fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Polska powinna być i skuteczna, i solidarna

Autor jest słuchaczem studiów podyplomowych na National University of Singapore i Columbia University w Nowym Jorku oraz współpracownikiem Centre on Asia and Globalisation w Singapurze
Rzeczpospolita
Na pomoc dla krajów rozwijających się przeznaczamy rocznie 1 mld zł. Nie zawsze dla najbardziej potrzebujących - pisze Maciej Drozd
Polska od drugiej połowy lat 90. coraz aktywniej bierze udział w międzynarodowej współpracy na rzecz rozwoju. W 2007 r. pomoc rządu dla krajów biednych sięgnęła miliarda złotych. Do 2010 r. środki te mają ulec podwojeniu. Dzieje się tak za sprawą zobowiązań, które polski rząd podjął w ramach ONZ i Unii Europejskiej.
Według sondaży polski program pomocy cieszy się poparciem społeczeństwa. Ponad trzy czwarte Polaków zgadza się z potrzebą wspierania krajów ubogich. Czujemy obowiązek pomocy bliźniemu, chcemy też się odwdzięczyć za pomoc otrzymaną w latach transformacji.
Obok projektów promujących demokrację i społeczeństwo obywatelskie, na przykład na Ukrainie, udzielaliśmy kredytów preferencyjnych rządom w Taszkiencie i Pekinie
Niestety, aprobata większości społeczeństwa nie przekłada się na poziom debaty publicznej. Konferencje prasowe MSZ rozchodzą się bez medialnego echa. Ośrodki badawcze rzadko komentują założenia polityki pomocowej. Poza garstką europosłów mało który parlamentarzysta interesuje się problematyką rozwojową.
Tymczasem jest, o czym rozmawiać. Minister spraw zagranicznych określa pomoc rozwojową jako “kluczowy instrument polskiej polityki zagranicznej”. Dzięki niemu Polska kształtuje stosunki nie tylko ze swoimi sąsiadami, ale także państwami Azji i Afryki. Ponad połowa środków idzie na świadczenia wielostronne (głównie unijne), wyznaczając pozycję kraju w grupie państw gospodarczo zaawansowanych.
Czas rozpocząć szeroką dyskusję na temat kształtu i perspektyw polskiego programu pomocy. Warto rozważyć trzy kwestie: kierunki programu, jego skuteczność oraz współpracę z organizacjami międzynarodowymi.
Rząd w 2003 r. ustalił, że pomoc Polski powinna przede wszystkim przyczyniać się do zrównoważonego rozwoju jej beneficjentów. W rzeczywistości rozdzielamy środki nie wedle poziomu dochodu państwa biorcy, ale z myślą o własnych interesach. Prawie dwie trzecie transferów dwustronnych trafiły do stosunkowo dobrze rozwiniętych państw Europy Wschodniej i zachodnich Bałkanów. Taki rozdział funduszy sprzyja naszym aspiracjom politycznym w regionie, ale nie cieszy krajów biednego Południa. O specyfice polskiego programu świadczy też fakt, że obok projektów promujących demokrację i społeczeństwo obywatelskie np. na Ukrainie, udzielaliśmy kredytów preferencyjnych rządom w Taszkiencie i Pekinie.
Jacek Saryusz-Wolski nawoływał niedawno do połączenia działań wizerunkowych z dążeniem do osiągnięcia realnych efektów w polityce zagranicznej. Bez względu na to, czy polski program pomocy będziemy postrzegać społecznie, jako służbę krajom rozwijającym się, czy też strategicznie, jako realizację własnych celów politycznych, ostateczną miarą zaangażowania Polski we współpracę rozwojową będzie jej skuteczność. Niestety, wiele przesłanek wskazuje na nieefektywne wykorzystanie funduszy pomocowych. Skromną jak na kraj UE pulę rozmieniamy na drobne, wspierając aż osiem państw priorytetowych oraz wielu pozostałych biorców. Najszybciej rozbudowujemy pomoc projektową, która z powodu wysokich kosztów administracyjnych uchodzi za najmniej efektywną formę wsparcia. Brak odpowiedniej ustawy uniemożliwia prowadzenie przedsięwzięć o charakterze wieloletnim. Zwlekamy też z powołaniem specjalnej agencji do obsługi polskiej pomocy.
Polska dyplomacja współpracuje w sprawach rozwojowych z agendami ONZ, OECD, Bankiem Światowym i Międzynarodowym Funduszem Walutowym. Od 2004 r. nasza pomoc jest blisko związana z unijnymi mechanizmami współpracy. Co roku na programy UE wpłacamy ponad 500 mln zł. Kierowanie pomocy do dyspozycji organizacji wielostronnych pozwala na jej odpolitycznienie. Z drugiej jednak strony Polska mogłaby angażować się aktywniej w międzynarodowe działania harmonizacyjne. Nie ogłoszono np. stanowiska wobec przyjętego w ubiegłym roku podziału pracy UE w polityce rozwoju. Dokument ten ma stanowić zachętę dla państw członkowskich, by skoncentrowały swoje programy na wybranych krajach biorcach w dwóch – trzech dziedzinach współpracy. Jednocześnie w stosunkach z OECD perspektywa przystąpienia do Komitetu Pomocy Rozwojowej (wiodącego ośrodka koordynacji polityki rozwojowej) została odsunięta do 2010 r.
O przyszłości polskiej pomocy można decydować na dwa sposoby. Może ona być przedmiotem urzędniczych decyzji bądź wynikiem świadomej debaty na forum publicznym. Wbrew pozorom chodzi o ważką sprawę – pozycję Polski w świecie. Pomoc rozwojowa stanowi niewątpliwie jedno z najistotniejszych narzędzi budowania tej pozycji. Czas pokaże, czy zdobędziemy się na postawę państwa skutecznie solidarnego, czy też postrzegani będziemy jako kraj o ograniczonych możliwościach.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA