii wyborczej budzi temat imigracji, ale także grać na nadziejach i uczuciach ludzi szukających nowego życia w USA.
Instytucję małżeństwa sprowadzają do metody na ominięcie przepisów imigracyjnych, co zresztą nie jest zgodne z amerykańskim prawem; tamtejsze władze z zapałem tropią przypadki tzw. papierowych małżeństw zawartych tylko po to, by otrzymać zieloną kartę.
W Internecie opublikowano (www.hookacitizen.com) zwiastun, raczej prymitywny, nakręcony w scenerii, która przypomina pokój hotelowy. Kończy się słowami: „jeden z nich wygra i zostanie w kraju. Pozostałych prawdopodobnie czeka deportacja”.
Angelo Gonzales, gospodarz nowego reality show, tłumaczy jednak, że program jest zwykłą zabawą, a nie grą o wizy. – Bawimy się w swatów – mówi. I podkreśla, że jego program nie jest mniej etyczny niż popularne internetowe serwisy randkowe.
Morus Media nie zamierza też łamać żadnych przepisów. Na stronie internetowej wyraźnie zastrzegła: „Ten show NIE żeni ludzi ze sobą ani nie gwarantuje, że zakończy się małżeństwem”. Do udziału nie zaprasza się nielegalnych imigrantów. „Nie wydajemy zielonych kart ani wiz. To robota rządu!”.
Co zatem jest prawdziwą nagrodą? – Telewizja zapłaci za wesele i miesiąc miodowy, jeśli uczestnicy zdecydują się na ślub – mówi Gonzales. Morus Media podpisała już umowy z uczestnikami sześciu odcinków. Jeszcze nie znalazła dystrybutorów, ale prowadzi rozmowy z kilkoma sieciami kablowymi.
– Programy reality show przekraczają coraz więcej granic – mówi „Rz” brytyjski ekspert kultury mediów Ellis Cashmore. Przypomina o kontrowersyjnych programach, jak amerykański „Kid Nation” z udziałem 40 dzieci, czy holenderski show, w którym walczono o nerkę do przeszczepu. – Ale też opinia publiczna akceptuje coraz bardziej szalone eksperymenty – dodaje Cashmore. Niewykluczone zatem, że niebawem na antenie zobaczymy też najnowszy show Media Morus.
Zapłacimy tylko za wesele i miesiąc miodowy – bronią się producenci
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA