fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Madonna chce oszukać czas

Madonna w roli Evity Peron, uważanej przez wielu Argentyńczyków za świętą
AP
Nowa płyta "Hard Candy" - 11. album królowej popu - trafi do sklepów 28 kwietnia. - Skopię wam tyłki, ale to będzie przyjemne uczucie - zapowiada 50-letnia gwiazda, której kariera trwa już 25 lat.
Wokalistka reklamuje album z właściwym sobie tupetem, a w refrenie promującej go piosenki śpiewa nawet: "Mamy tylko cztery minuty, by ocalić świat". W roli superbohaterów, od których zależą losy globu, występują ona i Justin Timberlake.
Tym razem jednak globalne ambicje wokalistki są na wyrost. Utwór "4 Minutes" nie uratuje świata przed wiejącą z popowej sceny nudą, co gorsza – wskazuje, że to Madonna potrzebuje pomocy. Premiera płyty odbędzie się za trzy tygodnie, ale już wiadomo, że piosenkarka postanowiła trzymać się modnych tanecznych brzmień. Za wszelką cenę.
Duet z Timberlakiem to kapitulacja. Madonna straciła wyczucie – nie potrafi odczytać potrzeb publiczności, nie wie, czego będziemy chcieli słuchać jutro. A przecież właśnie ten szósty zmysł uczynił z niej królową reinwencji. Przez 25 lat zaskakiwała – nie tylko szokując i prowokując, ale wyprzedzając muzyczne mody. Potencjał hiphopu i r&b wykorzystywała w nagraniach już na początku lat 90., a albumem "Ray of Light" z 1998 r., refleksyjnym i utrzymanym w stylistyce techno, doskonale wpisała się w atmosferę nadchodzącego przełomu wieków.
Teraz nie wie, jak trafić do nastoletnich słuchaczy, ale upiera się, by dla nich nagrywać. Od początku kariery dobry kontakt z młodą publicznością był jej największym atutem. Zapatrzone w nią fanki, od których wziął się popularny termin "wannabes", chciały być takie jak ona: odważne, prowokujące, niezależne.
Teraz trudno im znaleźć wspólną płaszczyznę z 50-letnią gwiazdą, która ma za sobą dwa porody, dwa małżeństwa i kilka operacji plastycznych. Madonna stara się oszukać czas, być na szczytach list i w nocnych klubach, w których nie ma miejsca na starość. Tam czuje się swojsko i bezpiecznie, bo karierę zaczęła w niezależnych nowojorskich lokalach, gdzie didżeje grali jej pierwszy utwór "Everybody".
Poprzednią płytą "Confessions on a Dance Floor" broniła parkietu tanecznego jak twierdzy, ale nawet to nie wystarcza. Komputery i iPody wyprowadziły muzykę z klubów na ulice. Didżeje coraz częściej przypominają zdetronizowane, nikomu niepotrzebne bóstwa. Słuchacze sami układają ulubione utwory w długie sety. Słuchają ich w samolotach i na szkolnych korytarzach. Muzyka stała się intymnym, indywidualnym przeżyciem.
Madonna jest w muzyce pop jedyną nieprzerwanie aktywną od lat 80. megagwiazdą starego typu, ale wobec wywołanych przez Internet zmian czuje się bezradna. Dlatego sięgnęła po wsparcie dużo młodszych muzyków. Producentami jej płyty zostali Timbaland i Justin Timberlake. Ci sami, którzy współtworzyli ostatnio sukces wielu gwiazdek, m.in. Nelly Furtado i Rihanny.
A więc królowa popu pierwszy raz podporządkowała się modzie. Dotąd nie promowała swoich płyt duetami. Nigdy też nie była kopistką – pchała się na szczyt bezczelnie i bezwstydnie, ale po swojemu. Wyżej zajść już nie zdoła, jest najlepiej zarabiającą i najbardziej znaną wokalistką, zyskała uznanie i prestiżowe nagrody. Musi tę pozycję utrzymać, ale nie może w tym celu przekraczać kolejnych granic – obyczajowe unicestwiła już dawno, artystyczne znalazły się poza jej zasięgiem. Sukces "Hard Candy" będzie nie tyle triumfem Madonny, ile duetu Timberlake – Timbaland, którzy skutecznie podtrzymują przekonanie, że jako jedyni w muzyce rozrywkowej mają receptę na brzmienie przyszłości.
To finałowy etap przetworzenia niegdyś niszowego hiphopu w rozrywkę dla mas. Madonna wsiada do tego pociągu jako ostatnia i właśnie jej płyta będzie ukoronowaniem trwającej od lat 90. komercjalizacji rapu. Recenzent "Rolling Stone'a", który mógł posłuchać albumu przed premierą, określił jego zawartość jako "muzykę urban z wyraźnym, hiphopowym fundamentem". W praktyce oznacza to mieszankę brzmień klubowych i hiphopowych, o nowatorstwie nie ma więc mowy.
Kariera Madonny zwalnia. Poprzedni album był próbą reaktywowania epoki disco, ale młodzi słuchacze nie podzielili tego sentymentu. "Hard Candy" to już chęć utrzymania się na powierzchni, zachowania wizerunku artystki aktualnej.
W nowym singlu Madonna odlicza tytułowe cztery minuty. Im bliżej końca, tym wyraźniej słychać jej głos: "tiktak, tiktak, tiktak". Może zdaje sobie sprawę, że następną płytą musi zaskoczyć. Musi się zgodzić na upływ czasu, by zdać test na długowieczność.
– Odpowiedź nie jest tak prosta jak pytanie – mówi "Rz" Łukasz Walter z firmy Live Nation, z którą Madonna podpisała kontrakt płytowy i promocyjny. – Jak przy każdej trasie artystki, staramy się zaprosić ją do Polski. Kwestią decydującą nie jest honorarium – wielkie gwiazdy przyjeżdżają na koncert nie tylko dlatego, że ktoś chce im zapłacić. Na razie nie mamy oficjalnych informacji na temat trasy koncertowej Madonny.
Publikacje zapowiadające sierpniowy występ Madonny w Chorzowie krytycznie skomentował serwis fanów MadonnaNewEra.com. Twórcy portalu powołali się na wypowiedź Madonny, która zapewniła, że nie będzie koncertowała latem. Ich zdaniem trasa rozpocznie się prawdopodobnie w listopadzie w Australii.
Poprzednie tournée wokalistki objęło 65 występów. Zarobiła 260 mln dolarów – więcej niż jakakolwiek kobieta w historii muzyki.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA