fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Teatr

Płatonow, czyli świat współczesnych nihilistów

Magdalena Boć (Anna) i Michał Jaros (Płatonow)
Teatr Wybrzeże
Jan Bończa-Szabłowski
Młodzieńczy dramat Antoniego Czechowa w inscenizacji Grzegorza Wiśniewskiego to poruszający obraz życia bez perspektyw.
Czechowowski „Hamlet" – jak często określa się ten utwór – na afisz gdańskiego Wybrzeża powrócił równo po pół wieku. W 1963 roku przygotowana przez Jerzego Golińskiego jedna z pierwszych polskich inscenizacji nosiła tytuł „Ten wariat Płatonow".
Teraz reżyser Grzegorz Wiśniewski, korzystając z przekładu Agnieszki L. Piotrowskiej, stworzył  współczesną opowieść o ludziach, których duchowe lenistwo i bezwolność porażają.
Wielowątkowy dramat z udziałem 20 postaci ograniczony został do siedmiu bohaterów. Powstał klarowny obraz o pokoleniu dzisiejszych nihilistów. Młodych ludziach żyjących na umowach śmieciowych, topiących w alkoholu kolejne dni swego „śmieciowego" życia. Spotykają się w swojej ulubionej kawiarni Kołokoł. Tam grają w szachy, popijają alkohol, muzykują, kochają się i nienawidzą.
Klimat tej opowieści najlepiej oddaje piosenka śpiewana przez Magdalenę Boć „W nocy w dziwnej atmosferze, gdzie rozkoszy księżyc strzeże/krążą ludzie-nietoperze/ pijąc słodki grzech". Kołokoł jest dla nich namiastką świata pozbawionego trosk i obowiązków dnia codziennego. Daleki od rzeczywistości, do której niechętnie wracają.
Michał Płatonow, grany przez swego imiennika Michała Jarosa, jest utalentowanym saksofonistą. Ceniony przez kolegów, uwielbiany przez kobiety, bardziej sprawia wrażenie brata łaty niż inteligentnego frustrata, który świadomie odgrywa rolę katalizatora wydarzeń. Bierze wszystko, co dostaje od kobiet, i nie prosi o więcej. Ma poczucie nicości i tymczasowości. Chce żyć bez konsekwencji.
W przeciwieństwie do nieudanej „Królowej Margot" w Narodowym Wiśniewski bardzo precyzyjnie pracował z aktorami Wybrzeża. W gdańskim „Płatonowie" właściwie każda rola zasługuje na uznanie. Największe brawa należą się Magdalenie Boć. Świetnie oddała psychikę Anny – kobiety targanej namiętnościami, prawdziwej femme fatale.
Choć większość akcji rozgrywa się w kawiarni Kołokoł, czyli Dzwon, Wiśniewski nie ograniczył tej opowieści do realiów Rosji.
Centralnym elementem scenografii Barbary Hanickiej jest gigantyczny dzwon. Przypomina słynny ponaddwustutonowy Car Kołokoł, który nigdy nie zadzwonił. Ale może być to też dzwon na trwogę, który w stosownym momencie nie wydał z siebie żadnego dźwięku.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA