Społeczeństwo

Przestępca i profesor. Historia znajomości

– Wierzę w niego – odpowiada profesor Jerzy Warczewski na pytanie, dlaczego zaangażował się w sprawę niezwykłego więźnia
Fotorzepa, Bartosz Siedlik
Z listu wybitnego fizyka: Ośmielam się prosić Wysoki Sąd o łaskawość dla Jana Kolano, niegdyś mordercy, teraz człowieka niezwykłego, by mógł poświęcić się swej pasji, fizyce
To prośba prof. Jerzego Warczewskiego, szefa Zakładu Fizyki Kryształów w Instytucie Fizyki Uniwersytetu Śląskiego, jaką skierował do sądu penitencjarnego w Gliwicach w sprawie Jana Kolano. Już piątą. Śle je mniej więcej co pół roku. Na razie bez rezultatu. – Chciałbym móc opowiedzieć o Janku przed sądem – mówi profesor. Ale sądy penitencjarne decydują o przedterminowym wyjściu skazanego na podstawie dokumentów i opinii służby więziennej, a te świadczą na jego niekorzyść.
Co by profesor powiedział o Janku przed sądem? Że zna go trzy lata, że Janek dzwoni do niego, do katedry Instytutu, średnio co dwa dni (od niedawna tylko raz w tygodniu, bo ślęczy nad przygotowaniem doświadczenia „zimnej fuzji”, które parze wybitnych fizyków udało się raz, ale Janek wierzy, że odkrył mechanizm blokujący i ma szansę na zrobienie rewolucji w fizyce.). Że choć widzieli się raz, w więzieniu w Zabrzu, to profesor ma przekonanie, że zna go bardzo dobrze. Że kupił wtedy dla Janka piękne truskawki, ale nie pozwolono mu ich dać. Że Janek przytulił się wtedy do niego jak syn do ojca. Profesor chciałby powiedzieć sądowi, że przez telefon rozmawiają z Jankiem o problemach fizyki i są to niezwykle interesujące i wartościowe – także dla profesora – rozmowy. Że Janek, który nie jest maniakiem, ale miłośnikiem fizyki, ociera się o geniusz, choć skończył osiem klas wiejskiej podstawówki. I najważniejsze: Janek chce dokonać wynalazku, by odkupić czyn sprzed 28 lat. 
Profesor wierzy, że Janek go nie zawiedzie. 48-letni dziś Jan Kolano o profesorze Warczewskim mówi: mój Anioł Stróż. Listy do niego zawsze podpisuje „Janek, wdzięczny dłużnik”. [srodtytul]W za ciasnej klatce[/srodtytul] W 1981 r. Janek Kolano zabił człowieka, znajomego. Ze względu na młody wiek dostał 25 lat. Powodem zabójstwa miały być pieniądze. Dopiero niedługo przed śmiercią ojca powiedział, jak było naprawdę. Udusił w szale, bo mężczyzna próbował go molestować. Początkowo nie czuł winy, nienawidził tego człowieka. – Wyparłem powody tego czynu z siebie. Odblokowałem się po latach, po latach też zrozumiałem, że zabiłem człowieka i że żałuję tego, co zrobiłem – mówi dziś. [wyimek]Wystąpienie Jana Kolany na zjeździe wynalazców słuchacze nagrodzili owacją na stojąco [/wyimek] Pierwsze więzienie: Strzelce Opolskie. – Najgorsze ze wszystkich, zostałem tam zdemoralizowany – opowiada. Ale już wtedy zaczyna pasjonować się fizyką, chemią, biologią. Przez matkę przemyca list do prof. Jerzego Raułuszkiewicza, szefa Instytutu Fizyki PAN, eksperta od promieniowania, za co grozi 14 dni karceru. Pyta go o emisję elektronów z polimerów. Profesor odpisuje. List ocenzurowany, z zakreślonymi zdaniami, w których go wspiera, przychodzi po półtora miesiąca. Janek kończy w Strzelcach zawodówkę obuwniczą. W ciągu pięciu lat w jego aktach zbiera się 600 negatywnych raportów.  Czuje się jak bezdomny, chory pies w za ciasnej klatce. Rzadko dostaje przepustki, w końcu z jednej z nich nie wraca. Ukrywa się przez rok. Na wolności okrada z kolegą sklepy RTV. Wpada, dostaje kolejne sześć lat i ląduje w więzieniu we Wrocławiu. Ojciec Janka wypowiada zdanie, które syn zapamiętuje do końca życia: człowieka poznaje się po tym, jak podnosi się z upadku. [srodtytul]Janek przekreśla siebie[/srodtytul] Po 11 latach trafia do Raciborza, zakładu karnego dla niebezpiecznych, na 17 lat. Szefem jest tu płk Tadeusz Korecki. Dziś Kolano mówi, że „to człowiek, który uratował go od śmierci moralnej”. – Trafiłem z horroru do pięknej bajki – ocenia pobyt w Raciborzu. Korecki przygląda się pasji Janka. Dostarcza mu książki o fizyce, encyklopedie, pozwala na komputer w celi. Janek chłonie wiedzę jak gąbka, ale więzienna biblioteka jest dla niego za mała. Koresponduje więc z największymi osobistościami świata fizyki, m.in. ks. prof. Michałem Hellerem, prof. Andrzejem Hrynkiewiczem z krakowskiego Instytutu Fizyki Jądrowej PAN, i cały czas się od nich uczy. Tu już ma dobrą opinię. Zdyscyplinowany, przestrzega porządku, nie uczestniczy w subkulturze więziennej, wykorzystuje czas na samokształcenie, unika sytuacji konfliktowych – tak piszą o nim wychowawcy. Od 1997 r. dyrektor śle pisma do sądu penitencjarnego o przedterminowe zwolnienie. Janek wychodzi na przepustki, ale znów z jednej z nich nie wraca. Po dziewięciu miesiącach zostaje złapany jako Antoni Dereń. Ma podrobiony dowód. Na wolności żył ze składania komputerów, ale też z handlu narkotykami. Dostał kolejne pięć lat. – Wziąłem winę kogoś innego na siebie – zapewnia. Kolano znów przekreśla „swoją pozytywną prognozę społeczną”. Czy była to ucieczka przed wolnością? Życie za kratami jest łatwiejsze niż na wolności. Kolano: – Dyrektor Korecki miesiącami mój przypadek analizował. Uznał, że jak się coś dzieje, to polegam tylko na sobie, nie potrafię szukać pomocy u innych. Musiałem się tego nauczyć. I on mnie tego nauczył. Jan Kolano na zakręcie jest jeszcze kilka razy. Kiedy nie wypuszczają go na pogrzeb ojca, któremu wszystko zawdzięcza, albo gdy dyrektor półotwartego zakładu karnego w Zabrzu, gdzie trafia w 2003 r., odmawia mu wyjazdu na zjazd fizyków. Kolano wszczyna bunt, awanturuje się, staje się „trudnym osadzonym”. Pisze skargi, czuje bezsens wszystkiego.  Docent Janusz Boratyński z Instytutu Immunologii i Terapii Doświadczalnej PAN z Wrocławia prosi dyrektora zabrzańskiego więzienia, by umożliwić Kolanie wykonanie w celi ciekawego doświadczenia na kukurydzy. Gdyby się udało, wykorzystaliby je onkolodzy. To pomysł Janka, doc. Boratyński uważa, że wart sprawdzenia. Dyrektor odmawia, choć jedyna pomoc, jakiej musiałby udzielić, to znaleźć dla niego nasłonecznioną celę. Kolano opracowuje wynalazki: sztuczny mięsień (ruchami rąk steruje specjalny program), Salvator, czyli gwiazdolot o napędzie fotonowym, minielektrownię. Świadczą o dużej wiedzy i ogromnej wyobraźni. [srodtytul]Jest pan entuzjastą wiedzy[/srodtytul] Janek, po złych doświadczeniach w Zabrzu, wraca do zakładu zamkniętego, do Raciborza, oficjalnie z powodu depresji i myśli samobójczych. Choć nie może opuszczać celi, czuje ulgę. W lokalnej gazecie czyta pasjonujące artykuły popularnonaukowe prof. Jerzego Warczewskiego. Pisze do niego. Profesor odpisuje. List jest pełen ciepłych słów, Kolano odzyskuje wiarę w życie. Tak rodzi się niebywała znajomość: profesora i Janka. Nawiązuje się między nimi korespondencja. Kolano nie ma dostępu do książek specjalistycznych. Z jednego z listów profesora do Janka: „Oczywiście, w warunkach, w których Pan żyje, Pana wiedza zdobyta samodzielnie z nielicznych książek, do których ma Pan dostęp, nie może być kompletna i dlatego popełnia Pan błędy, z czego zresztą Pan sobie zdaje sprawę i mówi Pan o tym często, prosząc o korygowanie tych błędów”. Profesor radzi mu, by napisał do Wydawnictwa PWN z prośbą o przesłanie mu monumentalnego pięciotomowego dzieła z fizyki ogólnej Richarda Feynmana. Popiera prośbę swoją specjalną rekomendacją. Do zakładu przychodzi zbiór tomów, sześciotomowe dzieło o fizyce Szczepana Szczeniowskiego oraz kilka książek o fizyce współczesnej. Od tej chwili Janek dzwoni do profesora co kilka dni i dyskutuje kolejne fragmenty dzieła Feynmana. Na święta Bożego Narodzenia do kartek wysyłanych profesorowi zawsze wkłada opłatek. Wysyła mu opis swoich wynalazków. Z dedykacją: „Panu prof., wybitnemu fizykowi, niestrudzonemu propagatorowi tej dziedziny wiedzy, lecz przede wszystkim człowiekowi niezwykle szlachetnemu, mojemu przewodnikowi po świecie fizyki i nauczycielowi życia, z wyrazami ogromnej wdzięczności”. „Nie jest Pan żadnym maniakiem, lecz jest Pan pasjonatem i entuzjastą wiedzy” – podkreśla profesor w listach. [srodtytul]W listach dba o interpunkcję[/srodtytul] 70-letni dziś prof. Warczewski to autor i współautor wielu artykułów naukowych w czasopismach o międzynarodowym zasięgu, Członek Zagraniczny Rosyjskiej Akademii Nauk Przyrodniczych, Członek Rzeczywisty Europejskiego i Brytyjskiego Towarzystwa Fizycznego. To z jego inspiracji kompozytor prof. Wojciech Kilar napisał Symfonię o ruchu z okazji Światowego Roku Fizyki 2005. Motyw muzyczny – wymyślił go prof. Warczewski – składa się z nut (c, h, G, e, a), których symbole literowe są identyczne z symbolami literowymi pewnych fundamentalnych stałych i pojęć fizycznych.  Na pytanie, dlaczego tak zaangażował się w sprawę Jana Kolano, odpowiada: – Wierzę w niego, poza tym lubię pomagać ludziom, kiedy widzę sens. Janek w swych listach dba o interpunkcję, co profesor zauważa i ceni. Prosty wiejski chłopak nie mówi już „rozchodzi mi się o”, lecz „chodzi mi o to”. Od kilku lat zgłębia tajemnicę „zimnej fuzji” – to zimna synteza jądrowa mająca dawać ogromne ilości energii. Marzy o tym, by powtórzyć z sukcesem ten eksperyment podczas najbliższego zjazdu energetyków, który odbędzie się 31 maja i 1 czerwca we Wrocławiu. – Jeśli się uda, a wierzę w to, wynajdę najbardziej ekologiczny sposób pozyskiwania niekończącej się energii – opowiada. Jak podkreśla, chce zrekompensować ludzkości zło, które kiedyś wyrządził. „Gdy będzie miał niczym nieskrępowany dostęp do wiedzy – książki, wykłady, laboratoria, Internet, profesorowie – może osiągnąć poziom, który umożliwi mu zrealizowanie planów naukowych” – zapewnia sąd prof. Warczewski. [srodtytul]Sąd odmawia Jankowi[/srodtytul] Jan Kolano ma proste marzenia. Ukończyć liceum, potem studia u prof. Warczewskiego na Uniwersytecie Śląskim. Dostaje rentę, więc to już coś. – Janek ma teraz wiedzę w niektórych fragmentach na poziomie magistra, ale zdarzają się też luki. Zalecałbym mu studia interdyscyplinarne – mówi profesor. Jako jedyny z osadzonych Janek ma własny laptop, choć bez dostępu do Internetu. Otrzymał go od sponsora. Ostatnio jego sztucznym mięśniem zainteresowali się polscy naukowcy z Kanady. Chcą kupić od niego patent (Kolano zgłosił wynalazek do urzędu patentowego). Z liceum jest problem. W więzieniu to niemożliwe. Janek musiałby mieć zgodę na stałe przepustki. A przepustek dostaje niewiele. 11 grudnia dwa dni na odwiedziny u chorej matki (cierpi na alzheimera), 10 listopada pojechał na trzydniowy zjazd wynalazców do Wrocławia, gdzie jego wystąpienie nagrodzono oklaskami na stojąco, a on zaczął płakać. Tyle. Dlaczego przepustek jest tak mało? Dwukrotnie ukarano go za posiadanie pieniędzy w celi, raz za aroganckie zachowanie wobec funkcjonariusza. Ma też sześć nagród za dobre sprawowanie. To jednak głównie dodatkowe widzenia i paczki. Kapitan Mariusz Anioł, starszy wychowawca w Zakładzie Karnym w Jastrzębiu-Zdroju, gdzie siedzi obecnie Jan Kolano, mówi szczerze: – Jest za wcześnie, by dobrze prognozować. Nie jestem przekonany, czy pan Kolano poradziłby sobie na wolności w sytuacji trudnej. Musi przecież utrzymać siebie i chorą matkę, a przecież większość życia spędził w izolacji. Tomasz Pawlik, rzecznik Sądu Okręgowego w Gliwicach, któremu podlega sąd dyscyplinarny, przyznaje, że Kolano ma wiele pochlebnych opinii od znanych osób, wybitnych profesorów. Jednak odmowy jego przedterminowego zwolnienia biorą się z „negatywnej prognozy społecznej” (sąd odmawia mu już cztery lata). Dwukrotnie popełnił ciężkie przestępstwa na przepustkach. Może to oznaczać, że na wolność wyjdzie w 2018 r. – Ktoś powie – dziewięć lat to ogrom. A ja mu mówię: to już końcówka. Muszę wytrzymać – mówi Kolano. Może tylko nie zdąży wyremontować domu rodzinnego, zaopiekować się schorowaną matką i stać się magistrantem prof. Warczewskiego. I ta świadomość najbardziej mu ciąży.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL