fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Praca

Pochwała to silna motywacja

Corbis
Motywacją najczęściej są dla ludzi pieniądze. Ale i pochwała może wiele zdziałać. Tę wiedzę wykorzystują szefowie i menedżerowie. A powinni wszyscy. Chwaląc samych siebie - pisze Renata Mazurowska
Naukowcy z Japanese National Institute for Physiological Sciences zbadali, że równie skuteczną motywacją co pieniądze jest pochwała. Udowodnili, że na pochwały i na nagrody pieniężne nasz organizm (mózg) reaguje tak samo.
Profesor Norihiro Sadato podkreśla: nie oznacza to, że nagrody te wzajemnie się rekompensują. Pochwała bowiem zaspokaja przede wszystkim potrzebę przynależności. Akceptacja innych osób jest każdemu niezbędna do funkcjonowania w systemie społecznym (by przeżyć psychicznie). Pieniądze – do nabywania dóbr (by przeżyć fizycznie).
Pochwała – poczucie, że jest się docenionym – jest niedrogim a skutecznym motywatorem. Psychologia nazywa to wzmocnieniem.
Pochwała stymuluje kreatywność, dodaje energii, podnosi samoocenę, tworzy atmosferę współpracy, nadaje sens działaniu. Nawet twardziele, którzy utrzymują, że pochwał nie znoszą, potrzebują uznania. A najbardziej ci, którzy w stosunku do siebie są bardzo krytyczni, a nawet bezwzględni – bo wciąż szukają błędów, spraw do naprawienia, podwyższają sobie i innym poprzeczkę. Niechwaleni – sami też nie chwalą.
Z kolei ci, którzy pozwalają sobie na błędy, są zazwyczaj bardziej tolerancyjni dla innych. Okazując innym uznanie, też oczekują pochwały. Ale dlaczego tak bardzo wszystkich obchodzi, czy ktoś zostanie pochwalony czy nie?
Amerykański psychiatra Thomas A. Harris w swojej bestsellerowej książce „Ja jestem OK – ty jesteś OK” (Rebis, 2009 r.) stwierdził, że większość osób, nawet jeśli miała szczęśliwe dzieciństwo, w momencie gdy próbowała po raz pierwszy nadać sens życiu i światu, przybrała pozycję: ja nie jestem OK – to wy jesteście OK. Wy, czyli rodzice, wy – inni: którzy mogą głaskać, chwalić, dać poczucie bezpieczeństwa.
Harris dowodził: dziecko pozbawione niezbędnej stymulacji, kontaktu fizycznego w sensie psychicznym „umiera”.
Zatem każdy, kto dostarcza głasków (sygnałów zainteresowania), jest OK. To, czy wczesnodziecięce doświadczenia obejmowały głaski czy nie, decyduje o późniejszych zachowaniach w życiu.
Z dziecięcej postawy wynika kolejna: co mógłbym zrobić, by być dla was OK? Co zrobić, by zasłużyć na głaski? Może muszę lepiej się uczyć, być grzeczniejszy? Jak mam zadowolić rodziców, nauczycieli, a później – szefa?
Jako dzieci nie mieliśmy podstaw ani narzędzi, by kwestionować to, w jaki sposób traktowali nas dorośli. Ta wyuczona w dzieciństwie postawa sprawia, że wiele osób również dziś jest gotowa spełniać oczekiwania innych, czekając w zamian na uznanie, podwyżkę, pochwałę, awans.
– Studia, kursy, szkolenia są kolejnym miejscem, w którym nam mówią, co mamy robić – przekonuje „Rz” Paweł Droździak, psycholog i psychoterapeuta. – To jest dla wielu, i kobiet, i mężczyzn, bezpieczniejsze, niż samemu przedzierać się przez „dżunglę”, jaką się jawi życie zawodowe. Znam mężczyznę, który stwierdził: „Zrobiłem doktorat i bym chciał, żeby to ktoś wreszcie docenił, niech to ktoś zauważy! ”.
Czy potrzeba otrzymywania głasków zależy od płci? – Wszyscy szukamy docenienia, akceptacji. Osoby o bardziej twardym, nazwijmy to męskim, podejściu nie wnikają, ile mają kursów, idą i działają – twierdzi Droździak. – Podmiot „męskoosobowy” powie raczej: „Mnie nie interesuje, co powiedzą o mnie inni. Ja załatwiam swoją sprawę”.
Jednak wiele osób stale czeka (w głowach) na kogoś, kto rozdaje oceny. Bo tak zostały ukształtowane przez system – rodziców, szkołę. Więc się starają, żeby usłyszeć: „Świetnie, wyszło ci, masz piątkę”. Tyle tylko, że już nie są dziećmi. Wyszły ze szkoły, a wciąż chcą dostawać piątki.
Nie jest łatwo pozbyć się chęci dostawania głasków – każdy ich pragnie w różnym stopniu. Na szczęście jako osoby dorosłe możemy też dostarczać ich sobie sami.
Aby zmienić swój życiowy skrypt, trzeba zmienić opisaną przez Harrisa postawę „Ja nie jestem OK – to wy jesteście OK” na najbardziej pożądaną: „Ja jestem OK – wy jesteście OK”. Jak? Świadomie. Ta postawa, w przeciwieństwie do pozostałych, nie jest oparta na emocjach, lecz na myśleniu, wierze i działaniu. Można ją osiągać poprzez decyzję, dokonując wyboru, a nie poddając się odczuciom. Cierpliwie zbierać doświadczenia: jestem w porządku taki, jaki jestem. Bez zabiegania o uznanie innych. Nie dlatego, że nam nie zależy, ale dlatego, że nasze życie od tego już nie zależy. To wielka różnica.
Uwalniając się od lęku, „co ludzie powiedzą”, można iść własną drogą. Bezpieczeństwo nie zależy już od rodziców, nauczycieli, ale od nas samych. Chwalmy się zatem sami i sami wyznaczajmy sobie nagrody. A gdy już kto inny nas pochwali, przyjmijmy to z przekonaniem, że ta pochwała nam się należy. Po prostu, a nie dlatego, że na nią zasłużyliśmy i ktoś ma prawo tak uznać.
– Dopóki sami w sobie nie znajdziemy źródła satysfakcji, czekać będziemy na głaski z zewnątrz – przekonuje Paweł Droździak.
[ramka][srodtytul]Jak chwalić[/srodtytul]
[ul]Nie należy mieszać pochwały z krytyką („świetnie wykonałeś to, ale tamto ci nie wyszło”). [/ul]
[ul]Komunikat werbalny musi być spójny z niewerbalnym: należy patrzeć w oczy osobie, którą chwalimy, mówić zdecydowanie, z akceptacją, nie obracać pochwały w żart, bo intencje nie zostaną zrozumiane. [/ul]
[ul]Należy chwalić jak najszybciej po zdarzeniu.[/ul]
[ul]Trzeba chwalić publicznie.[/ul] [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA