fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Polskie firmy wchodzą do Iraku

Ambasador RP w Bagdadzie Edward Pietrzyk
Fotorzepa, Seweryn Sołtys
Pierwsze kontrakty mogą być podpisane w czerwcu - mówi w wywiadzie dla "Rz" ambasador RP w Bagdadzie Edward Pietrzyk.
Polskie firmy będą inwestować w prowincji, w której stacjonują nasze wojska. Armia pomogła rozpoznać rynek i sprawdziła kontrahentów. Do czasu wycofania naszych żołnierzy z Iraku będzie też chronić polskie inwestycje.
Rz: Dlaczego tak późno wchodzimy do Iraku z inwestycjami?
Edward Pietrzyk: Wcześniej chciałem ściągnąć duże firmy i okazało się, że są z nimi same problemy. Teraz pojawiły się mniejsze, ale bardziej zdeterminowane. A jest się o co bić. Gubernator prowincji Diwanija, gdzie stacjonują polskie wojska, ma tylko w tym roku 250 milionów dolarów na inwestycje. Irakijczycy chcą, by zbudować im mleczarnie, cementownie, potrzebują stali, chcą inwestować w przemysł rolno-spożywczy. Spodziewam się, że w czerwcu w Warszawie firmy podpiszą pierwsze kontrakty. Wreszcie udało się znaleźć praktyczny sposób zastąpienia naszej obecności wojskowej działalnością ekonomiczną. Robimy tak jak Amerykanie, którzy wokół swoich baz tworzą strefy ekonomiczne. Dzięki pomocy naszego wojska mamy rozpoznanie autentycznych potrzeb inwestycyjnych, wiemy, kto naprawdę chce z nami współpracować, i mamy gwarancje, że nasz biznes będzie pod osłoną polskiej armii.
Przecież nasze wojsko w październiku ma się wycofać z Iraku.
Dopóki jest na miejscu, musimy to wykorzystać i wejść z kapitałem. Poza tym w fabrykach będą pracować Irakijczycy, a nie Polacy. Nasza prowincja nie jest najbogatsza, ale nawet w niej jest silna konkurencja ze strony Iranu, Turcji, Korei, Japonii, nawet Ukrainy. Kiedy wojsko się wycofa, będziemy musieli szukać wsparcia u Amerykanów, którzy kierują zespołami ds. odbudowy Iraku. Dają mi do zrozumienia, że możemy w tych zespołach umieścić naszych ludzi. Mogliby prowadzić rozeznanie rynku i promować nasze wyroby.
Zaledwie pół roku temu cudem przeżył pan zamach. Czy ma pan już nowy samochód opancerzony?
Nasza placówka dostała trzy samochody. Wykorzystano w nich doświadczenia z zamachu z 3 października 2007 roku. Chodzi o system gaśniczy i niepalne wnętrze. Zmieniono system blokowania drzwi. Wtedy nie mogłem sam sobie ich otworzyć. Mógł to zrobić tylko kierowca, który został w pierwszej sekundzie ataku obezwładniony i później zmarł. Musiałem w dymie i smrodzie gazów szukać wyrwy w karoserii i tak wyszedłem na zewnątrz. Teraz jest kilka wyjść ewakuacyjnych w dachu, są też luki strzelnicze, których wcześniej nie było. Z poprzedniego samochodu nie można się było nawet bronić.
Mimo że nasza placówka została przeniesiona do ufortyfikowanej Zielonej Strefy, pod koniec kwietnia spadła na nią rakieta. To pech czy byliśmy znów celem ataku?
Zielona Strefa to obszar trzy na cztery kilometry. Można w nią łatwo trafić, nawet bronią tak nieprecyzyjną jak rakieta czy granat moździerzowy, których używają zamachowcy. W tym przypadku był to potężny kaliber 240 milimetrów, czyli 50 kilogramów materiału wybuchowego. Pocisk spadł dokładnie między siedzibami polskiej i włoskiej ambasady, gdzie znajduje się budynek naszych ekspertów od ochrony. Nic poważnego nikomu się nie stało. Nie ma wątpliwości, że atak to zupełny przypadek. Ostrzały są koncentrowane na ambasadzie amerykańskiej, na szpitalu, na lądowisku śmigłowców, na tego rodzaju obiektach. Polska ambasada i polska rezydencja nie były nigdy celem. Ale trzeba przyznać, że pociski spadają często. I nie ma co ukrywać, że zamachowcy osiągają cel, bo ludzie się boją. Życie w Zielonej Strefie w czasie ataków jest sparaliżowane. Każdy chce żyć.
Dlaczego tak trudno namierzyć napastników?
Większość ataków pochodzi z miasta Sadra, okrytej złą sławą dzielnicy Bagdadu zamieszkanej przez szyicką biedotę i zwolenników szyickiego duchownego Muktady as Sadra. Jego ugrupowanie postanowiło zawalczyć o więcej, niż miało do tej pory. A premier Nuri al Maliki, też szyita, postanowił pokazać, kto w tym kraju rządzi. No i doszło do starcia. Opanowanie dzielnicy, z której idą praktycznie wszystkie uderzenia ogniowe, nie jest łatwe. Amerykanie mają stacje, które pozwalają zlokalizować rakiety po trajektorii lotu, ale stanowiska ogniowe znajdują się na terenie przedszkoli, meczetów czy zaludnionych bazarów. Nie można więc przeprowadzić uderzenia odwetowego, bo nikt nie chce rzezi. Ale postęp w przywracaniu porządku jest widoczny. Właśnie zostało zawarte porozumienie między sadrystami a rządem o wstrzymaniu walk.
Na placówce w Bagdadzie zarabia się tak jak w każdym innym kraju. Nie frustruje to pana?
Moi ludzie są narażeni codziennie na ogromne niebezpieczeństwo, na wielki stres, przecież ja to obserwuję każdego dnia. To powinno być godziwiej opłacane, nie ma co do tego wątpliwości.
rozmawiał Wojciech Lorenz
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA