fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kultura

Filip Springer o „Boiko"

materiały prasowe
Brykczyński fotografuje bezimienną karpacką wieś z niezwykle użytecznym dla nas, mieszczuchów, niedowierzaniem. Patrzy i wątpi za nas.
Lubię książki i fotografie, które niemal mechanicznie wprowadzają mnie w nastrój i klimat miejsc, o których opowiadają. W swojej najnowszej książce „Boiko" Jan Brykczyński to właśnie robi. Do nienazwanej tu wsi w ukraińskich Karpatach prawdopodobnie nigdy bym nie dotarł. Brykczyński zrobił to za mnie, wziął moje spojrzenie na swoje plecy i przedarł się przez góry, by obdarzyć mnie widokami. Dzięki temu otrzymaliśmy fotograficzny wgląd w prywatność, nad której istnieniem pewnie większość z nas nigdy się nie zastanawiała. Bo przecież ukraińskie Karpaty brzmią prawie tak niesamowicie jak Narnia.
Źródło: Xiegarnia.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA