fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Jacek Czaputowicz: Bliżej wschodnich standardów

Jacek Czaputowicz
Fotorzepa/Piotr Nowak
Przed wyborami członkowie komisji wyborczych dostają komunikat: raz policzonych głosów się nie sprawdza, a za ewentualne oszustwa wyborcze nikt nie ponosi odpowiedzialności – pisze politolog.

Premier Ewa Kopacz zapytana przez dziennikarza o ewentualne działania w związku z wątpliwościami dotyczącymi wyników wyborów samorządowych powiedziała: „Nie chciałby pan żyć w kraju, w którym premier rządu będzie podważał, kwestionował albo wydawał polecenia Państwowej Komisji Wyborczej podczas kolejnych wyborów. Od tego są odpowiednie instytucje" (PAP 17.03.2015).

Chodzi jednak nie o podważanie ustaleń PKW, lecz o odpowiedź na jej wniosek, dotyczący takiej zmiany prawa, aby można było zbadać oddane głosy. Sędzia Wiesław Kozielewicz powiedział PAP, że w grudniu 2014 r. Komisja skierowała pisma w tej sprawie do ministra kultury i dziedzictwa narodowego, który nadzoruje archiwa (znajdują się tam głosy wyborcze), oraz do marszałka Sejmu. "Liczyliśmy, że parlament podejmie inicjatywę ustawodawczą, która umożliwi PKW powołanie komisji do zbadania głosów nieważnych. Mijają już cztery miesiące, a parlament nic nie robi" - stwierdził wiceprzewodniczący Komisji. Premier Ewa Kopacz jest przełożoną minister kultury i dziedzictwa narodowego, a jako przewodnicząca Platformy Obywatelskiej, także marszałka Sejmu, a więc osobą, która może rozwiązać problem zgłoszony przez PKW. Inicjatywę ustawodawczą ma także prezydent, który przecież powołał Komisję w obecnym składzie.

Sprawdzenia głosów wyborczych domaga się też Fundacja Stefana Batorego. W piśmie do przewodniczącego sejmowej komisji nadzwyczajnej ds. zmian w kodyfikacjach, Witolda Pahla (PO), postuluje udostępnienie kart głosowania. Jak dotychczas bezskutecznie. Inicjatywę ustawodawczą zapowiedziało więc Prawo i Sprawiedliwość. „Jeżeli PKW apeluje o taki projekt ustawy (poszerzający dostęp do kart) to oczywiście to zrobimy, w możliwie najkrótszym czasie" - stwierdził prezes Jarosław Kaczyński. Czy jednak wniosek instytucji państwowej, jaką jest PKW, powinna realizować partia opozycyjna, ponieważ właściwe instytucje państwowe milczą w tej sprawie?

O tym, że istnieje potrzeba zbadania głosów nieważnych świadczy ich duża liczba, a zwłaszcza skoncentrowanie ich w niektórych rejonach. W większości obwodów o największej liczbie głosów nieważnych wygrał PSL, chociaż w kilku wypadkach dobre wyniki odnotowały PO oraz PiS.

Tabela 1. Wyniki wyborów w wybranych obwodach

Co mogą mężowie zaufania

Trudno się zgodzić z twierdzeniem Ewy Kopacz, że od kontroli wyborów są mężowie zaufania, którzy mają prawo obserwowania wyborów i odnotowywania wątpliwości w protokole. „Z tego co wiem - stwierdziła pani premier - tych uwag i wątpliwości w protokołach końcowych - nawet jeśli w tej chwili mówi się dużo o tych głosach nieważnych - proporcjonalnie nie było aż tak dużo".

Mężowie zaufania pełnią niewątpliwie ważną funkcję, jednak to nie oni ponoszą odpowiedzialność za uczciwość procesu wyborczego. Głosowanie odbywa się także wtedy, gdy mężowie zaufania nie zostali ustanowieni. Nie wiadomo, czy w komisjach, w których występują wątpliwości, byli powołani, czy byli przeszkoleni, na tyle uważni, by wychwycić ewentualne nieprawidłowości, i na tyle zdeterminowani, by w razie potrzeby przeciwstawić się komisjom i lokalnym elitom. Badania Instytutu Spraw Publicznych wskazują, że „wiele osób nie traktuje swojej roli w komisji jako misji publicznej, ale czuje się przedstawicielami konkretnego ugrupowania, które je rekomendowały do komisji bądź kieruje się wyłącznie chęcią otrzymania wynagrodzenia, bez większego przywiązania do uczciwości procesu" („Mechanizmy przeciwdziałania korupcji w Polsce", Warszawa 2012, s. 160).

Relacje przyczynowe przebiegają więc inaczej niż sugeruje to pani premier: brak protestów ze strony mężów zaufania nie świadczy o uczciwości wyborów, lecz wyniki wyborów świadczą o tym, że mężowie zaufania nie muszą być gwarancją uczciwości wyborów. Tak też widzi to ustawodawca, który obowiązek zapewnienia rzetelności wyborów nakłada na odpowiednie instytucje państwa. Artykuł 160 Kodeksu wyborczego określa jednoznacznie, że „do zadań Państwowej Komisji Wyborczej w sprawach związanych z przeprowadzaniem wyborów należy sprawowanie nadzoru nad przestrzeganiem prawa wyborczego". I to właśnie PKW zwraca się do instytucji państwowych o umożliwienie jej wykonywania ustawowych zadań, do których została powołania.

Nie jest też trafny argument, że za uczciwość wyborów odpowiadają sądy. Te zajmują się wyborami tylko wtedy, gdy wpłynie do nich protest wyborczy. Chociaż liczba protestów była rekordowo duża - blisko 2 tys., to nie wiadomo, czy dotyczyły one komisji, które budzą największe wątpliwości. Komisji wyborczych w całym kraju było 28 tys., z czego wynika, że protesty mogły dotyczyć jedynie co czternastej, przyjmując, że każdy protest dotyczył innej komisji.

Uchwała PKW nakazuje, by obwodowe komisje liczyły głosy w pełnym składzie, przy czym „nie jest dopuszczalne tworzenie z członków komisji grup roboczych, które wykonywałyby oddzielnie czynności po zakończeniu głosowania". Narzuca się pytanie, czy w obwodach, w których wystąpiły wątpliwości co do uczciwości wyborów powyższa regulacja była przestrzegana. Zapewne PKW miała powody, by przed drugą turą wyborów samorządowych wydać komunikat przypominający o tych zasadach. Należałoby więc zbadać, w ilu obwodach powstały warunki do nadużyć wyborczych.

Przypadek Janukowycza

Niepokój budzą wypowiedzi niektórych członów PKW, postulujące zniszczenie głosów ważnych, a pozostawienie do ewentualnego sprawdzenia głosy nieważne. Chodzi jednak nie tylko o sprawdzenie, ile wśród głosów nieważnych było kart pustych (co może oznaczać świadomy wybór), a ile kart z dwoma lub więcej krzyżykami (co może świadczyć o pomyłce lub unieważnieniu karty przez osoby trzecie). Najważniejszym celem powinno być stwierdzenie, czy głosy zostały prawidłowo policzone, i czy ogłoszone wyniki były prawidłowe. Prof. Mirosława Grabowska twierdzi np., że w niektórych regionach głosy nieważne mogły zostać zaliczone na rzecz PSL, jako partii, która miała listę numer jeden.

Problem poruszony przez dyrektor CBOS mogą potwierdzać wyniki wyborów w gminie Pieszyce. W komisji obwodowej numer dwa głosowały 610 osoby, przy czym, inaczej niż w komisjach sąsiednich, wszystkie głosy okazały się ważne. Zniszczenie głosów ważnych to w tym wypadku zniszczenie wszystkich głosów i utrata możliwości sprawdzenia jak było naprawdę. Podobnych przypadków jest więcej. Np. w jednej z komisji w Pacanowie w wyborach wzięły udział 402 osoby, głosów nieważnych było 32 (8 proc.), na PiS i PO głosowało po 17 osób, na SLD - 4, a na PSL - 325.

Tabela 2. Wyniki wyborów w gminie Pieszyce

Skala nieprawidłowości może być więc większa, niż wskazuje na to statystyka głosów nieważnych. Gdy np. w jednym obwodzie 50 głosów ważnych zostało zaklasyfikowanych jako głosy nieważne, a w innym 50 głosów nieważnych zostało uznanych za ważne, manipulacja dotyczy 100 kart. Ponieważ jednak mechanizmy te wzajemnie się znoszą średnia liczba głosów nieważnych nie ulega zmianie.

Leszek Miller przywołał ciekawą analogię: "Pan prezydent Komorowski podnosi kwestie stabilizacji państwa, ale najważniejsza jest uczciwość wyborcza. W 2005 roku na Ukrainie prezydent Janukowycz mówił to samo, że najważniejsza jest stabilizacja państwa ukraińskiego. Zakwestionowano ten wybór, przeprowadzono nowe wybory, wygrał inny kandydat".

Być może to doświadczenie jest przyczyną uporu władz, by uniemożliwić sprawdzenie rzetelności ostatnich wyborów samorządowych. Niepokój budzi zbywanie milczeniem wniosku PKW o wprowadzenie możliwości ponownego przeliczenia głosów. Działania te rzutują także na wybory prezydenckie i parlamentarne, do członków komisji wyborczych wysyłany jest bowiem komunikat: raz policzonych głosów się w Polsce nie sprawdza, a za ewentualne oszustwa wyborcze nikt nie ponosi odpowiedzialności. Czy aby jednak nie przybliżamy się w ten sposób do standardów demokracji obowiązujących u naszych wschodnich sąsiadów?

Autor jest profesorem Uniwersytetu Warszawskiego, kierownikiem Zakładu Metodologii Badań Europejskich na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA