fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sylwetki

Sir od marketów

Terry Leahy jest miłośnikiem piłki nożnej. Jego ulubiony klub to Everton
Edytor.net, Rafał Klimkiewicz RK Rafał Klimkiewicz
Piotr Mazurkiewicz
Terry Leahy, prezes brytyjskiej sieci handlowej Tesco. Choć ma tytuł arystokratyczny, stanowisko zawdzięcza ciężkiej pracy. Przez prawie 20 lat przeszedł w sieci niemal wszystkie szczeble
Ma dopiero 52 lata, a już od lat kilkunastu kieruje spółką, która jest trzecią co do wielkości firmą handlową na świecie – za amerykańskim Wal-Martem i francuskim Carrefourem. Nie szasta pieniędzmi, nie jest bohaterem kronik towarzyskich, nie wywołuje skandali obyczajowych. Prowadzi spokojne życie. Z żoną Alison i trójką dzieci mieszka w niewielkiej miejscowości Cuffley w południowej Anglii.
Urodził się jako trzeci z czterech synów niezbyt zamożnej rodziny mieszkającej w Liverpoolu. Rodzeństwo musiało pracować, żeby pomagać rodzicom. Podczas wakacji Terry w magazynie należącej do Tesco sieci Wandsworth przenosił skrzynki z towarami. Do pracy dojeżdżał do Londynu, chciał się uczyć i jako jedyny z braci nie rzucił szkoły po skończeniu 16 lat.
Po studiach wrócił do Tesco. W 1979 r. zaczął pracę w dziale marketingu. Dał się poznać jako dobry pracownik, a jego największym sukcesem było wprowadzenie programu lojalnościowego firmy.
W latach 90. jego kariera nabrała rozpędu. W 1992 r. trafił do rady nadzorczej, a po przejściu na emeryturę Lorda MacLaurina w 1997 r. został prezesem Tesco. Już za jego rządów sieć stała się największą firmą handlową w Wielkiej Brytanii, nie oddała też już pierwszeństwa sieci ASDA należącej do amerykańskiego giganta Wal-Mart. Z sukcesami Tesco wchodziło też na kolejne rynki, m.in. do Polski, gdzie z rocznymi obrotami ponad 8 mld zł jest drugą co do wielkości firmą handlową. Ostatnio zaczęło też podbój trudnego rynku amerykańskiego, gdzie z kolei dominującą pozycję ma Wal-Mart.
Terry Leahy ma na koncie sporo nagród i wyróżnień, m.in. w 2003 r. otrzymał tytuł najlepszego menedżera w Wielkiej Brytanii, a rok później magazyn „Fortune” wybrał go europejskim biznesmenem roku.
Nie brakowało też głosów krytyki – gdy na początku 2005 r. firma ogłosiła, że jej zysk netto sięgnie 2 mld funtów, został skrytykowany za zbyt duże sukcesy, które mogą się okazać dla firmy szkodliwe. Z właściwym sobie spokojem mówił, że coś podobnego może wydarzyć się tylko w Wielkiej Brytanii.
Ukoronowaniem jego kariery było otrzymanie w 2002 r. z rąk królowej Elżbiety II tytułu sir.
Nie zajmuje go tylko praca – działa we władzach Uniwersytetu w Manchesterze, uwielbia też piłkę nożną. Jego ulubionym klubem jest Everton. Leahy jest tam nawet specjalnym doradcą. W tym przypadku nie oszczędza nikogo. W tym roku 58-letnią Dot Reid zbulwersowały plany zburzenia jej domu, by w tym miejscu powstała nowa droga do stadionu Evertonu, gdzie ma znaleźć się też sklep Tesco. Ogłosiła wtedy publicznie, by zburzyć też dom należący do Leahy’ego i założyć na jego miejscu publiczny park. – Chcę, by wielki prezes też poczuł to co ja – mówiła BBC oburzona Reid.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA