fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Taniec

Choreografia ciał to filmy z tańcem i pantomimą

DV8 – Physical Theatre, „Koszt życia”, 2004
Archiwum
Na ekranach artyści tańczą, fruwają, czołgają się, tłoczą i toczą, bo wystawa „Choreografia ciał” w Zachęcie dotyczy związków między sztukami wizualnymi a tańcem
Maria Brewińska, kuratorka Zachęty, w „Choreografii ciał" podjęła temat, który kolokwialnie mówiąc, wisiał w powietrzu. Chodzi o zacieranie granic pomiędzy zjawiskami plastycznymi a innymi dyscyplinami artystycznymi, a konkretnie – sztuki i tańca. Piętnastu autorów różnych nacji interpretuje rzeczywistość przy pomocy własnych lub cudzych sfilmowanych postaci.
Aż się zdziwiłam, że takiej wystawy nikt wcześniej nie zrealizował, przecież ten mariaż trwa od początku XX wieku. Od Baletów Rosyjskich i Diagilewa angażującego awangardowych artystów; od pomysłów Wacława Niżyńskiego, którego niesłychaną i szokującą w 1913 roku choreografię do „Święta wiosny" zrekonstruowano ćwierć wieku temu. Zainspirowało to Katarzynę Kozyrę do stworzenia instalacji zatytułowanej jak ten utwór Strawińskiego. Z tysięcy fotografii nagich ciał tancerzy, przybierających różne pozy zmontowała film animowany, który niejako zapowiadał obecną  ekspozycję: sztuka i taniec w jednym.
Przypomniałam sobie „Święto wiosny" oglądając „Bolimiorfię" Anety Grzeszykowskiej. Także filmowa animacja skonstruowana z mnóstwa zdjęć do dwóch zmiksowanych utworów –  „Bolera" Ravela i „Polimorfii" Pendereckiego (stąd tytuł). Zachwycające dzieło. Autorka wykorzystała własne gibkie ciało, wyćwiczone w szkole baletowej. Jej biała sylwetka na czarnym tle przyjmuje rozmaite pozycje w rytm muzyki. Co więcej – pod dyktando narastających dźwięków postać Grzeszykowskiej mnoży się na ekranie (jak instrumenty w „Bolerze"). Ze zmultiplikowanych figurek powstają najpierw układy regularne, by pod koniec ulec „degeneracji" i zamienić się dziwacznego stwora. W finale od monstra odrywa się pojedynczy element i zastyga w embrionalnie skulony kształt.
Teledysk „Weapon of Choice" także zawdzięcza surrealistyczny klimat montażowym trikom. Oto aktor Christopher Walken, grający znużonego biznesmena, pod wpływem porywającej muzyki Fatboy'a Slima zaczyna nerwowo podrygiwać, potem wpada w szaleńczy taneczny trans, wreszcie – w uniesienie. Dosłownie, bo fruwa w powietrzu. Wszystko to w pustych przestrzeniach w hotelu Marriott.
Klimat absurdu panuje w wideoklipie naszego duetu Niwea. Wojtek Bąkowski siedzi na krześle w nagiej kanciapie, śpiewając/recytując utwór„Tańcz!". Właściwie nie rusza się, tylko jego ciałem od czasu do czasu wstrząsają niezrozumiałe konwulsje. Powód? „Pokój", gdzie znajduje się artysta, został zaaranżowany w przyczepie. Ruch w kadrze jest jedynie efektem jazdy po ulicy.
Skoro o podróży mowa. Mieszkający we Włoszech Albańczyk Adrian Paci sfilmował przewrotny i smutny performance. Lotnisko, kilkadziesiąt ubogo odzianych mężczyzn zmierza ku schodkom prowadzącym do samolotu; wchodzą na stopnie. Tłumek powiększa się, ci na górze tłoczą się coraz bardziej. Kiedy kamera obejmuje dalszy plan, dostrzegamy, że schodki prowadzą do nikąd, żadnego samolotu nie ma. Tym razem choreografię zastąpił mało artystyczny układ ciał – nieprzyjemny ścisk. Paci, niedawny emigrant, opowiedział o losie innych ludzi zmuszonych zmierzyć się z podobną sytuacją.
Niepokojąco-groteskową wymowę ma również wideo „Podłoga z Bazylei" Anny Molskiej. Zdaje się – artystka jak mucha przesuwa się po ścianie, jęcząc „o Boże, o Jezusie kochany". W istocie czołga się po podłodze, tylko obraz został przekręcony o 90 stopni. Oto najprostsza  choreografia uzyskana montażem.
Wystawa czynna do 14 sierpnia
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA