fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Terlikowski: Państwo nowoczesne nie znaczy ateistyczne

Tomasz P. Terlikowski
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Szukając modelu współistnienia państwa i Kościoła, musimy sięgnąć po własne tradycje narodowe i religijne, a nie przeszczepiać obce modele – pisze publicysta „Frondy"
Jakie państwo chce zbudować Janusz Palikot? On sam twierdzi, że nowoczesne. A nowoczesność – w jego myśleniu, a przynajmniej w programie i działaniu jego partii, a także w umysłach jego medialnych zwolenników – oznacza laicyzację i ateizację społeczeństwa.
Najlepszym na to dowodem jest fakt, że pierwszą (przewidywalną zresztą do bólu) akcją jego partii był postulat zdjęcia krzyża z sali obrad plenarnych Sejmu. Powodem ma być to, że narusza on – zdaniem jego przeciwników – neutralność światopoglądową państwa, a także zasadę rozdziału państwa i Kościoła. Problem polega tylko na tym, że nie ma jednego modelu takiej neutralności czy rozdziału, i w wielu państwach europejskich trybunały konstytucyjne zaakceptowały obecność symboli religijnych (czyli konkretnie krzyża) nie tylko w parlamencie, ale również w sądach, szkołach czy urzędach. I wcale nie oznacza to, że mamy w ich przypadku do czynienia z państwami wyznaniowymi.

Krzyże w klasach i sądach

Systemy prawne czy konstytucyjne państw europejskich mają głębokie korzenie historyczne. Globalizacja czy nawet unifikacja prawa, jakiej próbuje dokonywać Unia Europejska, nie są w stanie tego zmienić. W Danii czy Wielkiej Brytanii (a konkretniej w Królestwie Anglii) czymś całkowicie naturalnym jest fakt, że jedna ze wspólnot wyznaniowych ma uprawnienia Kościoła państwowego, którego zwierzchnikiem jest każdorazowy władca. Duchowni Kościoła ludowego (czyli duńscy pastorzy luterańscy) są urzędnikami państwowymi, a w Szwecji każdy nowy obywatel jeszcze kilka lat temu był automatycznie zaliczany (niezależnie od tego, czy go tam ochrzczono czy nie) do wiernych Kościoła Szwecji. Trzeba było osobiście zadeklarować sprzeciw, by się tam nie znaleźć. Czy oznacza to, że Szwecja i Dania są krajami klerykalnymi? A Wielka Brytania jest nienowoczesna? Ale tego typu specyfika dotyczy nie tylko krajów o tradycji protestanckiej, ale także mieszanej wyznaniowo czy czysto katolickiej. W katolickiej Bawarii wieszanie krzyży w szkołach i sądach było wręcz wpisane w konstytucję, a gdy Trybunał Konstytucyjny próbował to zakwestionować, władze tego landu uchwaliły nową ustawę. I choć w pozostałych landach krzyże znikają, to Bawaria wciąż ich broni, pozostając przy tym jednym z dynamiczniej rozwijających się landów Niemiec. Podobnie jest w Austrii, i to w tym roku, Trybunał Konstytucyjny odrzucił postulat usunięcia krzyży z klas szkolnych, uznając, że ich obecność tam w niczym nie narusza praw niewierzących. I znowu trudno nie zadać pytania, czy zdaniem krytyków krzyża takie decyzje oznaczają, że Bawaria i Austria – a także Włochy – są krajami niedemokratycznymi, w których naruszona została zasada rozdziału państwa i Kościoła?

Symbole  wszystkich Polaków

Już tylko te przykłady pokazują, że opowiadanie o konieczności zastosowania w Polsce rozwiązań europejskich jest bzdurne. Głosiciele takich opinii nie chcą bowiem stosowania w naszym kraju rozwiązań z Austrii czy Włoch (a przecież to też Europa), ale z Francji. To tam ukształtował się model już nie tyle rozdziału państwa i Kościoła, ile wykluczenia Kościoła i ludzi wierzących z przestrzeni państwowej. Jego korzenie tkwią zaś w historii Francji. Jej państwowość była konstruowana na nowo przez radykalnie antyreligijnych rewolucjonistów, którzy uznawali katolicyzm za zagrożenie dla swojego projektu. Stąd od końca XVIII wieku miejsce chrześcijaństwa jako fundamentu państwowości zajął agresywny, oświeceniowy laicyzm, który wyklucza nie tylko symbole religijne, ale nawet uniemożliwia publiczne uczestnictwo w mszach świętych polityków. I właśnie taki model (czasem nawet meksykański, według którego ksiądz nie miał prawa publicznie pokazać się w sutannie na ulicy) jest nam proponowany jako jedynie europejski. Problem w tym, że o ile jest on zrozumiały we Francji, gdzie jego korzenie sięgają XVIII wieku, i której tożsamość kształtowana jest od dwóch wieków w opozycji do Kościoła, to nijak nie da się go zastosować w krajach o innej kulturze i sytuacji historycznej. Polskie i niemieckie oświecenie było, inaczej niż we Francji, tworzone przez ludzi wierzących, a często nawet duchownych. W Polsce katolicyzm nie był nigdy zagrożeniem dla państwowości, ale wręcz traktowany był także przez ludzi niewierzących jako jej konieczny fundament. Niewierzący Józef Piłsudski uczestniczył w nabożeństwach, bo wiedział, że bez nich nie umocni swoich towarzyszy broni. Roman Dmowski, choć był przez znaczną część swojego życia agnostykiem, podkreślał, że bez Kościoła nie ma tego narodu i państwa. A od tego czasu nic się nie zmieniło. Nadal język i symbolika Kościoła pozostają jedynymi dostępnymi ogółowi Polaków. I – inaczej niż we Francji – nie ma w Polsce zestawu laickich zwyczajów, symboli czy reguł, które mogłyby je zastąpić. A z pewnością nie są nimi świńskie ryje czy sztuczne penisy Janusza Palikota.

Religia  fundamentem sukcesu

Nie jest też prawdziwe nieustannie powracające w mediach czy wypowiedziach polityków lewicy utożsamienie nowoczesności z brakiem religijności. Najszybciej rozwijającym się, najbardziej nowoczesnym społeczeństwem Zachodu wciąż pozostają Amerykanie. A tych trudno posądzać o brak religijności. Regularnie praktykuje tam o wiele więcej osób niż w Polsce, a są stany, gdzie odsetek ten szybuje powyżej 90 procent. Ateista czy agnostyk w Stanach Zjednoczonych jeszcze długo nie zostanie wybrany prezydentem (inaczej niż w Polsce). A już jako przywódca państwa nie tylko uczestniczy w modlitwach, ale też wiele ze swoich przemówień kończy lub rozpoczyna odwołaniem do Boga. Amerykańska religia cywilna, choć oczywiście jest przede wszystkim elementem ceremoniału i zwyczajów świeckich, odwołuje się wprost do protestantyzmu w jego purytańskiej wersji. I dla nikogo, kto choćby pobieżnie przyjrzał się temu systemowi, nie jest to tajemnica. Tak mocna religijność wcale przy tym nie przeszkadza Amerykanom w błyskawicznym rozwoju gospodarczym czy osiągnięciach naukowych. A nawet więcej, dla wielu obserwatorów nie ulega wątpliwości, że to właśnie silna religijność połączona z etosem religii cywilnej i mesjanizmem (czyli tym wszystkim, co najbardziej gorszy polskich zwolenników nowoczesności) jest fundamentem sukcesu Stanów Zjednoczonych. Wyjęcie któregokolwiek z tych elementów oznaczałoby krach tego społeczeństwa i państwa.

Jaki model dla Polski?

Oczywiście model amerykański, podobnie jak francuski, nie nadaje się do prostej aplikacji w Polsce. Odmienne są źródła tożsamości Amerykanów, a i ich protestancka w znaczącym stopniu (mimo przyspieszającej katolicyzacji tego kraju) religijność różni się zbyt mocno od polskich tradycji, by planować prosty przeszczep czy kserówkę. Podobnie jest jednak także z modelem francuskim. Jeśli zatem mamy szukać modelu współistnienia państwa i Kościoła, to musimy sięgnąć po własne tradycje narodowe i religijne. A te są dość oczywiste. Kościół od zawsze był w Polsce nośnikiem tożsamości narodowej. I doceniali to zarówno wierzący, jak i niewierzący. Jego rolą było jednak nie tylko pilnowanie, byśmy nie przestali być Polakami (pierwsza pielgrzymka Jana Pawła II do Polski poświęcona była właśnie temu tematowi i była wielką "katechezą dziejów"), ale również napominanie polityków, by ci pozostawali wierni swojemu powołaniu. Święty Stanisław, który zginął z ręki władcy, pozostaje najlepszym tego przykładem. Państwo, jeśli chce mieć rzeczywiście szkielet moralny – a ten, jak przypomina choćby Jürgen Habermas, jest w demokracji niezbędny – musi korzystać ze wsparcia Kościoła i religii. Bez niego bowiem z republiki, czyli wspólnoty pewnych wartości, przekształci się we władzę tłumu pozbawionego jakichkolwiek właściwości i jakiejkolwiek tożsamości. Nie mamy bowiem, jako Polacy, innej tradycji niż chrześcijańska. I powinni o tym pamiętać wszyscy, którzy decydują się na walkę z symboliką chrześcijańską. Autor jest doktorem filozofii, redaktorem naczelnym portalu Fronda.pl, wykładowcą Wyższej Szkoły Informatyki, Zarządzania  i Administracji w Warszawie. Ostatnio  opublikował "Robienie dzieci. Terlikowski śmiało o in vitro", a także "Benedykt XVI.  Walka o duszę Europy"
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA