Historia

Jak grom z jasnego nieba

Cesarz Karol I wizytuje żołnierzy Polskiego Korpusu Posiłkowego
Archiwum „Mówią wieki”
13 lutego 1918 roku rozeszła się wśród legionistów wieść o zawartym 9 lutego traktacie brzeskim między państwami centralnymi a Ukraińską Republiką Ludową, w myśl którego Ukrainie miały przypaść Chełmszczyzna i część Podlasia. II Brygada postanowiła zerwać z Austro-Węgrami.
Rozejm, który państwa centralne zawarły z Rosją sowiecką 15 grudnia 1917 roku, całkowicie zmienił sytuację na froncie wschodnim. Zmianę tę odczuł również Polski Korpus Posiłkowy (obejmujący w zasadzie II Brygadę Legionów), który został przesunięty na bukowiński odcinek frontu pod Czerniowcami i przekazany dowództwu 3. armii austro-węgierskiej. W toku ożywionej wymiany handlowej i rozmów z żołnierzami rosyjskimi, z którymi teraz utrzymywano półjawne kontakty, legioniści coraz więcej dowiadywali się o przemianach w Rosji. Wieści o tworzonych tam korpusach polskich, przesadzone informacje na temat ich liczebności oraz panującej w ich szeregach politycznej swobody elektryzowały żołnierzy, dla których dalsza służba dla Austro-Węgier stawała się coraz większym ciężarem. Aby zapobiec tym kontaktom, Armee Oberkommando, czyli najwyższe dowództwo austriackie, zdecydowało się przenieść Brygadę do Mamajowiec, oddalając ją od Rarańczy. Austriacy zamierzali przywrócić dyscyplinę, organizując legionistom intensywne szkolenia obejmujące m.in. zdobywanie ufortyfikowanych pozycji nieprzyjaciela.
Zaordynowane szkolenia nie mogły poprawić nastrojów żołnierzy, nieufnie odnoszących się do Austrii, a do tego dotkliwie odczuwających osamotnienie po kryzysie przysięgowym i aresztowaniu Piłsudskiego, którego ich dowództwo nie poparło. Wizytacja Brygady przez cesarza Karola I w połowie stycznia 1918 r. nie wzbudziła entuzjazmu. Szerzyło się poczucie beznadziei, paraliżujące wolę dalszego trwania z bronią w ręku do końca wojny, nie wierzono już, że może to wpłynąć na sprawę polską. Mimo to formacja zachowała swój wysoki potencjał bojowy. Ówczesna struktura II Brygady przedstawiała się następująco: 2. pp ppłk. Michała Żymierskiego, 3. pp mjr. Józefa Zająca, pułk artylerii mjr. Włodzimierza Zagórskiego w Stryju, ośrodek uzupełnień w Bolechowie pod dowództwem płk. Władysława Sikorskiego. [wyimek]Zdradliwie do nas uśmiechnięta Austria i brutalne Prusy za zboże ukraińskie sprzedały hajdamakom nasze męczeńskie Podlasie
Józef Panaś, Rarańcza-Huszt-Marmaros-Sziget, Lwów 1928.[/wyimek] Do legionistów nie docierały żadne szczegóły toczonych w Brześciu Litewskim (późniejszym Brześciu nad Bugiem) negocjacji pokojowych między przedstawicielami państw centralnych i Rosji. 13 lutego 1918 roku jak grom z jasnego nieba spadła na legionistów wieść o zawartym 9 lutego traktacie brzeskim między państwami centralnymi a Ukraińską Republiką Ludową, w myśl którego Ukrainie miały przypaść Chełmszczyzna i część Podlasia. Obawiano się dalszych cesji, szczególnie oddania Lwowa i wschodniej Galicji. [srodtytul]Przedrzyjmy się przez linię frontu![/srodtytul] Wydarzenia nabrały tempa. Brak informacji na temat polskich korpusów w służbie Rosji dowodzonych przez gen. Józefa Dowbora-Muśnickiego i gen. Eugeniusza de Henninga-Michaelisa, jak i polskich oddziałów na froncie rumuńskim, wreszcie sprzeczne doniesienia z Rosji nie powstrzymały żołnierzy przed desperackim ruchem. Ponadto dowództwo legionowe nie zdawało sobie sprawy z austriackich i niemieckich przygotowań do ofensywy. Mimo niepewności co do tego, jak zostaną przywitani w Rosji, większość oficerów II Brygady opowiadała się za przebiciem się na stronę rosyjską i szukaniem kontaktu z polskimi formacjami. Pułkownik Józef Haller miał jednak uzasadnione obawy o demoralizujący wpływ przemian w Rosji na stan dyscypliny swoich żołnierzy, toteż wcześniej nie zdecydował się na wysłanie łącznika celem nawiązania kontaktu z formacjami po tamtej stronie frontu. Ksiądz Panaś rozmawiał z polskimi dezerterami z armii rosyjskiej, opowiadającymi o oddziałach Dowbora i korpusie de Henninga-Michaelisa w Mohylewie nad Dniestrem, odległym od II Brygady o 150 km. Haller nie wierzył w te rewelacje, zakazał nawet rozpuszczania informacji o polskiej formacji tworzącej się w pobliżu, „bo naprawdę gotów jakiś wariat na własną rękę tam się wybrać, a legiony i tak są już skompromitowane przez kontakt z bolszewikami na froncie”. 13 lutego podczas obiadu w kasynie 2. pp ppłk Michał Żymierski zaproponował przedarcie się przez front jako planową akcję całej brygady. Następnego dnia wspólnie z kpt. Romanem Góreckim opracowali plan przedsięwzięcia. Rankiem 14 lutego odbyła się msza żałobna za duszę zmarłego niedawno, popularnego wśród żołnierzy mjr. Mężyńskiego. Ksiądz Józef Panaś wygłosił dramatyczne kazanie, podczas którego zerwał ze swojej piersi odznaczenia austriackie i rzucił je na posadzkę w proteście przeciw traktatowi brzeskiemu. Dowódca Polskiego Korpusu Posiłkowego gen. Zygmunt Zieliński wierzył, że jedynie lojalność wobec Austro-Węgier może zmienić sytuację Polski. Starał się tonować nastroje oficerów, czekając na reakcję Rady Regencyjnej. Uważał, że wojsko nie powinno angażować się w politykę, lecz w zaistniałej sytuacji myśleć tylko o honorowym samorozwiązaniu. Jego zdanie podzielał dowódca artylerii mjr Włodzimierz Zagórski. Krążyły też pogłoski, że austriackie dowództwo chciało przerzucić II Brygadę na front rumuński. Wiadomość tę podał ks. Panaś, lecz nikt nie chciał w to wierzyć. Później znalazł się dowód na te zamiary Austriaków, kiedy chorąży Józef Gumiński, pełniąc służbę na poczcie, przechwycił zaszyfrowany rozkaz zapowiadający użycie formacji w tamtejszym teatrze wojennym. W tej sytuacji 14 lutego zwołano walne zebranie oficerów 2. i 3. pp. Podczas dyskusji chorąży Hartleb zaproponował napisanie listu protestacyjnego do cesarza Karola. Pułkownik Haller przychylił się do tej myśli, proponując wydanie odezw do narodu polskiego i austro-węgierskiego monarchy. Sformułowano cztery zupełnie odmienne plany: 1) opanowanie zagłębia naftowego i połączenie się z płk. Sikorskim w Bolechowie, 2) marsz na Lwów, 3) przejście przez front i połączenie się z oddziałami gen. Dowbora-Muśnickiego, 4) pójście z państwami centralnymi (myśl Hallera) w głąb Rosji, a potem przejście do Muśnickiego. Jeden z oficerów przyniósł wieść, że na 18 lutego w całej Polsce zaplanowano masowe demonstracje przeciwko decyzjom z Brześcia. Akcja Brygady mogła w tej sytuacji zyskać olbrzymi rozgłos. Zdecydowano się ostatecznie na przejście frontu pod Mamajowcami. Przedarcie się do ogarniętej anarchią Rosji dawało perspektywę połączenia się z polskimi oddziałami. Przerażała jednak wizja operowania w obcym kraju, bez żadnego kontaktu z korpusem Dowbora-Muśnickiego. Wieczorem uzgodniono szczegóły planu: zrezygnowano z marszu przez Mamajowce jako zbyt odległe od linii frontu na rzecz Rarańczy i przebicia się w kierunku Rokitny. Akcję należało przeprowadzić możliwie szybko i z zaskoczenia, by dowództwo austriackie w Czerniowcach nie zdążyło zareagować. Odcinek był rozpoznany, szosa aż do samej Rarańczy nie pozwalała się zgubić. O świcie 16 lutego planowano już być po rosyjskiej stronie. Spiskowcy z żalem zrezygnowali z włączenia do akcji polskich pułków w armii austriackiej – 113. i 13. pp. Mogłoby to opóźnić wymarsz o cały dzień, a ich kadry oficerskie były niepewne. Sztab PKP składał się z przydzielonych do służby w legionach oficerów austriackich, których postawa również nie była do końca przewidywalna. [wyimek]W mózgach zaczyna się palić. Świadomość bezczynności Rady Stanu i odosobnienia Brygady potęguje gorącość krwi Mieczysław Boruta-Spiechowicz, Działania pod Rarańczą, [w:] Rarańcza. Zbiór opracowań w 15-lecie czynu zbrojnego, nakładem reprezentacji II Brygady Legionów Polskich, Warszawa 1933[/wyimek] Rozkaz operacyjny wypracowany na odprawie u mjr. Zająca został zaakceptowany przez brygadiera Hallera, nie przedstawiono go jednak dowódcom batalionów i kompanii. Postanowiono zabrać jak najmniej taborów. Na tym tle pojawił się spór między oficerami – Zagórski chciał przerzucić cały sprzęt, a mjr Zając optował za zabraniem wyłącznie ludzi i koni, w końcu jednak Zagórski postawił na swoim. Tuż przed wymarszem zamierzano zniszczyć połączenia telefoniczne w Sadogórze, łączące generała Kossaka z węgierską 2. Dywizją Kawalerii w Starej Żuczce. Nocą wymieniano konie i przygotowano zaopatrzenie. [srodtytul]Marsz w bezksiężycową noc[/srodtytul] 15 lutego 1918 roku po południu rozdano żołnierzom amunicję i żywność. Ppłk Żymierski polecił kpt. Góreckiemu aresztować niepewnych oficerów z gen. Zielińskim na czele. Gdy Górecki wkroczył do kancelarii, dowódca PKP próbował popełnić samobójstwo, jednak powstrzymano go. Aresztowano dr. Rogalskiego, mjr. Ganczarskiego, kpt. Pomazańskiego, Czechów – weterynarza Brygady Postolkę i poczmistrza Biera. Dla wielu oficerów akcja ta równała się zdradzie. Ksiądz Panaś tak to tłumaczył: „Nic dziwnego. Długoletnia służba jak obroża wżera się w ciało człowieka i niełatwo jest pozbyć się tej obroży”. Aresztowanych szybko jednak zwolniono – przeważyło powszechne odczucie doniosłości chwili. O godzinie 16 oddział por. Stawarza obezwładnił austriacką obsługę dział na pozycjach pod Rarańczą. Wymarsz rozpoczął się o 18, po zachodzie słońca. Wcześniej – o 15 – miała ruszyć artyleria z Kocmania, a oddziały z Łużan, Mamajowic i Sadogóry wyruszyły o 20. Zadaniem zgrupowania było zajęcie pozycji do ataku na austriackie pozycje pod Rarańczą przed godziną 23. Było chłodno, na polach leżał szron, noc była bezksiężycowa. II Brygada uformowana w kolumny cicho posuwała się drogą. O 19.30 na drogę w Łużanach wyjechały obładowane tabory II Brygady. Nie paliły się żadne światła. Ksiądz Panaś konno ruszył przodem. Brygada wzięła ze sobą cały swój dobytek: „Byliśmy na tyle naiwni, że zabieraliśmy całą ciężką kasę, zaprzęgając do wozu cztery konie – zamiast po prostu zabrać całą mamonę i szybko ruszać w świat” – wspominał Panaś. Tymczasem Austriacy już od kilku godzin wiedzieli o polskich planach. O 15.30 poinformowany przez wieśniaczki komendant żandarmerii meldował o dziwnych marszach taborów legionowych eskortowanych przez uzbrojonych legionistów, którym wcześniej wydano amunicję i żywność. Kobiety już ok. 14 doniosły o marszu legionistów do Rosji, to samo rozpowiadać mieli Czesi Postolka i Bier, lecz komendant żandarmerii w Czerniowcach potraktował to jak plotki. Spływały także meldunki o uszkodzeniach połączeń telefonicznych i kolejowych, korespondencja legionistów czytana przez żandarmów sugerowała przygotowania do jakiejś akcji. Legioniści także nie zachowali specjalnej dyskrecji: austriaccy wywiadowcy podsłuchiwali ich rozmowy, a sierżant legionowy w Oberscheroutz wprost zeznał, że Brygada „zamierza przedrzeć się do Moskali”. Wobec tego zadziwia bierność Austriaków, którzy spokojnie do godziny 22 zajmowali się lokalizowaniem przerwanych połączeń telefonicznych. Jedynym wytłumaczeniem może być skuteczność polskiej dezinformacji – Haller zarządził nocne ćwiczenia z udziałem artylerii i kompanii saperskich. Dopiero po godzinie 22 gen. Kossak wydał rozkaz zatrzymania polskiej formacji. Wysłał gen. Schillinga, który miał nawiązać kontakt z dowódcą Polskiego Korpusu Posiłkowego gen. Zielińskim i nakłonić do zaprzestania akcji. Przeciwko Brygadzie skierował dwie dywizje piechoty (5. i 36.), dwie dywizje kawalerii (2. i 6.) oraz 52. pp z 16. dywizji. Austriacy chcieli okrążyć Polaków, zapędzić ich do lasów na wschód od Rarańczy i siłą rozbroić. Na skraju wsi Mamajowce polskim taborom na spotkanie wyjechał samochód z austriackimi żołnierzami pod komendą kpt. sztabu generalnego Baleanu. Baleanu wysiadł i zapytał legionistów, dokąd się wybierają. Dowiedziawszy się prawdy, wyjął rewolwer i wezwał do oddania broni. Wówczas ks. Panaś dopadł go i zdzielił w twarz szpicrutą, wołając do reszty, by rozbroiła nieprzyjaciela. Zdobyto dwa samochody, rewolwery, karabiny i ckm. Na pytania zaszokowanego Baleanu, jakim prawem się go aresztuje, ks. Panaś miał powiedzieć po polsku, że teraz legioniści prowadzą wojnę z Austrią i Prusami. Spotkanie z patrolem automobilowym nastąpiło z powodu niewykonania zadania przez kompanię techniczną kpt. Hellmana, która już o 9 rano miała wysadzić w powietrze most od strony Czerniowiec, by uniemożliwić atak z drugiego brzegu Prutu. Zaniedbanie zniszczenia przez nią torów kolejowych na trasie Sadogóra – Czerniowce również miało fatalne skutki dla całej akcji. Kolumna spokojnie przejeżdżała przez zatopioną w ciemnościach Żuczkę, nieniepokojona przez węgierskich huzarów, którzy w swoich kwaterach grali w karty. Nawet posterunki alarmowe przepuściły Polaków. [srodtytul]Rozpoczyna się walka[/srodtytul] Tymczasem o 22 do Sadogóry wkroczyło czoło II Brygady. Miało tam nastąpić spotkanie z artylerią, jednak nie dotarła ona na czas, a nie można już było czekać. Do pierwszego starcia z Austriakami doszło o 23.30. Austriacki oficer próbował skłonić Polaków do kapitulacji, rozmowę przerwał jednak dowódca polskiego batalionu ppor. Boruta-Spiechowicz, który strzelił mu z pistoletu prosto w twarz. W walce wzięła udział 9. kompania ppor. Henryka Dobrzańskiego, późniejszego „Hubala”. Polacy zdobyli cekaemy, rozbijając dwa bataliony 53 pp. Do niewoli wzięto ok. 300 Austriaków. Trzeci batalion odparto ogniem zdobycznych karabinów maszynowych. Austriacy skoncentrowali się na taborach, uderzając na nie z boku. Początkowo odparł ich dowodzący strażą tylną kpt. Zabdyr, brawurowo nacierając na bagnety. Haller liczył jeszcze na dotarcie artylerii, więc na krótki czas wstrzymano kolumny. Później 2. i 3. pp stoczyły jeszcze zwycięski bój na bagnety w samej Rarańczy, pokonując oddział austriacki zabarykadowany w cerkwi. [wyimek]Z powodu haniebnej zdrady, jakiej dopuściły się Austria i Niemcy wobec swojego tzw. sojusznika, jakim miała być Polska... Z listu Józefa Hallera do cesarza Wilhelma, w którym zwracał Krzyż Żelazny.[/wyimek] Marsz taborów od godziny 22 napotykał same kłopoty. Najpierw natknięto się na przysłanego przez austriackie dowództwo gen. Schillinga, brutalnego inspektora Brygady. Na polecenie krewkiego ks. Panasia pochwycono go i rozbrojono, legioniści chcieli wyrównać rachunki i go na miejscu powiesić. Nagle Austriacy wprowadzili na pole bitwy nową broń. Ksiądz Panaś wspominał: „Na torze kolejowym zjawił się nagle jak potwór wyłaniający się z otchłani nocy pociąg pancerny i po porozumieniu z obsadą kolejową budki zamienioniej na blokhauz rozpoczął na nas ogień z karabinów maszynowych”. Kapłan wraz z aptekarzem Hommem poprowadzili atak na pociąg. Ppor. Marek obrzucił pociąg granatami, po krótkiej wymianie strzałów pociąg cofnął się. Około 22.45 kolumna taborowa zatrzymała się w oczekiwaniu na ogień własnej artylerii. Działa milczały, a teren niespodziewanie rozświetliły austriackie rakiety, ułatwiając celowanie załodze pociągu pancernego, który ponownie nadjechał. Odezwały się także działa austriackie, od ich pocisków zginęła połowa koni II Brygady, pozostałe w panice się rozbiegły. Żołnierze rzucili się na ziemię, chowając się za przewróconymi wozami i trupami koni. O godz. 1 w nocy piechota legionowa ruszyła dalej, rezygnując z czekania na tabory, które przeżywały prawdziwy dramat, biorąc na siebie cały impet ataku Austriaków. Dowódca taborów kpt. Hieronim Przepliński rozkazał porzucić wozy i maszerować dalej tylko z końmi. Potem jednak zmienił zdanie i kazał swoim ludziom wrócić po wozy. Te sprzeczne rozkazy umożliwiły Austriakom odcięcie taborów od piechoty z pomocą pociągu pancernego, a następnie ich otoczenie. Na polu bitwy pojawiły się szwadrony zaalarmowanej kanonadą 2. dywizji Honvedu. Noc przemieszała żołnierzy obu stron. Legioniści błądzili po okolicy, próbując zorientować się, gdzie jest główne zgrupowanie. Po północy ks. Panaś na czele jednej z grup ruszył w kierunku rakiet, które – jak sądził – wystrzeliwali piechurzy będący już po rosyjskiej stronie. Zostali jednak odcięci przez austriacką tyralierę, która zmusiła Polaków do powrotu na szosę do strzaskanych taborów. Wreszcie oddział austriackiej piechoty na czele z czeskim oficerem zmusił ich do poddania się. Ksiądz Panaś miał mu powiedzieć: „Po trzygodzinnej walce – powiadam mu – zdobywacie trupy końskie kolumny sanitarnej, paru rannych sanitariuszy, paru piekarzy, a nadto księdza, sanitariuszkę i pół miliona koron, które znajdują się gdzieś tutaj w kasie”. Słowa wywarły pożądane wrażenie, bo Austriacy rzucili się do rabunku, a ksiądz wraz z kilkoma legionistami i sanitariuszką Jadwigą Kossowską próbowali zdobyć samochód, by przedostać się nim do Sadogóry, a potem za Dniestr. Jednak o świcie zatrzymał ich patrol 13. krakowskiego pp. Austriacy sądzili, że mają przed sobą całe główne zgrupowanie legionów. Do niewoli dostał się gen. Zieliński i kpt. Górecki. Lutowy świt zastał Polaków z obawą oczekujących na sąd polowy. [srodtytul]Legioniści intonują „Rotę”[/srodtytul] Tymczasem główne zgrupowanie przebijało się naprzód. Od okopów austriackich Polaków dzieliło już tylko 5 km, od linii rosyjskich – 7 km. Boruta-Spiechowicz wspominał: „Noc stała się zupełnie czarna, a maszerujący żołnierze, oślepieni rakietami austriackimi, obładowani zapasami amunicji i żywności, jak ołowiane bryły walą się do tych jam, często przygniatani towarzyszami śpieszącymi za nimi; z porządku kolumny marszowej nie pozostaje ani śladu. Silniejsi idą na przedzie, jak przy wyścigu, słabsi za nimi. [...] Świt w granicach okopów austriackich czy międzypolu – to klęska”. Ludzie byli śmiertelnie zmęczeni – w nocy pokonali ponad 30 km. Orientacja na własnym terenie (wcześniej budowali tu umocnienia) pomogła znaleźć przejścia w drutach kolczastych. Legioniści obawiali się zasadzki w okopach. Tuż przed świtem mjr Żymierski kazał brygadzie zatrzymać się i wysłać przodem zwiad. Dowódcy kompanii uzbrojeni w rewolwery podpełzli do rowów i stwierdzili, że są puste. Legioniści zaczęli przechodzić przez druty i rozchodzić się na ziemi niczyjej, każdy na własną rękę próbował jak najszybciej wydostać się ze strefy zagrożenia. Teren zaczęły oświetlać austriackie reflektory, ułatwiając celowanie obsadom cekaemów. Rannych legionistów zostawiano na polu bitwy. O brzasku podniosły nastrój chwili sprawił, że legioniści zapomnieli o swoim bezpieczeństwie, intonując na międzypolu „Rotę”. Wraz ze świtem austriacka artyleria rozpoczęła ostrzał szrapnelami, zadając straty 3. pp. Legioniści, wymachując białymi chusteczkami, przeszli rzeczkę Rokitniankę, kierując się wprost ku rosyjskim pozycjom. Tabory i działa pozostały za linią frontu. Eskorta taborów desperackimi szturmami na bagnety odpierała kolejne ataki. Austriacki pierścień zacieśniał się, tabory znalazły się pod ogniem dział i karabinów maszynowych. Po północy przejście przez linię frontu stało się już niemożliwe – okopy obsadzili żołnierze ppor. Spiegelfelda i płk. Filipescu, którzy wyłapywali okrążone resztki II Brygady. Aresztowani legioniści zostali wywiezieni do obozów w Huszt i więzienia w Marmaros-Sziget. Piechota II Brygady zdołała się przebić w liczbie 1500 szeregowych i 100 oficerów – łącznie przeszły w komplecie dwa pułki, 18 kompanii piechoty, 6. kompania cekaemów, 2. i 3. kompania techniczna, kompania saperska oraz oddziały szturmowe. Każdy miał przy sobie najwyżej 100 naboi i czterodniową porcję żywności. II Brygada straciła 16 zabitych, Austriacy zaś 11 żołnierzy (w tym jednego oficera, kpt. Steina), rany odniosło 42 żołnierzy austro-węgierskich, którzy często strzelali do siebie nawzajem w ciemnościach. Wywiad austriacki utrzymywał, że przez front przebiło się 400 Polaków, lecz rozbroili ich bolszewicy i odprowadzili do Chocimia. Rarańcza była aktem wojny wydanym przez polskich żołnierzy Austrii, podobnie jak później bitwa pod Kaniowem była wstępem do wojny z Niemcami. Pułkownik – a wkrótce generał – Haller przeszedł na stronę ententy. 14 lutego odesłał austriackiemu cesarzowi Karolowi I ordery Signum Laudis i Żelazną Koronę, cesarzowi Wilhelmowi zaś – Krzyż Żelazny. W wydanej 15 lutego odezwie do narodu Haller tłumaczył cele II Brygady: „W tej chwili ciężkiej, która naród cały w jedno skupiła ciało, ślubujemy, że sztandaru walki nie opuścimy, że broni nie złożymy, aż naród cały krzywdą haniebną zjednoczony i z uśpienia zbudzony własnymi swymi siłami dźwignie gmach swego wolnego narodowego państwa w takiej granicy, która mu żyć i rozwijać mu się pozwoli. Żołnierski obowiązek kazał nam iść tam, gdzie powstaje polska siła zbrojna, skoro w kraju dlań możność budowania armii polskiej ustała. Rozmieszczone na Bukowinie oddziały Legionów Polskich z dowództwem Korpusu Posiłkowego na czele przeszły granice, aby dążyć do połączenia z polskimi siłami wojskowymi po tamtej stronie frontu”. [srodtytul]Co dalej?[/srodtytul] W Warszawie wieść o Rarańczy wprawiła w osłupienie Radę Regencyjną, która oceniła czyn Hallera jako czyste szaleństwo. De facto było to wypowiedzenie wojny sojusznikom. Z dezaprobatą powitano również jego odezwę do narodu. Austriacy wkrótce aresztowali płk. Władysława Sikorskiego za deklarację solidarności z Hallerem, którą przekazał Kołu Polskiemu w parlamencie w Wiedniu. [wyimek]Przecież ci chłopcy idą na pewną śmierć z głodu, z ręki bolszewików, a potem choćby połączyli się z Muśnickim, to przecież on musi iść z Niemcami, więc tą drogą wpadną tam, skąd chcieli uciec [...] Przyczyną nieszczęścia jest więc Haller, ten bohater narodowy [...] całe lata pracy jednym zamachem mętnej głowy Hallera przekreślone Były prezes Naczelnego Komitetu Narodowego Władysław Leopold Jaworski o akcji pod Rarańczą.[/wyimek] Wiadomość o przejściu frontu przez Brygadę Karpacką rozeszła się błyskawicznie w Królestwie i Galicji, wszędzie wywołując wzrost patriotycznych nastrojów. Galicyjskie dworce kolejowe zostały zasypane odbitkami odezwy Hallera, odczytywano je podczas manifestacji we Lwowie. Haller podkreślał, że wojska PKP za linią frontu podporządkowały się władzy Rady Regencyjnej. Pojawiały się też jednak głosy potępienia całej akcji. Naczelny Komitet Narodowy nazwał Hallera „słabą głową polityczną”. Piłsudczycy zareagowali pozytywnie, uważając, że w ten sposób Haller, Zagórski i Żymierski odkupili winę za swoją bierną postawę podczas kryzysu przysięgowego. W II Brygadzie nastąpił moment decyzji co dalej. Spodziewano się, że Rada Regencyjna poda się do dymisji. Haller planował połączenie z korpusem de Henning- Michaelisa i obsadzenie linii Bugu, nie pozwalając się rozbroić. Żymierski wolał nawiązać kontakt z I Korpusem Dowbora i zaszyć się na Polesiu, oczekując tam na koniec wojny. Ciekawa była reakcja bolszewików na wiadomość o Rarańczy – propaganda ukazała II Brygadę jako „rewolucyjną polską brygadę z armii austriackiej”. Została ona nawet wciągnięta na etat byłej rosyjskiej 7. Armii. [srodtytul]Nowi sojusznicy[/srodtytul] W siedzibie ewakuowanych z Bukaresztu poselstw i misji wojskowych ententy w Jassach wysłannicy płk. Hallera nawiązali kontakt z przedstawicielami aliantów, skłaniając ich do wydania 6 marca 1918 roku deklaracji uznającej za jeden z celów wojennych koalicji odzyskanie niepodległości przez Polskę złożoną z ziem z trzech zaborów z dostępem do morza. Zgrupowanie Hallera dołączyło do trzech operujących wówczas w Rosji polskich formacji: I Korpusu Polskiego gen. Dowbora-Muśnickiego na Białorusi, II Korpusu gen. Jana Stankiewicza w Besarabii i III Korpusu gen. Eugeniusza de Henninga-Michaelisa. 6 marca 1918 w Sorokach Brygada Karpacka połączyła się z II Korpusem Stankiewicza i przestała istnieć jako samodzielna formacja legionów polskich. II Korpus, już pod dowództwem gen. Hallera, rozpoczął swoją rosyjską epopeję, do maja 1918 r. wiążąc znaczne siły niemieckie, którym jako jedyna polska formacja w Rosji stawił zbrojny opór. Przegrana z Niemcami bitwa pod Kaniowem 11 maja 1918 roku była jedynym honorowym wyjściem z sytuacji bez wyjścia, jaka zapanowała na Ukrainie po objęciu jej okupacją państw centralnych. Pozbawiony żywności i amunicji II Korpus zakończył swe istnienie, w dużej części unikając niemieckiej niewoli dzięki szybkiemu rozproszeniu się. Później ok. 2000 żołnierzy polskich zbiegłych spod Kaniowa stało się zalążkiem polskich formacji w Murmańsku, na Kubaniu i na Syberii. Sam gen. Józef Haller pod pseudonimem Mazowiecki w przebraniu przedostał się do Moskwy, a stamtąd pociągiem do Murmańska, skąd dzięki pomocy wojsk koalicji odpłynął do Francji. W 1919 roku wrócił do Polski opromieniony sławą dowódcy błękitnej armii, w której służyli także jego podkomendni jeszcze z II Brygady. Przywiózł ze sobą odznaczenie Croix de Guerre, które otrzymał z rąk francuskiego marszałka Philippe Petaine’a za długotrwałe związanie operacyjne sił nieprzyjaciela na Ukrainie w czasie decydujących dla wojny niemieckich ofensyw we Francji między marcem i majem 1918 roku. W ten sposób Rarańcza i Kaniów stały się symbolami polskiego wkładu w zwycięstwo koalicji nad Niemcami i Austro-Wegrami i wywarły wpływ na decyzje w sprawie polskiej podczas paryskiej konferencji pokojowej. [srodtytul]Proces i łaska cesarza[/srodtytul] W czasie gdy w Rosji trwała epopeja hallerczyków, za linią frontu rozgrywał się dramat 5500 żołnierzy II Brygady, którzy nie zdołali się przedrzeć. Jeńcy zgromadzeni w Nowej Żuczce spodziewali się egzekucji – na miejsce przyszli saperzy z łopatami do kopania grobów. Ponure oczekiwania nie spełniły się jednak. 19 lutego Austriacy wsadzili legionistów do pociągów. Ich odjazd z Łużan stał się okazją do patriotycznej manifestacji, ludzie wiwatowali na ich cześć, do wagonów wrzucano żywność i gazety. Część żołnierzy skierowano na Węgry, 2500 z nich wcielono do armii austriackiej i wysłano na front włoski. Następnego dnia pociąg przybył do Huszt. Najważniejsze obozy jenieckie dla Polaków znajdowały się poza tym w Bustyahaza, Dulfalva, Szeklencze, Taraczkös, Talaborfalva. 28 maja 1918 roku więźniów przerzucono do okręgowego więzienia w Marmaros Sziget. Wkrótce rozpoczął się proces 91 oficerów i 25 podoficerów i szeregowców. Zarzucono im zbrodnię przeciwko siłom zbrojnym monarchii, zbiorowy spisek i bunt, dokonanie mordu na austriackich żołnierzach oraz dezercję. Najciężej obwiniono kpt. Romana Góreckiego, mjr. Włodzimierza Zagórskiego, ks. Józefa Panasia. Obrońcami zostali dr Kwieciński, dr Tadeusz Dwernicki, Herman Lieberman i Natan Loewenstein. Publiczna rozprawa sądowa rozpoczęła się 8 czerwca. Oskarżycielem był kpt. Włodzimierz Ustianowicz, oficer ukraińskiego pochodzenia, który domagał się kary śmierci dla 102 legionistów – obywateli austriackich oraz 20 lat więzienia dla 20 legionistów z Królestwa Polskiego. Polscy adwokaci oskarżali Austrię, głośne były wystąpienia Hermana Liebermana dwukrotnie protestującego przeciwko ograniczaniu jawności procesu i szykanom władz austriackich wobec obrońców i sprawozdawców prasowych, nazwał traktat brzeski „bezprawnym gwałtem”. Oskarżeni symbolizowali polską walkę o niepodległość, przeciwko której władze Austro-Wegier obawiały się wystąpić, stąd wyrok nie zapadł. We wrześniu po katastrofie Bułgarii klęska Austrii była już tylko kwestią czasu. Ksiądz Panaś był w szpitalu, gdy gen. Schilling wysłał po niego ten sam samochód, którym jechał do Rarańczy. Usiłował go przekonać, że jest najlepszym przyjacielem Polaków, prosząc, by nie występował przeciwko niemu w Polsce. Radził, „by nie bić głową w mur, bo głową się muru nie przebije. Panie generale – odpowiedział mu ks. Panaś – od czterech lat tłukę głową o mur, a mimo to moja głowa cała, a mur się wali”. 2 października 1918 roku na mocy aktu łaski cesarza Karola postępowanie umorzono. Dla bohaterów spod Rarańczy wojna skończyła się 10 października, gdy powrócili do Lwowa. Wkrótce Galicja wyzwoliła się spod austriackiej władzy. [i]Paweł Brudek, dr nauk humanistycznych, pracownik Muzeum Powstania Warszawskiego[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL