fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lustracja

Nobel czy kłopoty dla Wolszczana

Profesor Aleksander Wolszczan jest wymieniany wśród kandydatów do tegorocznej Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki
Rzeczpospolita, Rafał Nowakowski Raf Rafał Nowakowski
Jak dowiedziała się „Rz”, sprawa współpracy profesora Aleksandra Wolszczana z kontrwywiadem PRL może może mu zamknąć drzwi do USA
Znany astronom był zarejestrowany od 1973 do 1988 r. jako tajny współpracownik „Lange” i pisał dla tajnych służb raporty o naukowcach spotykanych podczas zagranicznych wyjazdów. Jak twierdzi, nikomu nie szkodził swymi działaniami. Sprawę ujawniła w ubiegłym miesiącu „Gazeta Polska”.
[wyimek][b]NAGRODY NOBLA [/b][link=http://www.rp.pl/temat/60534.html][ul][li]Więcej w Raporcie specjalnym[/li][/ul][/link][/wyimek]
Mieszkający na stałe w USA Wolszczan prawdopodobnie ukrył fakt współpracy z komunistycznym wywiadem. Jak powiedział „Rz” Chris Rhatigan z Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego USA, przy składaniu podania o stały pobyt wnioskodawca musi wypełnić formularz, w którym jest pytanie: „Czy kiedykolwiek należałeś do, lub byłeś w jakikolwiek sposób związany z partią komunistyczną lub inną partią totalitarną?”. Teraz wszystko zależy od interpretacji terminu „związany”. Jeśli władze imigracyjne uznają, że we wniosku były nieprawdziwe informacje, mogą anulować zieloną kartę i wszcząć procedury deportacyjne.
Tyle przepisy. A co z oceną moralną? Reakcje uczelni, z którymi współpracuje lub współpracował Wolszczan, są różne. Dziekan Wydziału Astronomii i Astrofizyki Penn State University (Wolszczan jest tam wykładowcą) profesor Larry Ramsey powiedział „Rz”, że musi najpierw porozmawiać z astronomem po jego powrocie z Polski. – Należy się zastanowić, jak wyglądało życie młodego naukowca w kraju rządzonym przez represyjny reżim, i wstrzymać z osądami – oświadczył Ramsey.
Natomiast powrót prof. Wolszczana do Instytutu Maksa Plancka w Bonn, gdzie pracował w latach 70., jest mało prawdopodobny. O jego współpracy z PRL-owskim kontrwywiadem kierownictwo instytutu dowiedziało się z austriackich i szwajcarskich gazet.
– Wiemy, że prof. Wolszczan współpracował z komunistycznymi służbami, gdy był pracownikiem naszego instytutu. Nie jest u nas już mile widziany – mówi „Rz” Felicitas von Aretin, rzeczniczka stowarzyszenia Maksa Plancka. – Zatrudnienie osoby z taką przeszłością byłoby niezgodne z etycznymi zasadami naszej instytucji.
Instytut sprawdził od 1989 r. kilkudziesięciu naukowców z dawnej NRD, którzy złożyli podanie o pracę. Kilkunastu okazało się byłymi tajnymi współpracownikami enerdowskich służb. Nie zostali zatrudnieni.
– To kwestia prestiżu. Kto chce mieć w swoich szeregach człowieka, który się splamił donosami? – wyjaśnia „Rz” prof. Manfred Wilke, szef Komisji ds. Badań nad Rządami Niemieckiej Socjalistycznej Partii Jedności na Wolnym Uniwersytecie w Berlinie. – Każdy, kto donosił, szkodził. Jak nie uczelni, to kolegom lub krajowi, który go przyjął.
Sam Wolszczan o kontaktach z wywiadem PRL napisał w oświadczeniu tak: „Jeśli nie liczyć groteskowości tej sytuacji, nie widziałem w tym wtedy nic szczególnego”. Wczoraj nie udało nam się skontaktować z astronomem.
[i]Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: [link=mailto:a.rybinska@rp.pl]a.rybinska@rp.pl[/link][/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA