Architektura

Ironiczna wizja przyszłości

Terminal 2 – Port Lotniczy im. Fryderyka Chopina. Za kilkadziesiąt lat artyści widzą w tym miejscu farmę gęsi
Zachęta
Jury prestiżowego architektonicznego przeglądu uznało hotel Polonia i umieszczoną w nim wystawę „Życie po życiu budynków” za najinteligentniejszą i najdowcipniejszą tegoroczną propozycję. Takiego sukcesu nikt się nie spodziewał - piszą Monika Małkowska i Grzegorz Sowula z Wenecji
Nasza ekspozycja wyróżniona Złotymi Lwami idealnie wpisała się w temat obecnej edycji: „Out There”. Z podtytułem „Architektura poza budynkiem”. O tym, że na architektonicznej loterii możemy wygrać jakiś fant, świadczyło wyjątkowe zainteresowanie ważnych osobistości peregrynujących już w wigilię otwarcia do naszego pawilonu i z namaszczeniem kontemplujących prace.
Ich autorzy to Nicolas Grospierre i Kobas Laksa, artyści fotografowie, obaj po trzydziestce. Przedstawili dzieło plasujące się między wizją architektury a sztuką – sześć charakterystycznych dla współczesnej Polski budowli – i zabawili się prognozowaniem, co mogłoby się z nimi stać za kilkadziesiąt lat. W sobotę 13 września poproszono polskich artystów i komisarzy o przybycie na uroczystość otwarcia z półgodzinnym wyprzedzeniem. Potwierdzało to przypuszczenia, że zdobyliśmy jakieś wyróżnienie. Jednak że przypadną nam Złote Lwy, nie śniło się nikomu.
– Już przygotowując ekspozycję, zbieraliśmy pochwały od dziennikarzy, krytyków i architektów – przyznaje Grzegorz Piątek, współkurator pokazu (z Jarosławem Trybusiem). – Ale nikt z naszej ekipy, łącznie z Agnieszką Morawińską, dyrektorką Zachęty i komisarzem polskiego pawilonu, nie spodziewał się złota. To było kompletne zaskoczenie. – Komplementowano nas za fantastyczny poziom techniczny zdjęć, a także prostotę i klarowność przekazu – dodaje Zbigniew Sypniewski, gospodarz polskiego pawilonu. – Słyszałem też, że to jedyna wystawa pobudzająca wyobraźnię. Że można dopowiedzieć ciąg dalszy. Jurorzy, uzasadniając wybór, podkreślili błyskotliwość koncepcji i ironię. Zaznaczyli, że nie jest to praca na wyrost, lecz odpowiada warunkom panującym w krajach niebędących ekonomiczną potęgą.Zwyczajowo inauguracja i ogłoszenie werdyktu odbywają się pod gołym niebem na terenie Giardini (ogrody, gdzie skupione są narodowe pawilony), przed budynkiem reprezentującym Włochy. Jednak w tym roku Wenecję nawiedził potop. W ostatniej chwili uroczystość przeniesiono do Teatro Piccolo, pod dach. Tam zmieściła się tylko mała grupka, większość odesłano z kwitkiem. Mimo to wieść o naszym sukcesie rozniosła się dzięki esemesom w kilka sekund. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki międzynarodowi widzowie zebrani w polskim pawilonie zaczęli klaskać, ściskać się, gratulować. Dopiero po chwili z entuzjastycznego chaosu wyłonił się konkret: Złote Lwy! Za moment obserwowaliśmy komiczne widowisko. W strugach deszczu, przez błoto i kałuże, szarpiąc się za peleryny, ruszył peleton ekip telewizyjnych z całego świata. Byle jak najszybciej wedrzeć się do hotelu Polonia i nakręcić materiał. Żarty Grospierre’a i Laksy mają dwie warstwy: dosłowną i metaforyczną. Pawilon Polonia przeobraził się… w hotel – co zostało zaznaczone szyldem na fasadzie. Przez pięć nocy w pomieszczeniu można spać (skorzystał z tego krytyk Stach Szabłowski). Są dwa szerokie wygodne łoża zaścielone białą pościelą. Za dnia baraszkują na nich dzieci, przysiadają widzowie. Dookoła na ścianach zawieszono 18 light boksów (podświetlanych fotografii) – sześć tryptyków. Zewnętrzne „skrzydła” prezentują stan faktyczny budynków (autorem zdjęć był Grospierre). Środkowe obrazy to fotograficzne mistyfikacje pomysłu Kobasa Laksy. W jego futurystycznych wizjach lotnisko w Warszawie przeobraża się w zwierzęcą farmę, ekskluzywne osiedle Marina Mokotów staje się wysypiskiem śmieci, sanktuarium w Licheniu służy jako aquapark, stołeczna BUW przedzierzga się w centrum handlowe, gmach Metropolitan zaadaptowany jest na więzienie, w biurowcu Rondo 1 urządzono kolumbarium. Czy to tylko utopie? Otóż nie. Wbrew pozorom architektura nie jest martwym tworem. Jej materia jest elastyczna, reaguje na kondycję i potrzeby użytkowników. Udało się to uchwycić Polakom. Czwórka autorów polskiego sukcesu to kuratorzy Grzegorz Piątek (rocznik 1980), architekt i redaktor miesięcznika „Architektura-Murator”, oraz Jarosław Trybuś (1976), poznański historyk sztuki zajmujący się projektami niezrealizowanymi. Wybrani przez nich artyści to urodzony w 1975 r. w Grenoble Nicolas Grospierre, socjolog i fotograf dokumentujący życie budynków w przestrzeni miejskiej, oraz Kobas Laksa (pseud. Dariusza Borowskiego, 1971), fotograf, grafik, chętnie sięgający do komputerowo manipulowanych fotomontaży.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL