Opinie

O kwiatkach, ptaszkach i motylkach

Rafał A. Ziemkiewicz
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Głupia sprawa – prezes NBP Sławomir Skrzypek uznany został w rankingu pisma Global Finance za jednego z trzech najlepszych szefów banków centralnych w Europie.
[b][link=http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2009/10/03/o-kwiatkach-ptaszkach-i-motylkach/]skomentuj na blogu[/link][/b]
Oceniono go nawet wyżej, niż szefa amerykańskiej rezerwy federalnej. Pismo Global Finance uchodzi w kręgach finansowych za bezstronne i opiniotwórcze, liczne jego analizy i rankingi brane są poważnie pod uwagę, wychodzi jednocześnie w czterech zachodnich stolicach, a biura ma w kilkudziesięciu innych – ciężko utrzymywać, że to, jak zwykł syczeć marszałek Niesiołowski, „pisowskie lizusy”. Dlatego piszę „głupia sprawa”. „Głupia” oczywiście nie dla mnie, ale dla komentatorów „Polityki” czy „Gazety Wyborczej”, którzy z wyżyn swej wiedzy o ekonomii i finansach wielokrotnie pisali o Skrzypku jako o ignorancie, niedouczonym politycznym mianowańcu, którego nominacja do NBP stanowi krzyczący dowód niekompetencji rządów PiS i w ogóle jedną ze zbrodni „kaczyzmu”. Nie spodziewam się oczywiście, aby pani Paradowska albo ktokolwiek inny z jej towarzystwa zdobyli się na wykrztuszenie jakichś przeprosin, ale dobre i to, że pewnie zamilkną w tej sprawie na głucho, przynajmniej na jakiś czas.
Swoją drogą, mają już tyle spraw, o których muszą, biedacy, milczeć, że Bogu dziękuję, że jestem ze wsi, a nie ze WSI. Trudno by to było spamiętać. Nie wspominać nic o kontaktach Bronisława Komorowskiego z pułkownikiem Lichockim i dziwnie zmieniających się w kolejnych zeznaniach datach owych kontaktów. Nie pamiętać o dotacji dla ITI na stadion Legii, a zwłaszcza nie pamiętać o tym teraz, gdy pogłoska dotąd szerzona przez hołdujących spiskowej wizji dziejów oszołomów ? że Stadion Narodowy nie zostanie ukończony na 2012 i nie będzie innej rady, niż w przenieść mecze wraz ze związanymi z nimi apanażami na drugą stronę Wisły ? nagle zaczęła, w świetle informacji z budowy, nabierać prawdopodobieństwa. Nic nie mówić o sprzedaży krakowskiego szpitala Biernackiego, tuszowaniu sprawy sopockiej, o interesach Bondaryka czy Grasia, o studentach wspierających ze swych skromnych stypendiów Palikota czy tegoż Palikota „zracjonalizowaniu podatków”. O tym ostatnim gęba w kubeł tym bardziej, że niepostrzeżenie wraca on właśnie na stanowisko przewodniczącego komisji sejmowej, tak, jak pewnie za jakiś czas wróci na swoje i Chlebowski, gdy tylko specjaliści od wizerunku nauczą go zręczniej kłamać i mniej się przy tym pocić. Nie przypominać zwłaszcza o istnieniu jakichkolwiek służb specjalnych, a zwłaszcza o tym, że ludzie z nimi powiązani mogliby mieć jakiekolwiek interesy, cokolwiek załatwiać, a już szczególnie współzakładać rządzącą partię i jeszcze się tym chwalić. Ani o obiecanej w wyborach „prawdziwej walce z korupcją”, polegającej na oznajmianiu po każdym kolejnym skandalu, że minister Pitera zażądała od odpowiedniej osoby wyjaśnień i „pisze raport”. Ktoś jeszcze zapyta, gdzie jest którykolwiek z tych chyba już kilkunastu zapowiedzianych raportów, i dlaczego napisana przez Piterę ustawa antykorupcyjna leży od miesięcy w sejmowej zamrażarce, a za to w robocie jest ustawa jak najbardziej prokorupcyjna, ułatwiająca legalne ukrywanie nielegalnych dochodów. Lista spraw, o których nie wypada pisać, wydłuża się z każdym dniem. Ministerstwa sportu lepiej w ogóle nie tykać, poza ogólnikowym przypisywaniem mu sukcesu siatkarzy. Nie należy zauważać wielomiesięcznej kontroli w SKOK-u, jako żywo przypominającej praktyki Putina – instytucja finansowa sponsorująca antyrządowe imprezy musi być kontrolowana aż do skutku, aż się na nią coś znajdzie. A jak się nie znajdzie, to się napisze specjalną ustawę biorącą ją za pysk. O tej ustawie przynajmniej można popisać, oczywiście w tonie zachwytu. Władza wreszcie robi ze SKOK-ami porządek, tak, jak zrobiła go z „bandziorami z KDT”, jak nazwał ich niespełniony dostarczyciel prorządowych wstępniaków Tomasz Lis. No, ale chwalić rządu też nie można. Napisać, że to dobry rząd i ma sukcesy, to zabrzmi, jakby sobie dziennikarz robił z władzy jaja, jak Gałczyński z tą Moskwą tonącą w pomarańczach. A przecież sprawy centralne to nie wszystkie sprawy, o których odpowiedzialny dziennikarz musi milczeć, jeśli chce pozostać dziennikarzem odpowiedzialnym – odpowiedzialnym według zasady, którą środowiskowe autorytety otwarcie ogłosiły w piśmie „Press” u zarania rządów Tuska, że, mianowicie, dziś misja dziennikarstwa to pilnowanie, aby nigdy nie powrócił do władzy Kaczyński ani żaden inny prawicowy oszołom. Trzeba też uważać, by nie informować o sprawach drobniejszych, jeśli mogłyby one naruszyć przekonanie czytelników bądź widzów, że żyjemy w kraju wielkiego historycznego sukcesu, a nie w jakimś rywinlandzie. Nie należy więc pisać o urzędach państwowych na usługach mafii, niszczących uczciwych biznesmenów i nawet duże firmy fałszywymi oskarżeniami, kontrolami czy absurdalnymi decyzjami administracyjnymi. O degrengoladzie prokuratur. O stawiających włosy na głowie orzeczeniach sądów. O loterii, jaką jest dochodzenie przed owymi sądami sprawiedliwości ? o ujawniających dysfunkcjonalność systemu przypadkach takich, jak Stanisława Remuszki, który w ośmiu identycznych sprawach uzyskał cztery wyroki takie, a cztery owakie, albo o skardze wyborczej UPR, kiedy to na cztery jednobrzmiące pozwy cztery sądy w czterech miastach orzekły w majestacie rzeczpospolitej każdy co innego. Czy o uczynieniu martwym prawem zakazu obrażania uczuć religijnych bo prawo prawem, a sędzia sądzi podług swego widzimisię. Jeden sąd pozwala, w sensie nie tylko przenośnym, ale i najzupełniej dosłownym, wieszać chuje na krzyżu, a drugi w tym samym czasie orzeka, że nie wolno potępiać aborcji, choć zgodnie z literą polskiego prawa wciąż pozostaje ona, teoretycznie, przestępstwem. I najlepiej w ogóle nie wymieniać takich słów jak „Katar”, „Peru”, „autostrady” czy „służba zdrowia”. O rany, jak sobie teraz pomyślałem, o ilu jeszcze sprawach trzeba pamiętać, żeby nie pamiętać ? jak im się to udaje? Trzeba by mieć przy sobie jakąś błękitną książeczkę walterowca i co chwila wertować, czy dany temat jest poprawny, czy lepiej go nie ruszać. A jeszcze to się na dodatek ciągle zmienia. Taki Czuma na przykład jeszcze wczoraj był be i wypadało podśmiewać się z jego chicagowskich długów, ale oto stanął na wysokości zadania i teraz już jest świetny. No tak, można oczywiście i trzeba stale przypominać, jakim to zagrożeniem dla demokracji były rządy PiS… Chociaż, cholera, może i tego lepiej nie robić, gdy Aleksander Kwaśniewski zapowiada możliwość współpracy z antydemokratycznym PiS przeciwko gwarantującej trwałość i niezmienność demokracji Platformie, i gdy Kwiatkowski z Czarzastym właśnie z PiS pod rękę wracają do mediów publicznych. Jeszcze niedawno było prosto, złe Kaczory i dobra reszta, ale nagle w sprawie takiej na przykład afery hazardowej SLD i PiS mówią dokładnie to samo. I co tu myśleć, żeby nie okazać się „osobą starszą, gorzej wykształconą i z mniejszego ośrodka”? Najlepiej byłoby pisać o kwiatkach, ptaszkach, motylkach. I o radości ze wspólnej Europy.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL