fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Adres sędziego to informacja publiczna

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Kuriozalne orzeczenie Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gdańsku w sprawie II SA/GD 764/14 woła o pomstę do nieba, a przynajmniej o dobrą skargę kasacyjną.

Uznanie miejscowości, w której mieszka sędzia, i jego wieku za informację publiczną realnie zagraża bezpieczeństwu polskich sędziów. Wśród zainteresowanych takimi informacjami publicznymi są pieniacze z bezsensownych, wydumanych spraw cywilnych, ale przede wszystkim przestępcy, z których część traktuje przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości jak śmiertelnych wrogów. Pogróżki, przebijane opony w samochodach, a nawet podpalenie domu to przykłady nienawiści, nie można zatem ułatwiać tych ekscesów poprzez informowanie, gdzie mieszka sędzia.

Oczywiście adres danego sędziego można ustalić poza Biuletynem Informacji Publicznej: sąsiad, kolega czy znajomy bywa lepszym źródłem wiedzy niż oficjalne informatory. W imię czego jednak ułatwiać ustalenie adresu sędziów, a zwłaszcza karnistów, którzy zdecydowaną większość spraw kończą nie po myśli skazanych? Argument o respektowaniu praw obywatelskich i politycznych wywołuje podobne wrażenie jak postulat wpuszczania lisa do kurnika, bo lis ma prawo do życia.

Bardziej zrozumiałe byłoby natomiast wprowadzenie jeszcze większych gwarancji bezpieczeństwa dla sędziów, prokuratorów, policjantów i innych podmiotów ochrony prawnej, aby obawa o życie i zdrowie nie przeszkadzała im w walce z przestępczością. Absolutny zakaz udostępniania jakichkolwiek danych osobowych przedstawicieli organów wymiaru sprawiedliwości i organów ścigania jest konieczny, żeby państwo mogło funkcjonować sprawnie. Sędzia orzekający nie tylko w sprawach karnych, ale we wszystkich innych musi mieć pewność, że obowiązujące regulacje prawne w maksymalnym stopniu chronią życie i zdrowie jego oraz jego rodziny. Istnieje wiele danych, które muszą pozostać tajemnicą mimo obowiązującej zasady dostępu do informacji publicznej. Prawa obywatelskie i polityczne są przestrzegane w wystarczającym stopniu, jeżeli obywatel zna imię i nazwisko sędziego i ma prawo pozwać Skarb Państwa reprezentowany przez dany sąd lub zawiadomić o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez sędziego, który pracuje w danym sądzie, i w ten sposób jest identyfikowany.

Gdy dojdzie do kolizji praw obywatelskich i politycznych z prawem do ochrony prywatności, nie należy lekceważyć nawet tylko potencjalnego zagrożenia dla życia, zdrowia czy mienia funkcjonariusza publicznego, tym bardziej że interes obywatela wydaje się co najmniej wątpliwy. Niby dlaczego ma on znać wiek i miejscowość, w której mieszka sędzia, skoro adres miejsca pracy sędziego jest mu znany, a pytanie o wiek kobiety (ponad 60 proc. sędziów to kobiety) jest mało eleganckie?

Można mieć nadzieję, że Naczelny Sąd Administracyjny naprawi poważny błąd Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gdańsku, który pewnie nie zostałby popełniony, gdyby sędziowie składu orzekającego w tej sprawie mieli styczność z niekiedy nieobliczalnymi podsądnymi ze spraw karnych, którzy nawet na sali sądowej nie wahają się wykrzykiwać gróźb karalnych pod adresem sędziów.

Autor jest doktorem nauk prawnych, starszym wykładowcą w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Sulechowie, adwokatem w Sulechowie

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA