fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nieruchomości

Bez pieniędzy za ziemie odzyskane

Fotorzepa, Jak Jakub Dobrzyński
Nie będzie rekompensat od państwa za zwrot poniemieckich majątków. Nie zgodziły się na to rząd i sejmowe komisje
Z państwowego Funduszu Rekompensacyjnego, który wypłaca odszkodowania za utracone ziemie zabużańskie, nie będą mogli skorzystać właściciele znacjonalizowanych po wojnie nieruchomości, które w sądach odzyskują Niemcy.
Takie rozwiązanie przewidywał projekt ustawy o rekompensacie za zwrot niektórych nieruchomości przygotowany przez PiS. Nie wejdzie w życie, bo zaopiniowali go negatywnie: rząd, urzędy marszałkowskie oraz posłowie dwóch komisji – Skarbu Państwa i Finansów Publicznych. – Wielu obecnych właścicieli, głównie domów położonych na tzw. Ziemiach Odzyskanych, zobowiązanych zostało do zwrotu posiadanych nieruchomości. To są ogromne ludzkie tragedie – podkreśla pomysłodawczyni projektu posłanka PiS Iwona Arent.
Według projektu rekompensatę (80 proc. wartości zwracanego majątku) dostać miał właściciel nieruchomości, który stracił dom lub ziemię na podstawie prawomocnego orzeczenia sądu albo "jest zobowiązany do jej zwrotu" (np. na podstawie ksiąg wieczystych, w których urzędnicy, przejmując majątki po wojnie, nie zmienili właściciela).
Ustawa miała objąć tzw. pierwszych przesiedleńców, czyli osoby, które w latach 1944 – 1962 stały się właścicielami nieruchomości na mocy aktów nacjonalizacyjnych na obszarze Ziem Odzyskanych, byłego Wolnego Miasta Gdańska, Śląska i Opolszczyzny.
Jednak pomysł wzbudził poważne wątpliwości. Jakie? – Przede wszystkim wysokości rekompensat – mówi poseł Janusz Cichoń (PO). – Rekompensaty, które wypłacamy za ziemie zabużańskie, sięgają 20 proc., ale w wyniku problemu z waloryzacją właściciele otrzymują realnie 3 – 4 proc. wartości straconej nieruchomości. Gdybyśmy zgodzili się na 80 proc., byłaby to jawna niesprawiedliwość.
Cichoń podkreśla, że wysokie rekompensaty mogłyby prowadzić do patologii. – Mogłyby skłaniać właścicieli nieruchomości do kreowania fikcyjnych procesów i ugód, które będą sposobem na wyłudzenie pieniędzy z budżetu państwa – dodaje.
Przeciwko takiemu rozwiązaniu są też urzędy marszałkowskie, które musiałyby łożyć na ten cel (podobnie jak Skarb Państwa). – Poważną wadą projektu jest brak oszacowania liczby osób uprawnionych, co rodzi niebezpieczeństwo trudnych do przewidzenia wydatków – zaznacza poseł PO.
Arent odpowiada, że nie było to możliwe bez kompleksowej informacji z ksiąg wieczystych. – Ale najpierw należałoby uporządkować wszystkie księgi – mówi posłanka. – Chcieliśmy naprawić krzywdy wyrządzone aktami nacjonalizacyjnymi. Cóż, nie udało się.
Według Cichonia projekt był wadliwy także dlatego, że nie objął tzw. późnych przesiedleńców (zajęli domy opuszczone przez osoby, które wyjechały do Niemiec w latach 70. i 80.). – Tu groźba odebrania domu jest większa. Takich dramatycznych historii mieliśmy w ostatnich latach kilka – mówi.
Jedną z najgłośniejszych jest historia Agnes Trawny, która w połowie lat 70. wyjechała do  Niemiec, a kilka lat temu w polskich sądach wywalczyła zwrot ziemi w Nartach koło Szczytna.
Po wyjeździe Trawny gospodarstwo przeszło na rzecz Skarbu Państwa.
Od 1977 r. mieszkają tam dwie rodziny. Trawny wygrała w sądzie 191,5 tys. zł za ziemię i nakaz eksmisji rodzin. Muszą to zrobić do końca marca.
– Nie odpuścimy tych spraw. Państwo nie może bezczynnie przyglądać się takim sytuacjom – podkreśla Arent.
– Nie mówimy "nie". Ale zamiast iść w rekompensaty, warto pomyśleć o zmianie przepisów majątkowych. Tak, by obroną nowych właścicieli było samo zasiedzenie – kwituje poseł Cichoń.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA