fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Otwierając drzwi? – niezależna wystawa sztuki białoruskiej

Aleksiej Łuniew: „Wielokrotność”. Wystawa „Otwierając drzwi?” w Zachęcie czynna do 21 sierpnia
__Archiwum__
Niezależni współcześni artyści w Zachęcie
O sztuce sąsiadów wiemy znacznie mniej niż o polityce Aleksandra Łukaszenki. Pokaz w Zachęcie powstał dzięki litewskiemu kuratorowi Kęstutisowi Kuizinasowi i pierwszą odsłonę miał w Wilnie. To najlepsza rękojmia, że obraz białoruskiej sztuki nie jest propagandowo zafałszowany przez oficjalne władze. Więcej, pozwala obejrzeć prace artystów tworzących w kraju i za granicą – najczęściej w Niemczech lub Holandii.
W wystawie uczestniczy 20 twórców różnych generacji. Część z nich uprawia sztukę zaangażowaną lub krytyczną. Marina Napruszkina stworzyła ironiczną instalację-archiwum „Biuro antypropagandy" (przeniesioną z Frankfurtu) z fotografiami, plakatami i filmami sławiącymi reżim Łukaszenki. A na trawniku przed Zachętą uformowała kwietny klomb w kształcie logo KGB.
Siergiej Szabochin zainstalował wyborcze urny z napisami „tak" i „nie". Wrzucone do nich kartki trafiają do wspólnej przegrody. To przejrzysty komentarz „demokratycznych" wyborów na Białorusi.
Grafiki Władimira Ceslera i Siergieja Wojczenki pozornie nawiązują do ludowych makatek albo tanich obrazków (łuboków) z pchlego targu, a naprawdę opowiadają obrazkowe historie o Leninie, Krupskiej czy Rasputinie, przedstawionych w krzywym zwierciadle.
Artur Klinau prezentuje fotografie powstałych w Mińsku po wojnie reprezentacyjnych „pałaców" i placów w neoimperialnym stylu. Tytuł cyklu „Miasto słońca" nawiązuje do utopijnej idei socrealistycznej urbanistyki i architektury. Podobną wymowę ma instalacja Aleksandra Komarowa z makietą Pałacu Republiki w Mińsku – centrum ideologii i władzy zaprojektowanego w latach 60., a zbudowanego z poślizgiem w latach 80. i 90.
Autorzy wielu prac szukają dystansu wobec rzeczywistości w metaforycznych obrazach i znakach. A wówczas najważniejsze  pytania dotyczą tożsamości artystycznej, społecznej  i narodowej. Jak w filmie Maksyma Tyminki, w którym 50 białoruskich artystów i krytyków zgodziło się zaśpiewać w zgodnym chórze „Pięć lirycznych pieśni o fizyce". Albo w  ironicznej rzeźbie „Wielokrotność" Aleksieja Łuniewa ze zmultiplikowanymi zającami siedzącymi na równoważni. Komentarz objaśnia, że zajcziki to popularna nazwa białoruskiej waluty. Figury przypominają zunifikowanych żołnierzy w szyku, choć równocześnie poczucie równowagi w tej konstrukcji jest chwiejne. Anna Czkolnikowa wyłożyła całą podłogę jednej z sal galerii nierównymi betonowymi płytkami. Na tych „Wysokich wzgórzach" („High hills") trudno czuć się pewnie. Podobnie jak – sugeruje artystka – modelkom paradującym na wysokich obcasach po nowych mińskich chodnikach.
Wystawę w Zachęcie warto porównać z oficjalną prezentacją Białorusi na tegorocznym Międzynarodowym Biennale w Wenecji. To może wyjaśni, dlaczego nikt z uczestników pokazu w Warszawie tam się nie znalazł.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA