fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zdrowie

Kłopot z efektem Angeliny

Angelina Jolie miała odwagę przyznać się do lęku przed rakiem fot. Gage Skidmore
Flickr
Pacjentki z obawy przed rakiem chcą badać swoje DNA. Ale testy są drogie i nie zawsze miarodajne.

Mianem efektu Angeliny lekarze nazywają wzrost zainteresowania badaniami genetycznymi wśród kobiet. Panie chcą sprawdzić, czy są nosicielkami mutacji genów zwiększających ryzyko zachorowania na nowotwory – przede wszystkim piersi. Kiedy Angelina Jolie ogłosiła, że zdecydowała się na profilaktyczne usunięcie piersi (razem z operacją odtwórczą – o czym wiele osób zapomina), a później usunięcia jajników i jajowodów, uznano ją za bohaterkę. Jolie wiedziała, że jest dziedzicznie obciążona ryzykiem, a testy genetyczne to ryzyko potwierdziły.

Teraz tysiące kobiet na całym świecie chce iść w jej ślady. Popularność domowych zestawów do przeprowadzenia testów genetycznych gwałtownie wzrosła. Nawet w Polsce dostępne są proste testy wykrywające mutacje w obrębie jednego lub dwóch genów w cenie kilkuset złotych. Wystarczy zamówić paczkę pocztą, zrobić wymaz, materiał zamknąć w fiolce i wysłać ją do laboratorium. Koszt testu obejmującego kilka mutacji to ok. 300 zł. Poważniejsze testy – analiza całych genów BRCA1 i BRCA2 pod kątem występowania raka piersi i jajników – to już wydatek ok. 5 tys. złotych. Badanie predyspozycji do zachorowania na raka jelita grubego (169 mutacji w pięciu genach) to koszt 1800 zł.

Tymczasem w USA, gdzie ta moda się zaczęła, firmy ubezpieczeniowe zaczęły odmawiać finansowania takich testów. Powód? Nie są miarodajne, a ich wartość diagnostyczna jest znikoma. Zaniepokojone wynikami pacjentki, pozbawione fachowej konsultacji genetycznej, mogą decydować się na radykalne działania. Mogą chcieć poddać się profilaktycznej chemioterapii, a nawet operacji – jak Angelina Jolie. Tyle że w przypadku wielu pań takie działanie nie ma podstaw medycznych.

Agencja Reuters informuje, że trzy z czterech największych firm ubezpieczeniowych – Aetna, Anthem i Cigna – już odmawiają klientkom pokrycia kosztów takich testów. Czwarta, UnitedHealth Group, wprowadziła kryteria uprawniające kobiety do wykonania testów. Chodzi głównie o badania wielogenowe – obejmujące mutacje w kilkudziesięciu punktach DNA. Kosztują one od ok. 2 do nawet 5 tys. dolarów. W Polsce podobne „pakiety" testowe wyceniane są na ponad 5 tys. złotych (np. test sekwencji 48 genów pokrywający raka jajnika, piersi, jelita grubego i płuc).

Badania i poradnictwo genetyczne dla kobiet z rodzinną historią zachorowań na nowotwory nadal jest finansowane przez ubezpieczycieli.

Według przedstawicieli największych ubezpieczalni, nie ma dowodów na to, że wszystkie mutacje w genach wykrywane w testach są rzeczywiście związane z ryzykiem zachorowania na raka. W związku z tym ich wykonywanie na życzenie nie ma sensu.

Decyzja amerykańskich towarzystw ubezpieczeniowych wywołała oburzenie firm oferujących testy. W końcu chodzi o rynek wart ok. 5 mld dolarów. Nie tylko nie zamierzają one wycofywać się z nowych testów, lecz wręcz chcą oferować pakiety obejmujące więcej mutacji genetycznych – również takich, których związek z chorobami nie został udowodniony.

Niezadowolenia nie kryją też lekarze. Ich zdaniem podobne testy komercyjne służą również nauce. – Jeżeli nie zaczniemy przyglądać się takim mutacjom, nigdy nie zgromadzimy informacji o tym, czy powodują choroby – mówi Mary Daly z National Comprehensive Cancer Network.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA